1/ 26. Dzieci...

Wczoraj wieczorem byłam w obozie dla uchodźców,  z Arletą,  chciała mi coś dokładnie pokazać, zainteresowało mnie to bardzo i biorę. 


Na dziedzińcu kontenerowej wioski poza wsia, za torami kolejowymi, w piękny,  prawie letni wieczór, bawiły sie tamtejsze dzieci. Poznałam małą Lucillę, która w zeszłym roku o mało nie umarła. Lucilla na widok Mirki zaczęła kwiczeć z radości i gaworzyć po kurdyjsku. Zleciały się też inne, większe dzieci.  W ich małym światku dumnie prowadzały się z pieskiem. 

Moja wnuczka Fiona będzie dorastać w normalnych warunkach na dolnobawarskiej prowincji. Nie powinno jej niczego brakować, oby tylko wszystkim zdrowie dopisało. Ma dwoje rodziców z pracą, po studiach, przed nią w rodzinie pojawił się też własny pies. 

Ja, jej babcia ze strony jej taty, czyli mojego syna, pozostanę związana z Górną Frankonią,  I mam nadzieję, że będę wystarczająco często mogła babciować tej jeszcze kruszynce, chociaż- jutro skończy 4 tygodnie, i przestanie być noworodkiem. Do dzisiaj sporo urosła, wzdłuż i wszerz 😉

Te niespodziewane urodziny tego dziecka zmieniły diametralnie ustawienia rodzinne i moje podejście do życia. I o tym będzie ten blog. Za kilka tygodni. 



2 Kommentare: