29.7.26

23/ 26. Mieszkanie zaczyna być moim

Dzisiaj dostałam niespodziewanie wolne w pracy, chętnie złapałam okazję, wczoraj bowiem skręcaliśmy "meblościankę ", najwyższa kolumna gotowa, 2 paczki przerobione, jeszcze 5, te będą w piątek w robocie. A ja dzisiaj zagospodarowałam szafę, i ogólnie sypialnię. Jeszcze wala się po podłodze trochę narzędzi, firanki jakiejś małej brak, ale już sypialnia. 

W dużym pokoju tak: 



Przy okazji wywiozłam stos kartonów/ opakowań po meblach na plac z odpadami. Skoda ledwo się zamknęła.  
Kartony przeprowadzkowe spłaszczyłam i wyniosłam na strych, być może Arleta będzie kiedyś potrzebować. 
Dzisiaj było znowu 36,5 stopnia po południu, dobrze, że nie muszę już nic po schodach nosić, oprócz zakupów 😅 
Plan jest taki, że od piątku idę na swoje mieszkać. 
Dzisiaj pomogłam Tobiemu wywalić kamienie z rabat dookoła domu, bo malarz przychodzi na drugi tydzień i chce mieć dostęp do samego dołu fasady. Jutro przychodzi inny fachowiec do podsufitki na tarasie, z samego rana, więc na dzisiaj starczy. Jutro też pracuję, tym razem na chirurgii, mam nadzieję na jakiś ortopedyczny odcinek, nie znowu brzuchy. 

Acha, a to jeszcze ekstra dla Luci, moje Pilcherki, 16 sztuk, raczej nie mam wszystkich. 





27.7.26

22/ 26. Jutro dalej składanie mebli

Dzisiaj wywiozłam lwią część moich ciuchów,  Thea wniosła mi dwa kartony na górę. Ta kobieta jest niesamowita. W Zapfendorf mam jeszcze rzeczy aktualnie używane, znaczy letnie, i wejdą w dwie walizki. 

Jutro czekanie na pana z telekomu względem internetu, przy okazji składanie szafy i meblościanki, zobaczę, jak daleko heinrich to zajdzie; obiecałam mu za to klopsy Königsberger na obiad. 

Dzisiaj posortowałem skrzynki z wełną i rzeczy od maszyny do szycia. Te ostatnie poszły pod łóżko w biurze, a wełną póki co, na strych, będę sukcesywnie wyrabiać, i nic nie kupować 🤔🤪

Jutro też przeprowadzka kompa, jak ten internet już będzie. Biurko mam przednie. Mam w planie dokupić jeszcze taka mniejsza szafkę z szufladkami i dostawić koło regału. 

Dywanu i firanek też mi jeszcze brakuje, I deski do prasowania, ale to zrobię w niedalekiej przyszłości, wyskok do IKEA. 

Za oknem pełnia, i Zapfendorf ładne jak zwykle. 



A jak Tobi?  Byliśmy dzisiaj na lodach, chodzimy z Mirką- po tym, jak sąsiedzi masywnie zaczęli się dopytywać, co z nim i gdzie on, bo go wcale nie widać i nie słychać, od tygodni. Jedna z sąsiadek nawet ekstra rowerem do mnie podjechała, widząc, jak akurat wchodzę do domu. 

Poza tym, w sierpniu przyjdzie zamówiony malarz, będzie malował fasadę, przedtem trzeba zrobić podsufitkę na tarasie- Tobi zerwał drzewo. To już będzie poza moim polem działania. Dzisiaj popisałam na WhatsAppie z Liane z interny, umówiłyśmy się na szpitalnego grilla w piątek w południe, co roku jest taka impreza, a po sporcie w szpitalu we wtorek za tydzień, wpadnie do mojego mieszkania na kawę. Lubię ja bardzo, to taka przebojowa babka. Druga koleżanka z interny, z którą się lubimy, to Maria, jest z Rumunii i akurat zrobiła niemiecki dyplom. Bardzo bym chci⁸ała, żeby też mnie odwiedzała, ona mieszka trochę dalej. 

Oczywiście mam na oku też moich sąsiadów, bo to w sumie najważniejszy w tym wszystkim part. Mam w planach w jakiś weekend zrobić "dzień otwartych drzwi" na spontaniczne odwiedziny, kawa, ciasto, sok, wino musujące, mała przekąska. 

EDIT: wtorek, 28 lipca, godzina 10:45, nadaję z mojego stacjonarnego kompa z mojego biura w Memmelsdorf, przewiozłam kompa, złożyłam, podłączyłam, internet założony, działa, buczy 😀 

24.7.26

21/ 26. Póki co, wszystkie

już chyba meble na miejscu 😅 znaczy w mieszkaniu. Dzisiaj pojechaliśmy po meblościankę do Hirschaid, a najpierw szafa w kartonach już w sypialni. Jejku, jaka ja szczęśliwa, że trafił się taki pewien Max, młody, silny, i wniósł te ogromne kartony z szafą w proszku na drugie piętro. 


A oto meblościanka, też jeszcze w kartonach: 


Przy zakupie szafy trafiła mi się jeszcze całkiem fajna komoda, do sypialni. 


Sześć szuflad, to całkiem sporo, do tego masywna, drewniana. 
A dzisiaj przy odbieranu meblościanki w XXXLutz wpadł mi w oko taaaki stół, też drzewo, normalna cena 700€, przeceniony na... 100€, to wzięłam oczywiście, bo to wręcz śmieszna cena za taki mebel. Jest o 10 cm szerszy niż ten od Arlety z obozu, czyli 80 cm, długość ta sama, 120 cm, ale rozkłada się z jednego boku.  Cudownie! 



I komoda do przedpokoju też była, a miejsce w busie też było. 


Uffff.....
To była akcja. A za godzinkę lecę do pracy na dyżur. Druga i ostatnia noc. Od jutra do wtorku włącznie mam wolne, będę przewozić naprawdę ostatnie klamoty.  Dzisiaj też mam jeszcze pełne auto, ale wyładuję chyba już jutro rano po dyżurze. 

21.7.26

20/ 26. Zwożę książki

Regały stoją i są przymocowane do siebie i do ściany, i powoli je zapełniam. Już przywiozłam 2 tury książek, dzisiaj chyba jeszcze raz pojadę.  Mam wolny dzień, to korzystam. Znaczy wolny taki sobie, bo rano byłam już u dentysty, ostatnio pod koniec czerwca dopatrzył mi się coś na lewym dole, prześwietlił i zaliczam od dzisiaj leczenie kanałowe. Wzięłam formę prywatną, znaczy z dopłatą; ponoć bez dopłaty na kasę chorych też jest możliwość, ale ja nie chce tego zęba stracić, więc poszłam na całość. Dzisiaj cała godzina na fotelu, za 3 tygodnie kolejna wizyta, a trzecia powinna zamknąć sprawę. Koszty około 300- 400 €. 

Ale wracając do przeprowadzki, w Zapfendorf już dobrze przetrzebiłam mój dobytek. Aktualnie na tapecie moje knigi. Lwia część w Memmelsdorf. 


Miejsca mam, że hej!

To jest to biuro z łóżkiem dla gości.  


Z lewej strony moje biurko, komputer, segregatory. Miejsca jest dosyć, nawet na dostawienie turystycznego łóżeczka dla Fiony, co mnie cieszy. 

W dużym pokoju mam już stół z rozwiązującego się obozu dla uchodźców. Drewno, IKEA. Wymyłam, naoleiłam, jest. Powolutku sprawie sobie pasujące krzesła, @Ania, w XXXLutz faktycznie spory wybór. Być może wymienię kiedyś też stół na trochę większy i bez oka Allaha, które było wymalowane na blacie i je  prawie doszorowałam. A ten na strychu też się przyda. Ale to powolutku. 


Póki co, czekam na moją szafę i komodę, zalegają u Heinricha w Lichteneiche, a meblościanka jeszcze w magazynie w Hirschaid. 

Pracowo leci, teraz nam 2 dni wolnego, znaczy dzisiaj i jutro, w czwartek i w piątek 2 nocne dyżury, i auto na warsztat. Wczoraj po południu byliśmy super obsadzeni, 3 egzaminowanych i mała hinduska praktykantka Mariette. Przez te kilka tygodni, jak mnie nie było na tym oddziale, Mariette przede wszystkim zrobiła skok do przodu z językiem, cały czas lata do dzwonków, z pacjentami do toalety i z toalety, wysadza do stołu, ubiera, przebiera, mierzy ciśnienie, cukier, i widzi, co trzeba jeszcze zrobić. Z początku sama bariera językowa była lekką tragedią,  jej koleżanka Bhama na internie była językowo i ogólnie dużo dalej, a pracowanie z Mariette to była taka wędrówka z dzieckiem za rękę we mgle. Cieszy mnie bardzo, że tak poszło z nią do przodu. Obie dziewczyny od jesieni idą do szkoły na naukę pomocy pielęgniarskiej, przy czym Bhama po kilku latach ma w planie znowu szkołę duży egzamin, czyli być pielęgniarką.  Zobaczymy, czym Mariette jeszcze nas zaskoczy. Lubię bowiem tę małą brązową dziewczynkę, chociaż z początku po dyżurach z nią byłam mentalnie wypompowana 😅 


Moje dwie dziewuszki. 


 

19.7.26

19/ 26. Dwa tygodnie

targania klamotów za mną, dokładnie dwa tygodnie temu wniosłam pierwsze rzeczy do mieszkania, też miałam popołudniowy dyżur jak dzisiaj. 
Dzisiaj mam na pokładzie skrzynki z książkami, wszystkie moje polskie, oprócz tych, które ostatnio przysłała Gackowa, i jeszcze nie czytałam; mam na takie książki osobna półeczkę. Znaczy miałam w moim buduarze w Zapfendorf. 
Myślę, że w tym tygodniu polecę dalej, jutro też na popołudnie do pracy, czyli skrzynki znowu na pokładzie. We wtorek mam dentystę, leczenie korzeniowe, co zrobię, jak nic nie zrobię, a trzeba o zęba się zatroszczyć. 
Wczoraj kupiłam "meblościankę" w XXXLutz. 
Heiner przywiezie mi ją i zmontuje być może w sobotę za tydzień. W busie jeszcze czeka na mnie szafa i komoda, a bus czeka na nową linkę od pedała,  a ta akcja ma sie odbyc w sobotę. Trochę wyhamowania dobrze mi robi. 


W regale przy biurku jeszcze w piątek wprowadziły się pierwsze segregatory. 


A to jest ta "meblościanka". 

No i tak to, na początek starczy, a prowizorki jak wiadomo, trwają do końca życia czasami 😄 troszkę na finanse też uważać muszę, bom dosyć wypompowana. Nie na zero, ale jeszcze auto na warsztat, leczenie zęba, i rachunek pod tytułem podatek od wartości nabytku w wysokości ponad 8 tyś. też jeszcze mam do zapłacenia do 13 sierpnia. 

16.7.26

18/ 26. Pralka i po zachodzie słońca.

Pralkę marki Beko i chyba nówkę dostałam za darmo, a żeby było cudownie po naszym postoju przed autostradą numer 3, to wieczorem trafił mi się jeszcze konkretny pan z wózkiem transportowym po schodach i pasem do zapięcia, i w ciągu nieco wiecej niż pół godziny pralka była na drugim piętrze i podłączona, także sprawdzona w krótkim programie, z prikazem zwrotnego meldowania, jakby coś było nie tak. Owy pan mieszka dwie wsie dalej i jest dozorcą w szkole imienia Marii Ward, czyli Angielskich Panienek. 


(Gackowa pewnie odkryje na fotce coś jeszcze innego 😉)

Jestem czasami bardzo zmęczona. Dzisiaj jedenasty dzień przewożenia klamotów. Nigdy nie jadę na pusto, dzisiaj przewiozłam między innymi i zdeponowalam najpierw na strychu chusty, szale, czapki, torby i torebki, jedno mirkowe łóżko, mój koszyk z przyborami do szycia. 
Pracuję co drugi dzień. W poniedziałek byłam na geriatrii, sama z Nadine, jako, że niby mało pacjentów to odciągnęli nam pomocników,  a dama od serwisu zachorowala; koniec końców na chirurgicznym odcinku Nadine miała jeszcze świeżo zoperowanych do przywiezienia na oddział, do tego miałyśmy 5 nowych przyjęć,  i rozdaliśmy kolację, oczywiście organizując tę także dla nowych pacjentów. Plus oczywiście normalny, geriatryczny tryb. Byłam nieco zjechana i nie dałam rady wyjść wcześniej, jak zaplanowałam, bo auto oczywiście miałam pełne na po dyżurze do Memmelsdorf. 
Wczoraj trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno interna, odcinek prywatno- izolacyjny, bo same pojedyncze pokoje. I było fajnie. Zaczęłam z 6 pacjentami, z czego przed kolacją jeszcze dwóch zostało wypisanych, za to o 19.30 doszła pacjentka z maksymalnym stopniem pielęgnacyjnym tutaj, czyli 5, z influencą A, ale tylko przyjęłam ją, przedtem urządzając izolatkę,  rozmowa z obecną przy niej córka, Rozpiska na wszystko, rozłożenie leków na 2 dni, rozpisałam w kompie plan pielęgnacyjny, a było tego po kokardkę.  O 21.15 przeciągnęłam moją kartę przy wyjściu na parking, szybko do Memmelsdorf, miałam lekkie rzeczy, a krótko po 22 byłam już w Zapfendorf, gdzie Tobi faktycznie czekał z ciepłą kolacją i białym winem. O kurka wodna, zjadłam, wypiłam, popatrzyłam z kanapy w telewizor i poszłam pod prysznic i spać. Mirka też już była polatana,  tak więc. 
A w Memmelsdorf z balkonu tak: 




13.7.26

17/ 26. I jeszcze dalej

Regały stoją. Jestem prawie na końcówce zwożenia tzw. dekoracji czyli durnostojek, wazoniki, kwiatuszki drewniane, bo lubię, ozdóbki kiedyś od kogoś dostane; zdeponowalam to póki co na strychu w mojej "klatce". Będę powoli znosić, jak już będą stały wszystkie meble. W sumie mam jeszcze tylko z takich rzeczy obraz i obrazki do przewiezienia, jeszcze jakieś miski kuchenne, w biurze co mam w szafkach zamkniętych, zawartość biurka, a potem lecę już z książkami i ubraniami. Te akurat po środzie będę mogła wkładać do nowej szafy, bo ta przybędzie we wtorek, ale w stanie rozłożonym, czyli najpierw trzeba złożyć. 

We wczorajszą niedzielę też zapłaciłam jeszcze 2 rachunki, sąd grodzki i oddział ksiąg wieczystych, za wpis 267€, a za przesyłkę poczty na nowy adres prawie 130€ za pół roku tejże wygody, i w tym czasie myślę, że zdążę wszędzie zmienić adres na Memmelsdorf. Na po wypłacie zostawiłam sobie rachunek pod tytułem podatek od nabytku mieszkania, ponad 8 tyś. € też to jest, jak i za usługi maklerki, ale ten już wyrównałam. Oczywiście wypłata nie starczy mi na ten sądowy rachunek, ale stan konta będzie mniej przerażający 😅

 I tak to. 




Wannę też już przymierzyłam na sucho. 

Balkonowi jeszcze baaardzo daleko do tego jak u Luci, ale do tego też kiedyś dojdzie. 

Zuzia@, tak, jestem jedynaczka, ale rodzicow miałam stosunkowo młodych, urodzilam się jak mieli ♀️24 ♂️30 lat. Jedynactwo było mi czasami uciążliwe, szczególnie jak rodzice mi zaczęli chorować, i jak oboje po kolei dawałam odłączać od aparatury, przedtem demencją mamy... życzyłam sobie rodzeństwo obok, aby nie samej nieść ten ciężar. A co sama zrobiłam, też mam tylko jedno dziecko. Temat przeniesienia życia do Niemiec, po kolei, najpierw tato 4 lata sam, my dwie dojechałyśmy potem, bo była taka kara, rozłąka rodziny. Początki życia był ciekawe, to był przerzut z szarego socjalizmu w kolorowy i pełen dekadencji świat kapitalizmu. Pierwsza zima to była dla mnie tęsknota za pozostawionymi w Polsce znajomymi, koleżankami, przyjaciółką i resztą niewielkiej rodziny. A potem poleciało normalne życie. To tak w skrócie, żyje tu, I tu jest moje życie, moja rodzina, moje otoczenie, praca, znajomi, nie wyobrażam sobie żyć gdzie indziej, niż właśnie tutaj, bo innego życia nie znam, oczywiście bez dekadencji w moim własnym. 

A teraz zaraz lecę na dyżur popołudniowy, po nim przerzucę kartony na strych w Memmelsdorf, i to by było na dzisiaj. Pranie poskładane, jeszcze kupka do wyprasowania, Mirka wypróżniona, obiad przygotowany, Tobi dogotowuje akurat. Wczoraj wyskoczyliśmy wieczorem do pizzerii, po kolacji z Mirką na Hohe Metze, niezwykle urokliwy kawałek ziemi tutaj. Tobiego nadeszły sentymenty pod tytułem, że szkoda, że już zeszłego lata tak rzadko a prawie wcale tam nie bywaliśmy, no ale cóż, żegnaj Gienia świat się zmienia, na pewno czasami wyskoczę tam z Mirką. 


12.7.26

16/ 26. Poszło dalej

Ogromny skok do przodu. W piątek przed dyżurem nocnym Maher i Isa wnieśli na górę te łóżka,  Tobi powozil i skręcił, tak więc stoją. Przy okazji stwierdził, że mieszkanie ok, tylko drzwi wejściowe znaczy te do samego już mieszkania, nie odpowiadają jego standardom bezpieczeństwa. Normalne drzwi na klatce, każdy tutaj takie ma. Ja tam nie taka bojaźliwa, Tobi ma faktycznie kuku w tym temacie. 

(Notabene boi się być sam w nocy w domu, moje dyżury nocne były dla niego stresem, no to się będzie działo, ale nie mój już problem)

Wczoraj do mieszkania doszły paczki z regałami, biurko i krzesło przed komp. Zapłaciłam też wczoraj szafę do sypialni i komodę, te dwa meble Heinrich mi przywiezie VW- busem. Taki stary pojazd to naprawdę skarb, co do niego się mieści. 

Jak już te meble będą stały, będę je zapełniać. Brakuje mi wtedy tylko jeszcze "meblościanki", czterech krzeseł, stół prawie mam, ale jeszcze nie na miejscu. Mały stolik przy kanapie już stoi, ten jest mi bardzo ważny, to robota stolarska sprzed prawie 9 lat, dostałam go na prezent od mojego taty na 50te urodziny. 

Poza tym, przyznam, że jestem nieco zajechana i zmęczona. Dyżur nocny był bardzo męczący, po tej łóżkowej akcji, do tego był bardzo spokojny, bo niewielu pacjentów miałam, i chyba więcej akcji na oddziale bardziej trzymałoby mnie w napięciu, niż takie właśnie siedzenie i chodzenie do dzwonków. Spałam wczoraj po dyżurze jak susel, ale krótko. 

Dzisiaj rano piorę, ogarnę nieco Zapfendorf w sensie odkurzenia wolnych kątów w moim biurze i w sypialni dla gości, z których to pomieszczeń ubyły moje łóżka. Zaopatrzę Mirkę w sensie spaceru, i wybywam na kilka godzin do Memmelsdorf, składanie mebli. 

9

Ten komplet wczoraj kupiłam. 


Nad tym się zastanawiam jako "meblościanka", czy wziąć pod TV tę niską część, czy to wyższe: 


Bo powiedzmy tak, ja minimalistycznie, ale Fiona ma z pewnością potencjał zabawkowy, jakieś gry i temu podobne, warto babci mieć w domu. 


9.7.26

15/ 26. Rozkręciło się.

 Wczoraj dwóch młodych i silnych Arabów wniosło mi te dwie kanapy od Arlety na to drugie piętro. 

(Przy okazji i kilka skrzynek z dobytkiem, porcelanę, ciężkie knigi, gary)

Jutro pomogą wniesc dwa łóżka. Tobi powozi przyczepą, ale jeszcze nie był w moim mieszkaniu. 

Ja dzisiaj znowu na po dyżurze wzięłam parę rzeczy ze sobą, mogłam wyjść z pracy trochę wcześniej, to znowu zagospodarowalam przestrzeń, a sąsiadka pomogła mi przy noszeniu, bardzo miła babeczka ta Thea, mieszka naprzeciwko mnie na piętrze, z mężem, który ma początki demencji, oboje są po siedemdziesiątce. Thea spytała się mnie, czy mam jakieś alergie i czy mogę jeść z glutenem/ mogę, i dostałam pół chleba, który sama dzisiaj upiekła. Czyż to nie jest piękne?

Tak więc jutro transport łóżek i stolika,  może wezmę że sobą trochę szkła, w sensie lampek, kieliszków i temu podobne, dużo tego nie mam. Szklanki i filiżanki już na miejscu. 

Pozostanie mi więc jeszcze biuro i moje ciuchy, biuro to sporo, bo samych książek sporo,  ciuchów za to mam mało. 

Mam nadzieje wkrótce mieć regały na książki i szafę w sypialni, Heinrich, bo tak się nazywa ten znajomy, obiecał pomoc w sensie transportu VW- busem i ponoć umie takie coś złożyć. Jejku, to byłoby prześwietnie, kochany człowiek. 

Potem potrzebuje jeszcze jakąś "meblościankę", biurko i garderobę w sensie haków na kurtki i szafki na buty. 

Coby nie było za euforycznie,  przyszły dzisiaj dwa rachunki, ponad 8 tyś. maklerka i tyle samo podatek od kupna. Okej. Normalka. 

A Fiona tak, i to jest cudowne 😎




7.7.26

14/ 26. Pierwsze odwiedziny

 Te odbyły się dzisiaj, dobrze, że mam te składane krzesełka i stoliczek. Najpierw znajomy od tej maszyny do prania, ma też busa, i w razie czego, coś mi może przetransportować, konkretnie jakieś rzeczy ze sklepów. Do Zapfendorf nie chcę go przywoływać. Tobi obiecał mi przewieźć kilka moich mebli, Arleta te kanapy, a ja przewożę po kolei drobne rzeczy. Dzisiaj po dyżurze nocnym wyładowałam nieco towaru z auta, głównie drogerię, ręczniki,  potem pojechałam spać, raptem 3 godziny, po czym po południu znowu zawiozłam turę kuchenną; niestety zbił mi się jeden talerzyk pod filiżankę, trudno, bez strat się nie da. To komplet na 12 gości, więc sporo części przeżyło. 

Jedna z moich koleżanek z geriatrii też się rozgląda za mieszkaniem, poleciłam jej w tym samym domu 4- pokojowe, i faktycznie dzisiaj po południu miała termin do obejrzenia z "moją" maklerką. Notabene owa wysłała mi rachunek za usługę, i już się boję 😅

Melissa po obejrzeniu mieszkania wpadła do mnie, obejrzeć moje nowe śmieci, posiedziałyśmy w salonie, potem na balkonie, wypiłyśmy po kubku wody, fajnie było. Jakby się jeszcze faktycznie zdecydowala na to mieszkanie, byłoby świetnie. Zobaczymy, co wyjdzie. 

Teraz znowu spakowałam trochę rzeczy do auta, jutro podrzucę,  bo w południe jadę obejrzeć co nieco w sklepie meblowym w Hirschaid. A wieczorem znowu spotkanie w klubie głuchych i niedosłyszących w Bamberg. Nudy nie mam. 

5.7.26

13/ 26. Zaczęłam!

Dzisiaj w południe zapakowalam kilka rzeczy do auta, maszynę do kawy, czajnik,  ścierki, szczotkę klozetową i takie tam, i po dyżurze zawiozłam do Memmelsdorf. Acha, dwa składane krzesła i takowy mały stolik też miałam na pokładzie, i teraz mam gdzie na moment przysiąść,  a nawet kawę wypić. 

Nabieram wigoru... idąc za ciosem, spakowałam nieco rzeczy z pralni i dekoracji z jadalni, i już mam je w aucie. Postanowiłam pakować w systemie pomieszczeniowym, więc najpierw piwnicę- pralnię,  gdzie mam Rossmanna due, po niej piwnicę z zapasami i mniej używanymi sprzętami, jak np garnek do szparagów  czy zapas Mirkowego żarcia. Potem spakuję moje rzeczy kuchenne z kuchni, porcelanę itepe. Moje książki z biura, i ubrania z sypialni. Jestem szczęśliwa, że przy przeprowadzce z Eschershausen jeszcze raz zredukowałam mój dobytek, a przedtem też jeszcze, robiąc miejsce w domu Tobiemu; aktualnie i przeliczając na ułamki, to w bungalow z przyległościami ze wszystkich rzeczy tutaj, moich jest może 1/16, a 15/16 jest Tobiego. Już nasza szafa, a właściwie dwie na ubrania, to jedna sztanga moich kurtek, sukienek, bluzek, paręnaście t- shirtów, koszyczek majtek i skarpetek i temu podobne, a reszta Tobiego. Arleta była zdziwiona, jak mało ciuchów posiadam. 

Dyżur pourlopowy na geriatrii był ok, miałam 5 pacjentów, z czego dwoje uwielbia dzwonić za każdą duperelą, a jedno z nich ma niezwykle skomplikowaną córkę. 

Jutro dyżur nocny. 

Dobranoc!

4.7.26

12/ 26. Jest!

 Szczęście zamieszka w tym mieszkaniu. 

Większy pokój, gościnny i biurowy dla mnie, plus regały z książkami tam pójdą. 


Salon, plus kącik jako jadalnia. 


Balkon. 



Najmniejszy pokój, to będzie moja sypialnia. 



Łazienka. 


Kuchnia, najważniejsze, że szafki i sprzęty też są. 


Wirtualne obejscie przy pomocy videotelefonii z Gackową od razu po pójściu maklerki i poprzedniej właścicielki odbyło się, i długa, pokrzepiająca i budująca rozmowa też była. Dziękuję bardzo 🥰



2.7.26

11/ 26. Sen nocy letniej...

Fejsbukowa przypominajka... 4 lata temu byliśmy tam na przedstawieniu, wieczorem, kulisy w lesie, i było to jedno z najpiekniejszych przedstawień, jakie widziałam. Na starym blogu jeszcze pewnie gdzieś jest wpis. Byliśmy tacy szczęśliwi, wtedy, jeszcze. No cóż, wszystko się zmieniło. 

Urlop dobiega mi końca, upały skończyły się, wczoraj Arleta zaproponowała mi wypad do termy w Bad Staffelstein. Ona ma tam raz w tygodniu fizjoterapię, trwa to nieco ponad pół godziny, byłyśmy wcześniej na miejscu, ona poszła w swój rejon, a ja w tym czasie już pluskałam się w różnych bąbelkach,  w stężonych solankach, i na jakąś błotną maseczkę też się załapałam. Po wpół do piątej Arleta dotarła do mnie, więc kolejne 2 godziny byczyłyśmy się w otwartych akwenach. 

Po kąpielach poszłyśmy jeszcze na lody na deptaku, i obejrzałyśmy zawartość publicznej szafy z książkami. Ja wybrałam sobie żartobliwy poradnik o obsłudze niemowlaka, a Arleta książkę Rosamunde Pilcher. 

Pięknie spędzone popołudnie, oczywiście powtórzymy. Potrzebuję tego po prostu. 

Arleta wypatrzyła gdzieś na ebay duży stół, i postawiła sprawę jasno; porządny, drewniany, albo go sobie zatrzyma, i wtedy mogę mieć jej aktualny, albo na odwrót, dostanę ten z ebaya. Oczywiście ja na to, jak na lato, stół jakiś potrzebuję. A krzesła same się znajdą. W obozie stoją już dla mnie dwie kanapy, która ona też gdzieś wypatrzyła, zwiedziła, zajrzałam pod spód,  towar nówka, komuś się szybko odpodobały i zaplanowane są dla mnie. 

***

Tak poza tym, ostatnie kilka dni czytałam w moim starym blogu. Od początku,  aktualnie jestem w maju 2020. Wiele mojej historii, moich rodziców, demencja i śmierć najpierw mamy, potem niespodziewana śmierć taty, i całe życie dookoła, z Balatonem ale i ciężką wtedy moją  pracą w tle, z dzierganiem, czytaniem, Mirka, syn, Sol jeszcze nie synowa. Przygoda z nowym, elektronicznym uchem. A przede wszystkim ja. Ile ja jeszcze miałam wtedy siły i werwy,  ile optymizmu, co wszystko robiłam i doprowadzałam do finalu; z pracowych osiągnięć byłam szczególnie dumna, te wszystkie Madonny i szefy rozmaitej maści,  którym sukcesywnie ucieralam nosy, nie dając się zastraszyć. 

Dzisiaj jestem kilka lat starsza, pracę mam faktycznie nieco lżejszą, ale i 58½ lat. Często bywam zmęczona, ale mam jeszcze wystarczająco ikry w sobie, żeby zacząć inaczej żyć. Na to nowe życie się cieszę. Póki co, urzędnicy jeszcze w tych księgach wieczystych siedzą, a ja czekam na żądanie zapłaty i klucze. Powoli będzie. Nie tylko Arleta, jest jeszcze kilka ludzi koło i przy mnie, i dlatego jestem optymistyczna. A reszta, sama przyjdzie. 

Dobranoc. 

EDIT, piątek po południu: akurat przyszedł list, księgi wieczyste załatwione, mogę płacić i dostaję klucz po weekendzie. Tak więc przesuwam pieniądze z konta na konto, musiałam podwyższyć sumę przelewu, wypytano mnie o cel tak wysokiego przelewu i o oszustwo na wnuczka, 4 godziny kwarantanny, i przed 19.30 powinnam dać radę przelać.