5/ 26. W sobotę do Fionki

Ale się cieszę!

Jeszcze tylko czapeczkę numer 2 dokończę. Ubranko kupiłam tydzień temu. Zastanawiam się nad zabraniem ze sobą grzechotek, mam dwie po synu na pamiątkę. I takie bawidła na gumce, co je się w budce wózka zawiesza. Chodząc po sklepach, nawet w prawdziwym zabawkowym byłam w ERTL- a sklepy z zabawkami nie są częstym zjawiskiem w Niemczech- nie widziałam takich rzeczy. Dużo drewianych za to. 

Fiona rośnie jak na drożdżach, dobija do 4 kilogramów. Urodziła się z 2490 g. 

Ok, żeby nie było za bardzo "babciowo" na blogu, bo już i FrauBe nieco się też obawiała... 

Faktyczny sens tego blogu, nowa, inna ja. Bądź jak Niemcy mówią, Butter bei die Fische. 

Od jakiegoś czasu dziwnie się dzieje między mną a Tobim. Różne myśli mi po głowie chodziły, jak to ugryźć, jak to rozwiązać, co i jak zrobić. Problemem było też, że tylko ja nad tym myślałam, tak po prostu powiem z mojego punktu widzenia czy siedzenia. Zaczynałam rozmowy, przedstawiałam moje wizje, teraźniejszości i przyszłości, czekałam na reakcje, na konkretną dyskusję,  na porozumienie, na kompromisy, oczywiście obustronne. Nic. 

Narodziny Fiony były dla mnie przełomem i znakiem do wystartowania. 

Tobi był jedynym człowiekiem, który mi nie pogratulował wnuczki. Bo ponoć kobiety nie lubią takich gratulacji, bo od momentu zostania babcią zaczynają czuć się staro i dlatego im się nie gratuluje z tego powodu. Za to wyraził zdziwienie, że po dwóch latach zawieszonych kontaktów, nagle że sobą rozmawiamy, i ja tam po prostu pojechalam w odwiedziny. Osobiście podkreślał zawsze i wszędzie,  jak we wsi padało hasło, że ja mam wnuczke, że on nie jest żadnym dziadkiem, bo nie ma dzieci, więc jaki dziadek. Jego własny wybór. 

Aktualnie jest tak, że po moim jeszcze nie do końca sfinalizowanym kupnie mieszkania pod Bamberg- czekam na wpis w księgach i wezwaniu do zapłaty i klucz- wyprowadzam się do tego mieszkania, sama, znaczy sama z Mirką. Mieszkanie jest inwestycją dla mojej Fionki, i tak to sobie wyliczyłam, że ona ma teraz 0, a ja 58 lat, za jakieś 19 lat, jak ona skończy szkołę, to ja będę miała 77 i trzeba mi będzie pomyśleć inaczej... więc będzie pasować idealnie, ze zwolnieniem lokum. Z pewnoscia się jej przyda, za rogiem Bamberg, Erlangen i Nürnberg niedaleko, czy praca, czy studia. Do tej pory pozbędę się mieszkania, znaczy formalnie, przepiszę owe. Wszystko przemyślenia podatkowe. A póki co, mam gdzie mieszkać. Na swoim, u siebie. 

Nie przypuszczałam, że tak to się potoczy, ale cóż. Dużo można by pisać, ale po co. Jedno jest pewne, Tobi przeliczył się ze mną, nie wziął pod uwagę mojej siły i dumy, i że nie cipcia jestem.

Moja decyzja nie zrodziła się nagle, że ot tak coś mi walnęło i adieu, ta decyzja dojrzewała wiele miesięcy, od zeszłego lata, obracałam ją na wszystkie strony i od podszewki. Mieszkanie i tak kupiłabym, aby zainwestować pieniądze, miałam plany wynajęcia, co miesiąc byłby niezły dodatek do wypłaty- po odciągnięciu kosztów z wynajmu, oczywiście.  Stało się, jak się stało. 

W sumie mam wiele szczęścia, że mogę iść tą  drogą,  bo wiem, że nie każda kobieta w podobnej sytuacji ma tę szansę. Ja mam z górki i doceniam to. W sumie to owoce mojej siły I dumy, które teraz zbieram, i oczywiście wdzięczność za łaskawy los.  Reszta i tak jest wystarczająco pomerdana. 

Na taką wiadomość Tobi oczywiście spadł ze wszystkich swoich chmur, że jak to, dlaczego i w ogóle. To było teraz, 22 maja. 29 marca, dokładnie 2 lata po naszym przybyciu do Zapfendorf, zaczęliśmy poważnie rozmawiać. Przynajmniej ja. On stwierdził, że oczywiście nasze małżeństwo ma jeszcze dobre szanse, jeśli ja się zmienię i zacznę akceptować jego życzenia. Tematu moich życzeń nie było. To była bardzo samotna zima dla mnie. Praca, cały dom na głowie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, pranie. Samotne wieczory. Tęsknota za kimś bliskim, z synem i synowa zero kontaktów, nie wiedziałam przecież o ciąży Sol, cierpiałam, Tobi to widział i nie komentował, bo oni są przecież głupi i niewdzięczni, a jedynie on wszystko widzi jak się należy. Do tego nie życzyła sobie ich więcej widzieć w swoim domu. 

W pewnym momencie wzimie tobi stwierdził, że MOŻE  między nami byłoby lepiej, gdybyśmy razem nie mieszkali. Jeśli ktoś, u kogo mieszkam, startuje do mnie z takim stwierdzeniem, to u mnie włączają się wszystkie dzwonki i zaczynam działać. Ale on tego przecież AŻ TAK nie miał na myśli. 

... to babcia ma zapotrzebowanie na osobny swój kawałek podłogi, gdzie będzie mogła podejmować gości jakich chce i kiedy chce... 

Faktycznie stwierdził, że być może za dużo i często byliśmy razem w domu, i dlatego nawzajem sobie na nerwy wjeżdżałam. Nosz. Nie wiem, czy ja na serio za dużo w domu byłam? Pracuje średnio co drugi dzień, nie ma mnie wtedy 10 godzin. Regularnie wybywam na sport dwa razy w tygodniu, chodzę do biblioteki, na dzierganie, raz w miesiącu teraz wieczór z gluchymi... bieganie z Mirką,  czasami wyskok z Arletą. Kino czy terma. Faktycznie tak, nie siedzisz cały czas w domu, stwierdził Tobi. Za to on tak, odkąd dostaje rentę. W zimie przyrósł do kanapy i denerwowało go, że ja odkurzaczem jeżdżę.  Poza tym,dla Tobiego jest już jakoś tak, że w lecie jest mu za gorąco robić te rzeczy, na które mu w zimie było za zimno. 

Dzisiaj rano, zanim skończę Obeszłam dom, wyczyściłam i odkurzyłam sobie auto. Tobiego zmobilizowało to faktycznie do skoszenia trawy przed domem i w ogródku, była pasmami do kolan, bo Tobi "nienawidzi" skiszonych ogródków i kosi jedynie co kilka tygodni. W zeszłym roku ja to robiłam, regularnie, bo lubię, jak porządnie wygląda. Arleta okrzyczała mnie chorą na głowę, żeby chłop w domy, a baba z kosiarką się ciągała.  W Eschershausen tylko ja kisilam, ale było mało tego trawnika, do tego był przecież "mój". 

No nic, to mi się ulało. Idę dalej robić pizzę, bo do mojej wyprowadzki żyjemy normalnie, cokolwiek to nie znaczy w takiej sytuacji, ja zajmuje się gospodarstwem domowym, Tobi gotuję, jak ja mam dyżur. To przeforsowałem jeszcze w Eschershausen, że nie będzie tak, że ja wracając z pracy, skoczę jeszcze po zakupy, a w domu od razu do garów, w moje pracowe dni to jego działka, i wszystko jedno, ile ma energii i koncentracji, gotuje i nie ma przeproś. 

Aktualnie Tobi się zmartwił, że po mojej wyprowadzce dom się zapuści i będzie jeden wielki bajzel. Przecież co sobie nasmiecisz, to będziesz sprzątał, najlepiej nie zapuszczać, nie robić pierdolnika, i będzie ok. Gary do zmywarki, blaty wytrzeć, stół... odkurzyc czy zamiesc, wyprac sobie ciuchy, no tak, ale co z czyszczeniem okien, praniem firan, zmiana pościeli?  Aha, znaczy do tego mnie miał, czy co?

Najprościej to można by było powiedzieć, nie miała baba kłopotu, to se wyszła za mąż. Ale z mojej strony, na serio nie tak to miało być... lecz do tanga trzeba dwojga. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz