blogspot się zawiesił, komentowanie niemożliwe.
Ja za to zamontowałam nową deskę klozetową, bo stara się ruszała, według zardzewiałych środków była już nieco starsza, miałam problem ją odmontowac, w końcu odgięłam te nakładki u góry i odśrubowalam odwrotnie.
Dzień spędziłam od południa do wieczora u Arlety, w międzyczasie wychodząc tylko z Mirką na szybki sik. Rano zrobiłam pranie, które podczas mojej nieobecności wyschło- w dzień temperatury były i 27 stopni, teraz wieczorem jeszcze 24; akurat wyprasowałam i włożyłam do szafy. Zmywarka też była w ruchu, i odkurzyłam całe mieszkanie. Niesamowite, jak się kurzy, gdy mam pootwierane wszystkie okna.
Jutro rano odbieram moje nowe okulary, a po południu przyjedzie do mnie Gundi na kawę, a i Arleta może też wpadnie, gdy będzie wracać z targów do domu.
Notabene Arleta nazywa te figury świętych na tutejszym kościelnymi murze "złote lalki". Nie powiem, robią wrażenie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz