17/ 26. I jeszcze dalej

Regały stoją. Jestem prawie na końcówce zwożenia tzw. dekoracji czyli durnostojek, wazoniki, kwiatuszki drewniane, bo lubię, ozdóbki kiedyś od kogoś dostane; zdeponowalam to póki co na strychu w mojej "klatce". Będę powoli znosić, jak już będą stały wszystkie meble. W sumie mam jeszcze tylko z takich rzeczy obraz i obrazki do przewiezienia, jeszcze jakieś miski kuchenne, w biurze co mam w szafkach zamkniętych, zawartość biurka, a potem lecę już z książkami i ubraniami. Te akurat po środzie będę mogła wkładać do nowej szafy, bo ta przybędzie we wtorek, ale w stanie rozłożonym, czyli najpierw trzeba złożyć. 

We wczorajszą niedzielę też zapłaciłam jeszcze 2 rachunki, sąd grodzki i oddział ksiąg wieczystych, za wpis 267€, a za przesyłkę poczty na nowy adres prawie 130€ za pół roku tejże wygody, i w tym czasie myślę, że zdążę wszędzie zmienić adres na Memmelsdorf. Na po wypłacie zostawiłam sobie rachunek pod tytułem podatek od nabytku mieszkania, ponad 8 tyś. € też to jest, jak i za usługi maklerki, ale ten już wyrównałam. Oczywiście wypłata nie starczy mi na ten sądowy rachunek, ale stan konta będzie mniej przerażający 😅

 I tak to. 




Wannę też już przymierzyłam na sucho. 

Balkonowi jeszcze baaardzo daleko do tego jak u Luci, ale do tego też kiedyś dojdzie. 

Zuzia@, tak, jestem jedynaczka, ale rodzicow miałam stosunkowo młodych, urodzilam się jak mieli ♀️24 ♂️30 lat. Jedynactwo było mi czasami uciążliwe, szczególnie jak rodzice mi zaczęli chorować, i jak oboje po kolei dawałam odłączać od aparatury, przedtem demencją mamy... życzyłam sobie rodzeństwo obok, aby nie samej nieść ten ciężar. A co sama zrobiłam, też mam tylko jedno dziecko. Temat przeniesienia życia do Niemiec, po kolei, najpierw tato 4 lata sam, my dwie dojechałyśmy potem, bo była taka kara, rozłąka rodziny. Początki życia był ciekawe, to był przerzut z szarego socjalizmu w kolorowy i pełen dekadencji świat kapitalizmu. Pierwsza zima to była dla mnie tęsknota za pozostawionymi w Polsce znajomymi, koleżankami, przyjaciółką i resztą niewielkiej rodziny. A potem poleciało normalne życie. To tak w skrócie, żyje tu, I tu jest moje życie, moja rodzina, moje otoczenie, praca, znajomi, nie wyobrażam sobie żyć gdzie indziej, niż właśnie tutaj, bo innego życia nie znam, oczywiście bez dekadencji w moim własnym. 

A teraz zaraz lecę na dyżur popołudniowy, po nim przerzucę kartony na strych w Memmelsdorf, i to by było na dzisiaj. Pranie poskładane, jeszcze kupka do wyprasowania, Mirka wypróżniony, obiad przygotowany, Tobi dogotowuje akurat. Wczoraj wyskoczyliśmy wieczorem do pizzerii, po kolacji z Mirką na Hohe Metze, niezwykle urokliwy kawałek ziemi tutaj. Tobiego nadeszły sentymenty pod tytułem, że szkoda, że już zeszłego lata tak rzadko a prawie wcale tam nie bywaliśmy, no ale cóż, żegnaj Gienia świat się zmienia, na pewno czasami wyskoczę tam z Mirką. 


2 komentarze:

  1. Rzeczywiscie mieszkanie Ci sie zapelnia i wyglada dobrze, wygodnie, bez tloku meblowego.
    Ile razy czytam Cie to juz mi sie chce by syn tu byl i zebym mogla urzadzac jego mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam przedtem u ciebie, to też będzie akcja logistyczna na bardzo długiej odległości od a do b. Ale wykonalne.

      Usuń