31.8.26

39/ 26. I będę panią sytuacji

Poprosiłam Tobiego, aby przy okazji jakiejś jazdy podrzucił mi tutaj mój stary rower,  co też dzisiaj zrobił. Po czwartkowej przygodzie muszę po prostu mieć jeszcze inny pojazd, aby w razie ostateczności dojechać do pracy. Pogoda dzisiaj po południu dopisała, więc wsiadłam na rower i z ciekawości popedałowałam te 8 kilometrów do szpitala i z powrotem. 

Całkiem niezły wynik jak na starego grata z trzema biegami i to wszystko pod wiatr 😉

A tak na serio, planuje sobie kupić inny, lepszy i trochę szybszy rower. W razie czego, aby dojechać do pracy, ale i na wycieczki w terenie. 

Do Schesslitz mam ścieżkę rowerową,  kompletnie płaską, bo to dawna trasa kolejowa, ruch na niej też trochę jest, zawsze spotyka się innych rowerzystów. W samym miasteczku jest kilo kościoła nieco pod górkę, za to z powrotem z górki. Te 35 minut z powrotem to była taka nie za szybka jazda bez spiny, bez spocenia sie jak bura mysz, bo nie chciałam robić rekordu, chciałam poznać realia trasy i moje możliwości, w razie czego. Jak wyjdzie 45 minut, to też będzie ok. Nie zapominajmy też o mojej endoprotezie w prawym kolanie. 

Mirka mi się starzeje, widzę to ja, widzi to Arleta co kilka dni, a Tobi dzisiaj nieco się przeraził. No cóż, psinka ma 15, 16 lat, nie jest wiecznym szczeniakiem. Niby biega, tarza się z radością na trawie, ale głucha, troszkę jakoś zapominalska, oczka niby zdrowe, ale jakoś inaczej patrzą. Szczupła,  ale nie wychudzona, dogadzam jej karmami, odkąd jestesmy same, nie dostaje nic ze stołu,  czasami trochę twarożku do miski, czy kawałeczek wołowiny jak dzisiaj. Tobi lubiał jej dawać sery czy kawałek wędliny, to teraz odpada. I zauważyłam, że ta o 4 tygodnie starsza Mirka wyraźnie by go przerosła, gdyby miał się nią opiekować. On jakby jej się zaczął bać, bo stara, i zaczyna nieco niedołężnieć.

Zobaczymy, co dalej. Póki co, planujemy z Arletą kilkudniowy wypad, wybrałyśmy Czechy i Jachymov, i Mirka też by pojechała, bo a co. W drugiej połowie września upałów tam raczej już nie będzie, więc niech i ona powolutku zwiedzi trochę Czechy. 

A w pierwszej połowie września przyjadą do mnie ciotka i kuzynka spod Frankfurtu, bardzo się cieszę na te odwiedziny, posiedzimy, pogadamy, podziergamy, a i Arleta dotrzyma nam trochę towarzystwa, bo oczywiście wpadnie wtedy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz