3.9.26

40/ 26. Próba

Nigdy nie dziergałam tak małego sweterka, więc jest to uczenie się na błędach. Wyślę małej i niech Sol oceni, i będę wdzięczna za wszelkie wskazówki, co za szerokie, za wąskie czy jak co leży. W końcu tylko w ten sposób mogę się NAUMIEĆ 🧶 😄


To będzie chyba moja balkonowa prezentacja do zdjęć udziergów. 

Pracowałam wczoraj i pracuję też dzisiaj,  interna jak zawsze, ale ujdzie, a wczoraj nawet mi się udało, bo upierdliwa byłam, faktycznie wysłać do domu 3 pacjentów przed godziną szesnastą, znaczy z wszystkimi papierami, z wypisem, bo to zawsze dramat, którego ja nie pojmuję; wypisy zaplanowane najpóźniej od wczoraj, wystarczy usiąść lekarzowi przed kompem, wklepać ten list i cała filozofia. To było nawet gotowe, ale idą do przeczytania przez w tym przypadku ordynatorke, która czasami nie wie, na jakim świecie żyje,  ale to moje osobiste zdanie. W każdym razie, czytała je od 2 godzin, czy raczej nie, bo latała po oddziale z rozwianym włosem. W końcu zadzwoniłam do niej, że potrzebuję te listy teraz i już, bo rodzina już jest i chce swoich ludzi zabierać do domu. Orzekła, że nie da rady teraz na szybko przeczytać i odfajkować, sekretariat ma wydrukować "tymczasowe", wręczyć pacjentom i mogą iść do domu. Co też zrobiłam. 

***

Ostatnie 2 dni miałam takie trochę "płakśliwe", jakieś zale mnie ogarniały, schodziłam im z drogi na długich jesiennych spacerach z Mirką, ale nie hamowałam za wszelką cenę łez, bo uważam, że te oczyszczają. Żeby było ciekawiej, schodzi mi skóra z rąk, kawałeczkami, płatami. Jakbym zrzucała z siebie stare życie. 

Dzisiaj po dyżurze mam wolne całe dwa dni, na co się cieszę, a jutro do Arlety, ogarniemy nieco jej wloscie, będziemy sortować i wywalać rzeczy, których ma za dużo, włącznie z ciuchami. Ja jestem po szkole Marie Kondo, a Arleta nie może się nadziwić, jak mało ja .am ciuchów i zawsze co na siebie włożyć 😆

Mirka dzisiaj rano zbudziła się tak: 


Nie wiem, jak ona te oklapnięte uszy tak odwinęła. 

2 komentarze:

  1. Ciekawe, że z tymi wypisami ze szpitala i w Polsce jest tak samo. Procedury załatwione, pacjent idzie do domu, a tu wypisu nie ma. Dodatkowo koło południa przychodzi salowa i pyta, czy może zmienić pościel, więc siedzi się na krzesełku w kącie sali , a czasem wypraszają na korytarz, na niewygodne ławki. Pozdrawiam! Łucja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku jest tak tylko na internie. Inni ustalają wypis, piszą, za chwilę wręczają pacjentowi, i do widzenia, do obiadu pacjenta nie ma. Ja jakoś 3 tygodnie temu miałam 2 wypisy o 19.30! Problemu z salową nie ma, pacjent może sobie leżeć aż do znudzenia, kolację dostaje, jutrzejsze śniadanie też jeszcze przyjdzie, no ale sam fakt mnie wkurza. Pomijając, że dopóki leży "stary" pacjent do wypisu, nie przyjdzie mi na to miejsce nowy, czyli w sumie mniej pracy mam, ale sam ten wypisowy pacjent zaczyna się irytować, a jego rodzina jeszcze bardziej.

      Usuń