4/ 26. 10 000 kroków

to jest prawie normalka na każdym moim dyżurze, czy popołudniowym, czy nocnym. Niezależnie od oddziału, szpital niby mały, ale dystanse są, mamy co prawda serwis posiłkowy czy transportujący pacjentów, ale często trzeba gdzieś samemu pobiec, na przykład do laboratorium po krew, czy obligatoryjnie po pacjenta na oiom. 

Moje pracowe buciki rzadko wytrzymują rok. Wczoraj rano wzięłam je ze sobą do gruntowego czyszczenia i prania w domu (ręcznie), i widzę, podeszwa w jednym pęknięta.  Trzeba mi nowych ciżemek. 

Dzisiaj tak się udało, że Arleta miała czas po pracy, poleciałyśmy najpierw do ShareCafe na kawę i ciacho, znalazłam tam też  kaftanik i lekką kurteczkę dla Fiony w rozmiarze 68, czyli na jesień będzie.  Przy okazji pobawiłam i polulałam małego Aydana, 3 ½ miesiąca ma, przesłodki okrąglutki bobas, to chyba pakistańska rodzina. 

Potem pojechałyśmy dalej do Rossmanna, gdzie nakupiliśmy nieco chemii i kosmetyków, a że w Normie ponoć polski tydzień, to tam też wstąpiłyśmy. Zaraz przy wejściu zobaczyłam te cichobiegi. 

Są z rodzaju chodzić jak na bosaka, od trzech lat uwielbiam te buty, nie mam żadnych problemów ze stopami, i mogę w nich przebiec wiele kilometrów, także po polnych drogach, po asfalcie i żwirze. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz