18/ 26. Pralka i po zachodzie słońca.

Pralkę marki Beko i chyba nówkę dostałam za darmo, a żeby było cudownie po naszym postoju przed autostradą numer 3, to wieczorem trafił mi się jeszcze konkretny pan z wózkiem transportowym po schodach i pasem do zapięcia, i w ciągu ieco wiecej niż pół godziny pralka była na drugim piętrze i podłączona, także sprawdzona w krótkim programie, z prikazem zwrotnego meldowania, jakby coś było nie tak. Owy pan mieszka dwie wsie dalej i jest dozorcą w szkole imienia Marii Ward, czyli Angielskich Panienek. 


(Gackowa pewnie odkryje na fotce coś jeszcze innego 😉)

Jestem czasami bardzo zmęczona. Dzisiaj jedenasty dzień przewożenia klamotów. Nigdy nie jadę na pusto, dzisiaj przewiozlam między innymi i zdeponowalam najpierw na strychu chusty, szale, czapki, torby i torebki, jedno mirkowe łóżko, mój koszyk z przyborami do szycia. 
Pracuję co drugi dzień. W poniedziałek byłam na geriatrii, sama z Nadine, jako, że niby mało pacjentów to odciągnęli nam pomocników,  a dama od serwisu zachorowala; koniec końców na chirurgicznym odcinku Nadine miała jeszcze świeżo zoperowanych do przywiezienia na oddział, do tego miałyśmy 5 nowych przyjęć,  I rozdaliśmy kolację, oczywiście organizując tę także dla nowych pacjentów. Plus oczywiście normalny, geriatryczny tryb. Byłam nieco zjechana i nie dałam rady wyjść wcześniej, jak zaplanowałam, bo auto oczywiście miałam pełne na po dyżurze do Memmelsdorf. 
Wczoraj trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno interna, odcinek prywatno- izolacyjny, bo same pojedyncze pokoje. I było fajnie. Zaczęłam z 6 pacjentami, z czego przed kolacja jeszcze dwóch zostało wypisanych, za to o 19.30 doszła pacjentka z maksymalnym stopniem pielęgnacyjnym tutaj, czyli 5, z influencą A, ale tylko przyjęłam ją, przedtem urządzając izolatkę,  rozmowa z obecną przy niej córka, Rozpiska na wszystko, rozłożenie leków na 2 dni, rozpisałam w kompie plan pielęgnacyjny, a było tego po kokardkę.  O 21.15 przeciągnęłam moja kartę przy wyjściu na parking, szybko do Memmelsdorf, miałam lekkie rzeczy, a krótko po 22 byłam już w Zapfendorf, gdzie Tobi faktycznie czekał z ciepłą kolacją i białym winem. O kurka wodna, zjadłam, wypiłam, popatrzyłam z kanapy w telewizor i poszłam pod prysznic i spać. Mirka też już była polatana,  tak więc. 
A w Memmelsdorf z balkonu tak: 




1 komentarz:

  1. Twoje zmeczenie zrozumiale - praca zawodowa, osobiste potrzeby i przeprowadzka. Niemniej idziesz do przodu, nowe mieszkanie wciaz sie dopelnia i urzadza.
    W USA jest troche inaczej z obejmowaniem mieszkania bo wczesniejsi wlasciciele zostawiaja w nim wszystko co jest umocowane, podlaczone czyli wyposazenie kuchni, wyposazenie pralni, karnisze, sufitowe oswietlenie i wiatraki, szafki garazowe. Jesli nowemu lokatorowi cos nie pasuje to pozniej sam sobie wymienia.
    Zycze by dalej szlo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń