Fejsbukowa przypominajka... 4 lata temu byliśmy tam na przedstawieniu, wieczorem, kulisy w lesie, i było to jedno z najpiekniejszych przedstawień, jakie widziałam. Na starym blogu jeszcze pewnie gdzieś jest wpis. Byliśmy tacy szczęśliwi, wtedy, jeszcze. No cóż, wszystko się zmieniło.
Urlop dobiega mi końca, upały skończyły się, wczoraj Arleta zaproponowała mi wypad do termy w Bad Staffelstein. Ona ma tam raz w tygodniu fizjoterapię, trwa to nieco ponad pół godziny, byłyśmy wcześniej na miejscu, ona poszła w swój rejon, a ja w tym czasie już pluskałam się w różnych bąbelkach, w stężonych solankach, i na jakąś błotną maseczkę też się załapałam. Po wpół do piątej Arleta dotarła do mnie, więc kolejne 2 godziny byczyłyśmy się w otwartych akwenach.
Po kąpielach poszłyśmy jeszcze na lody na deptaku, i obejrzałyśmy zawartość publicznej szafy z książkami. Ja wybrałam sobie żartobliwy poradnik o obsłudze niemowlaka, a Arleta książkę Rosamunde Pilcher.
Pięknie spędzone popołudnie, oczywiście powtórzymy. Potrzebuję tego po prostu.
Arleta wypatrzyła gdzieś na ebay duży stół, i postawiła sprawę jasno; porządny, drewniany, albo go sobie zatrzyma, i wtedy mogę mieć jej aktualny, albo na odwrót, dostanę ten z ebaya. Oczywiście ja na to, jak na lato, stół jakiś potrzebuję. A krzesła same się znajdą. W obozie stoją już dla mnie dwie kanapy, która ona też gdzieś wypatrzyła, zwiedziła, zajrzałam pod spód, towar nówka, komuś się szybko odpodobały i zaplanowane są dla mnie.
***
Tak poza tym, ostatnie kilka dni czytałam w moim starym blogu. Od początku, aktualnie jestem w maju 2020. Wiele mojej historii, moich rodziców, demencja i śmierć najpierw mamy, potem niespodziewana śmierć taty, i całe życie dookoła, z Balatonem ale i ciężką wtedy moją pracą w tle, z dzierganiem, czytaniem, Mirka, syn, Sol jeszcze nie synowa. Przygoda z nowym, elektronicznym uchem. A przede wszystkim ja. Ile ja jeszcze miałam wtedy siły i werwy, ile optymizmu, co wszystko robiłam i doprowadzałam do finalu; z pracowych osiągnięć byłam szczególnie dumna, te wszystkie Madonny i szefy rozmaitej maści, którym sukcesywnie ucieralam nosy, nie dając się zastraszyć.
Dzisiaj jestem kilka lat starsza, pracę mam faktycznie nieco lżejszą, ale i 58½ lat. Często bywam zmęczona, ale mam jeszcze wystarczająco ikry w sobie, żeby zacząć inaczej żyć. Na to nowe życie się cieszę. Póki co, urzędnicy jeszcze w tych księgach wieczystych siedzą, a ja czekam na żądanie zapłaty i klucze. Powoli będzie. Nie tylko Arleta, jest jeszcze kilka ludzi koło i przy mnie, i dlatego jestem optymistyczna. A reszta, sama przyjdzie.
Dobranoc.
EDIT, piątek po południu: akurat przyszedł list, księgi wieczyste załatwione, mogę płacić i dostaję klucz po weekendzie. Tak więc przesuwam pieniądze z konta na konto, musiałam podwyższyć sumę przelewu, wypytano mnie o cel tak wysokiego przelewu i o oszustwo na wnuczka, 4 godziny kwarantanny, i przed 19.30 powinnam dać radę przelać.

Ja co prawda nie przy tobie, ale wspierająca duchem ❤️❤️❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńTo jest mi też ważne, dziękuję 😘 a realne spotkanie niewykluczone, do Coburg nie raz jeszcze zawitam.
UsuńHofheim 😘
OdpowiedzUsuńPrędzej się do Bambergu wybiorę
OdpowiedzUsuń