Nie zakończyłam dzisiaj leczenia kanałowego zęba, dentystka ostrożna, jeszcze raz powstrzykiwala mi tam lek, i następna wizyta 22 września, dopiero wtedy planowany koniec.
To jest wtorek, w samo południe, trwać to będzie jak i dzisiaj, 1½ godziny, przez co zaczynają się sypać misterne plany wyjazdu do Czech- planowany był poniedziałek, 21 września... no cóż. Jak nie, to trudno, najwyżej wyskoczę po zakończeniu leczenia do Moosburg, do Fionki i jej świty. Uważam to za świetny, zastępczy plan.
Póki co, szykuję się i cieszę, na wizytę kuzynki i ciotki.
Będziemy siedzieć, gadać i drutować, ciotka znaczy nie, jej wystarczy udział i jakieś serie w TV i Andreas Gabalier 😉
Wczorajszy bardzo cieply dzień spędziłam piorąc, susząc i siedząc na balkonie.
Pisałam może kiedyś, jak bardzo byłam ucieszona długim urlopem mojego sąsiada z lewej strony, w garażu podziemnym? Jest bowiem Chorwatem, spakował żonę, dzieci i masę walizek i pojechał na początku sierpnia na 3 tygodnie do ojczyzny, a ja miałam ful wypas w parkowaniu, a jak przyjechali ASF, to dałam im to miejsce, sama parkując w krzakach za domem. Garażowy sąsiad wrócił tydzień temu, ale chyba chory, bo do pracy nie jeździ, a ja wtłaczam się między niego a filar, który ktoś wcześniej miłościwie opatulił dywanem 😅 wysiadam oczywiście od strony pasażera. Ale wjeżdżanie tyłem w taką lukę coś mi podnosi do góry paznokcie u dużych palców u stóp, nie mam elektronicznego wspomagacza do parkowania w aucie, a zaparkujac tyłem, nie miałabym jak wyciągnąć Mirki z boksu, który jest tak skonstruowany, że musi stać po stronie pasażera z tyłu, bo tylko tak się otwiera. Tak więc, ćwiczę nogi za tą kierownicą, trikiem jest wysunięcie na maksa obu siedzeń do tyłu.
Ja wiem, dlaczego mam małe auto z wąską dupką 😅



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz