To jest ten krzyż przydrożny, między polami z chmielem, o którym wspomniałam w poprzednim wpisie. Stoi w Grubwinn koło Wolnzach.
Pobyt u dzieci był świetny, pomimo upału i kolek Fionki. Byłam raz z psem, z synem na zakupach, w jeden dzień pomogłam przy obiadokolacji, w drugi sama przyrządziłam, zajęłam się składaniem wysuszonego prania, i zajmowałam się poza tym Fionką i jej humorkami.
UWAGA: dwa razy sama się z nią zostałam, po godzinie, Sol się pytała, czy mogłabym i czy czuję się na siłach... no, cztery kilo bobasa jest do ogarnięcia według mnie, ja się jej nie boję, ona mnie też nie, więc... i wysłałam ich na psi spacer razem, bo Sol już dawno nie była, a dzisiaj, jak syn już poszedł do pracy, kazałam jej wziąć sobie moje auto i obskoczyć, co jej tam jeszcze było trzeba, apteka, poczta, coś tam z supermarketu. Oczywiście miałam dzwonić, jakbym sobie z Fioną nie dawała rady, czyli jakby za bardzo krzyczała. Ona jest karmiona piersią, smoczek ot tak czasami lubi, poza tym, zawsze jest trochę maminego pokarmu od wszelkiego przypadku. Powiedziałam jej, im, że najwyżej będę z Fioną dyskutować, ale niedużo było tej dyskusji, poprukala sobie i od razu jeden temat mniej, obejrzeliśmy sobie na przewijaku jej mobile, pośpiewałam jej Ore, ore, Był sobie król, pośmiałyśmy się do siebie i z siebie, i było pięknie.
Spacery przy 37 stopniach były niestety wykluczone, no cóż. Cztery tygodnie temu też tak było, upał do zwariowania. Łatwo przegrzać maluszkę. Dolni sąsiedzi swoją miesiąc starszą córeczkę tylko raz wieczorem przez ogródek nosili, ale to specjalny temat. Możemy poplotkować na temat 😉
Rodzina hinduska, po narodzeniu małej oczywiście najazd rodziny z Indii. Dziadek i babcia w końcu odjechali, została się jedna pani wieku średniego, często odziana w sari ( sąsiedzi ubrani europejsko, znaczy rodzice tego bobaska). Przy wietrzeniu małej w ogródku w końcu ją zobaczyłam, czuprynkę i brwi ma niesamowite, co Sol trochę zazdrości, bo Fionka łysata, na co jej po raz kolejny powiedziałam, że nie ma co zazdrościć, fryzurka Fionki jest idealnie bobaskowa, jej ślubny czyli mój syn też miał czuprynę, prawdziwe włosy, i było to bardzo męczące w pielęgnacji, szczególnie latem, bo te włosy trzeba codziennie myć, inaczej tłuste strąki i tak samo pachną, a samo czesanie takiej drobinki prawdziwym grzebieniem też mam już przeforsowane. Tę mięciutką szczotkę dla niemowlęcej główki od razu mogłam przekazać dalej.
Dzisiaj rano hinduska młoda para spakowała auto w sensie pledy, koszyk, jedzenie i napoje i ruszyła autem w kierunku nieznanym. Bobasek został w ramionach pani ubranej w sari, znaczy w domu. Po lekturach Małej Księżniczki i Tajemniczego Ogrodu w swoim czasie wniosek nasunął mi się sam- dziadkowie pojechali sobie do domu do Indii, ale zostawili na posterunku prawdziwą "ayah"! Tradycyjną hinduską nianię, piastunkę do dziecka, taką samą, jakie miały już brytyjskie dzieci stacjonowanych tam oficerów sto i więcej lat temu. No a co 😎
A do Fionki tylko babcia wpadła jak po ogień na dwa dni... ale jakby nie było, drugi już raz. I bardzo to Fionce jest śmieszne, bo śmieje się całą bezzębną buźką do mnie. Dzisiaj o wpół do czwartej w nocy zrobiła koncert, bo brzuszek bolał, potem spała, Sol zasnęła jak Fionka rano już sobie gadała, dałam jej smoczek i znowu zasnęła na godzinkę. A potem znowu szeroki uśmiech, jakby przypadku w nocy nie było.
Druga babcia też była tydzień wcześniej i kilka dni dłużej, ale Sol nie drążyła jakoś tematu, to się syna na zakupach spytałam, jak było. No to sobie znowu poplotkujemy. Birgit ma oczywiście dużo dalej do Moosburg, 600 km jakoś, i podróżowała oczywiście ze swoim przyjacielem od wielu lat. Jak ja miałam przyjechać pierwszy raz, to syn się spytał, czy ma mi załatwić hotel, ich mieszkanie jest małe, to co miałoby być pokojem dziecinnym, jest biurem , ma jakies 7 m², do tego mały pokój dzienny z kanapą i ich sypialnia, nie mają pokoju dla gości, ich znajomi nocuja rzadko i glownie na materacu, tak że tego. Powiedziałam, że nie chcę do hotelu, chcę do nich a szczególnie dziecka, i będę spać na kanapie, co też robię. Dwoje ludzi na tym narożniku też by uszło, no ale. Drugie dziadki mieszkali w hotelu ze śniadaniem, po czym przychodzili do nich, i Birgit chciała wycieczki z małą, ot tak do lodziarni posiedzieć, czy do ogródka piwnego na obiadokolację, co też Sol z nimi robiła, a wieczorami i Arno dołączał, sprzeciwili się jednak kategorycznie wyprawie do München, pomimo, że niby blisko; tutaj ponoć on się postawił, że Fiona jeszcze za młoda na jakiekolwiek interesy w München. Bo wiesz, oni potem wieczorem do hotelu się wyspać, a my potem mamy to dziecko po upalnym dniu, przebodźcowane, niespokojne, z kolkami w nocy.. oni tego wrzasku nie przeżyli na wlasnej skórze. tak mi to powiedział. O kurczę, tak bym o Birgit jednak nie pomyślała, w końcu to taka jakby szczególniejsza jej wnuczka, bo od córki dziecko. Z tego, co przez te lata obserwowałam, były poprawne i serdeczne między nimi relacje, znaczy między Birgit a Sol. A jaka jest jako babcia, spytałam. No, jest dziecko, fajnie, bierzemy do wózka i jedziemy do lodziarni, do parku, do restauracji...
Nie mam ambicji konkurować o lepsze babciowanie, ale Fiona jest mi bardzo bliska sercu i jadę tam do niej, ale żeby też nie siedzieć i dawac się obsługiwać, bo gościem jestem. Trzeba poskładać pranie, nie ma problemu, gdzie ręczniki w łazience leżą, widzę oczami, odkładam na półki czyste. Poskładam majtki jej i jego, w szafie im grzebać nie będę, tu macie gotowe do schowania, suszarce też wylałam już wodę i farfocle wybrałam. Włączyć czy wypróżnić zmywarkę, umyć jakiś garnek czy deski do krajania i włożyć do szafki. Pies rzygnął, posprzątać podłogę. Sol ma wystarczająco cieni pod oczami, bo każda noc to 3x pobudka. Wysłałam ją na samopielęgnację, ile czasu potrzebuje, do łazienki, kazałam jej się położyć, poczytac gazetkę, spać albo zadzwonić do koleżanki, czy po prostu bezmyślnie polatać po necie. Kurcze, taka "ayah" to nie byłaby najgłupsza sprawa, ale cóż. 230 kilometrów, 2 ½ godziny jazdy, to nie aż tak tragicznie. Dzisiaj koło Ingolstadt i Erlangen było nieco zamieszania, ale grożący korek szybko się rozwiązał, i w niecałe 3 godziny byłam już u Arkadego po Mirkę.
Ciekawostka, Fiona nie ma "małych" palców u stópek, a ten "duży" jest krótszy od pozostałych.








Niedługo będą fałdki na nóżkach. A kolki bardzo współczuję- to ogromnie obciążające dla młodej mamy. Maleństwo w domu to wielka radość ale i ogromny stres.
OdpowiedzUsuń