18.6.26

5/ 26. W sobotę do Fionki

Ale się cieszę!

Jeszcze tylko czapeczkę numer 2 dokończę. Ubranko kupiłam tydzień temu. Zastanawiam się nad zabraniem ze sobą grzechotek, mam dwie po synu na pamiątkę. I takie bawidła na gumce, co je się w budce wózka zawiesza. Chodząc po sklepach, nawet w prawdziwym zabawkowym byłam w ERTL- a sklepy z zabawkami nie są częstym zjawiskiem w Niemczech- nie widziałam takich rzeczy. Dużo drewianych za to. 

Fiona rośnie jak na drożdżach, dobija do 4 kilogramów. Urodziła się z 2490 g. 

Ok, żeby nie było za bardzo "babciowo" na blogu, bo już i FrauBe nieco się też obawiała... 😉

Faktyczny sens tego blogu, nowa, inna ja. Bądź jak Niemcy mówią, Butter bei die Fische. 

Od jakiegoś czasu dziwnie się dzieje między mną a Tobim. Różne myśli mi po głowie chodziły, jak to ugryźć, jak to rozwiązać, co i jak zrobić. Problemem było też, że tylko ja nad tym myślałam, tak po prostu powiem z mojego punktu widzenia czy siedzenia. Zaczynałam rozmowy, przedstawiałam moje wizje, teraźniejszości i przyszłości, czekałam na reakcje, na konkretną dyskusję,  na porozumienie, na kompromisy, oczywiście obustronne. Nic. 

Narodziny Fiony były dla mnie przełomem i znakiem do wystartowania. 

Tobi był jedynym człowiekiem, który mi nie pogratulował wnuczki. Bo ponoć kobiety nie lubią takich gratulacji, bo od momentu zostania babcią zaczynają czuć się staro i dlatego im się nie gratuluje z tego powodu. Za to wyraził zdziwienie, że po dwóch latach zawieszonych kontaktów, nagle że sobą rozmawiamy, i ja tam po prostu pojechalam w odwiedziny. Osobiście podkreślał zawsze i wszędzie,  jak we wsi padało hasło, że ja mam wnuczke, że on nie jest żadnym dziadkiem, bo nie ma dzieci, więc jaki dziadek. Jego własny wybór. 

Aktualnie jest tak, że po moim jeszcze nie do końca sfinalizowanym kupnie mieszkania pod Bamberg- czekam na wpis w księgach i wezwaniu do zapłaty i klucz- wyprowadzam się do tego mieszkania, sama, znaczy sama z Mirką. Mieszkanie jest inwestycją dla mojej Fionki, i tak to sobie wyliczyłam, że ona ma teraz 0, a ja 58 lat, za jakieś 19 lat, jak ona skończy szkołę, to ja będę miała 77 i trzeba mi będzie pomyśleć inaczej... więc będzie pasować idealnie, ze zwolnieniem lokum. Z pewnoscia się jej przyda, za rogiem Bamberg, Erlangen i Nürnberg niedaleko, czy praca, czy studia. Do tej pory pozbędę się mieszkania, znaczy formalnie, przepiszę owe. Wszystko przemyślenia podatkowe. A póki co, mam gdzie mieszkać. Na swoim, u siebie. 

Nie przypuszczałam, że tak to się potoczy, ale cóż. Dużo można by pisać, ale po co. Jedno jest pewne, Tobi przeliczył się ze mną, nie wziął pod uwagę mojej siły i dumy, i że nie cipcia jestem.

Moja decyzja nie zrodziła się nagle, że ot tak coś mi walnęło i adieu, ta decyzja dojrzewała wiele miesięcy, od zeszłego lata, obracałam ją na wszystkie strony i od podszewki. Mieszkanie i tak kupiłabym, aby zainwestować pieniądze, miałam plany wynajęcia, co miesiąc byłby niezły dodatek do wypłaty- po odciągnięciu kosztów z wynajmu, oczywiście.  Stało się, jak się stało. 

W sumie mam wiele szczęścia, że mogę iść tą  drogą,  bo wiem, że nie każda kobieta w podobnej sytuacji ma tę szansę. Ja mam z górki i doceniam to. W sumie to owoce mojej siły I dumy, które teraz zbieram, i oczywiście wdzięczność za łaskawy los.  Reszta i tak jest wystarczająco pomerdana. 

Na taką wiadomość Tobi oczywiście spadł ze wszystkich swoich chmur, że jak to, dlaczego i w ogóle. To było teraz, 22 maja. 29 marca, dokładnie 2 lata po naszym przybyciu do Zapfendorf, zaczęliśmy poważnie rozmawiać. Przynajmniej ja. On stwierdził, że oczywiście nasze małżeństwo ma jeszcze dobre szanse, jeśli ja się zmienię i zacznę akceptować jego życzenia. Tematu moich życzeń nie było. To była bardzo samotna zima dla mnie. Praca, cały dom na głowie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, pranie. Samotne wieczory. Tęsknota za kimś bliskim, z synem i synowa zero kontaktów, nie wiedziałam przecież o ciąży Sol, cierpiałam, Tobi to widział i nie komentował, bo oni są przecież głupi i niewdzięczni, a jedynie on wszystko widzi jak się należy. Do tego nie życzył sobie ich więcej widzieć w swoim domu. 

W pewnym momencie w zimie Tobi stwierdził, że MOŻE  między nami byłoby lepiej, gdybyśmy razem nie mieszkali. Jeśli ktoś, u kogo mieszkam, startuje do mnie z takim stwierdzeniem, to u mnie włączają się wszystkie dzwonki i zaczynam działać. Ale on tego przecież AŻ TAK nie miał na myśli. 

... a teraz babcia ma zapotrzebowanie na osobny swój kawałek podłogi, gdzie będzie mogła podejmować gości jakich chce i kiedy chce... 

Faktycznie stwierdził, że być może za dużo i często byliśmy razem w domu, i dlatego nawzajem sobie na nerwy wjeżdżałam. Nosz. Nie wiem, czy ja na serio za dużo w domu byłam? Pracuje średnio co drugi dzień, nie ma mnie wtedy 10 godzin. Regularnie wybywam na sport dwa razy w tygodniu, chodzę do biblioteki, na dzierganie, raz w miesiącu teraz wieczór z gluchymi... bieganie z Mirką, babskie i inne sniadania, czasami wyskok z Arletą, kino czy terma. Faktycznie, nie siedzisz cały czas w domu, stwierdził Tobi. Za to on tak, odkąd dostaje rentę. W zimie przyrósł do kanapy i denerwowało go, że ja odkurzaczem jeżdżę.  Poza tym,dla Tobiego jest już od jakiegoś czasu jakoś tak, że w lecie jest mu za gorąco robić te rzeczy, na które mu w zimie było za zimno. 

Dzisiaj rano, zanim słońce obeszło dom, wyczyściłam i odkurzyłam sobie auto. Tobiego zmobilizowało to faktycznie do skoszenia trawy przed domem i w ogródku, była pasmami do kolan, bo Tobi "nienawidzi" gładko skoszonych ogródków i kosi jedynie co kilka tygodni. W zeszłym roku ja to robiłam, regularnie, bo lubię, jak porządnie wygląda. Arleta okrzyczała mnie chorą na głowę, żeby chłop w domu, a baba z kosiarką się ciągała.  W Eschershausen tylko ja kosilam, ale było mało tego trawnika, do tego był przecież "mój". 

No nic, to mi się ulało. Idę dalej robić pizzę, bo do mojej wyprowadzki żyjemy normalnie, cokolwiek to nie znaczy w takiej sytuacji, ja zajmuje się gospodarstwem domowym, Tobi gotuję, jak ja mam dyżur. To przeforsowałem jeszcze w Eschershausen, że nie będzie tak, że ja wracając z pracy, skoczę jeszcze po zakupy, a w domu od razu do garów, żeby obiad na stole był, w moje pracowe dni to jego działka, i wszystko jedno, ile ma energii i koncentracji, gotuje i nie ma przeproś. 

Aktualnie Tobi się zmartwił, że po mojej wyprowadzce dom się zapuści i będzie jeden wielki bajzel. Przecież co sobie naśmiecisz, to będziesz sprzątał, najlepiej nie zapuszczać, nie robić pierdolnika, i będzie ok. Gary do zmywarki, blaty wytrzeć, stół... odkurzyć czy zamieść, wyprać sobie ciuchy, no tak, ale co z czyszczeniem okien, praniem firan, zmianą pościeli?  Aha, znaczy do tego mnie miał, czy co?

Najprościej to można by było powiedzieć, nie miała baba kłopotu, to se wyszła za mąż. Ale z mojej strony, na serio nie tak to miało być... lecz do tanga trzeba dwojga. 


Na marginesie, wczoraj wybiło mi 39 na liczniku. Lat życia w Niemczech, czyli od teraz  więcej niż ⅔ życia. Dwa lata temu odwiedziliśmy w ten dzień i przy okazji podróży, moja ciotkę i kuzynkę pod Frankfurtem. Teraz poświętowalam ten dzień z Arletą, na kawie i z ciastem, potem jeszcze lody. I powiedziałam jej znowu, jak bardzo się cieszę, że mam ją i jej syna.




44 komentarze:

  1. Szokująca notka. Zawsze wydawało mi się, że jesteście idealnym małżeństwem.
    Nie bardzo wiem, co napisać, jak wspierać w niewątpliwie trudnej, ale głęboko przemyślanej decyzji. Życzę Ci ułożenia sobie życia tak, jak zaplanujesz , życzę Ci spokoju, życzę Ci szczęścia. I wspaniałych chwil z wnusią i jej rodzicami. Niech ten kolejny etap życia obfituje w dobro i miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Matyldo. Prawie idealnym małżeństwem jesteśmy aktualnie na ostatnich jego metrach.

      Usuń
  2. Ja także zdziwiona jestem, ale jak mówią mądrzy ludzie, rób to, co daje Ci spokój.
    Życie jest za krótkie by się męczyć, a Ty jesteś równie ważna a Twoje potrzeby istotne.
    Może pan mąż się obudzi i coś zrozumie?
    Trzymam kciuki za nowy start, podziwiam twoją odwagę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwe to wszystko nie jest, I powiązane z ogromem pracy dla mnie, ale reszta jak piszesz. Dobrze, że mam kilka ludzi przy mnie, którzy pomogą, chociażby dźwigać i przewieźć kartony. Doceniam to bardzo, i wdzięczna jestem za każdą okazywana mi pomoc, także dobre słowo 🥰

      Usuń
  3. No nie myślałam, jesteś mądrą kobietą i wiesz co robisz, siły I powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ula.
      A wiesz co, że tak to trywialnie określę, będę miała więcej czasu dla siebie, także na dzierganie 😉 smutne to wszystko, ale nie tracę pogody ducha i stałe rozglądam się za światełkiem w tunelu, i ono naprawdę jest.

      Usuń
  4. A to jakis kryzys jest wieku sredniego u niego czy sie wypalilo? Bo ja tylko zawsze myslalam o Was pozytywnie, nie skarzylas sie nigdy, podziwialam jak w dojrzalym wieku sprawnie sobie zycie przeorganizowalas, przeprowadzke, zwiazek formalny, nowa prace, no ogolem wszystko od nowa. W zyciu bym nie przypuszczala ze pan i wladca szybko sie znudzi spokojnym zyciem we dwoje :( ale jesli nie ma zadnych szans na poprawe, a odciagal Cie od rodziny to rzeczywiscie trzeba wiac, poki sily i zdrowie jest. Trudna sytuacja. Podziwiam Twoj hart ducha, odwage i umiejetnosc radzenia sobie w kazdej sytuacji. Wiekszosc kobiet biernie czekalaby na koniec... jego lub swoj a nie rozwiodlaby sie w tym wieku, nie przeprowadzila itd. Zalujesz poprzedniego domu, czy ani troche? Masz tu nowych znajomych, blisko do syna/synowej/malej, nowa prace i chyba lepsze miejsce do zycia, atmosfere, to prawda? ta przeprowadzka zdaje sie w nieduza odleglosc od obecnej miejscowki? Niech Ci sie wiedzie! Niech swietnie mieszka znow u siebie, szybko przeprowadza itd. Po wakacjach moze juz bedzie to za Toba. Kolejny nowy, fajny etap w zyciu. Trzymaj sie cieplo!
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuziu, dziękuję za dobre słowo. Oczywiście pisząc cokolwiek na ten temat, piszę to z mojej perspektywy, jak ja to widzę, co mi nie pasuje. Tobi zamknął się w sobie i nie znam dokładnie jego mniemania na temat, dlaczego według niego, do tego mojego kroku doszło.
      Nie, nie żałuję za moim starym, własnym domem. To był dobry dom na wiele lat, I nadal ten dom jest bliski memu sercu, i dlatego tak bardzo się cieszę, że ta młoda rodzina zrobiła z niego cacko. Poza tym, jestem szczęśliwa, że jestem tutaj, w Górnej Frankonii, a nie w Dolnej Saksoni, która na serio toczy się w dół... z pewnością czytałaś o braku pracy tam, jak po kolei zamykają szpitale, co I mnie też dotknęło. Tutaj mam moja pracę, I wiele możliwości, w sumiepozostalo mi 5 ½ lat do emerytury.
      No cóż, ja w sumie jestem bardzo udomowiona, znaczy przywiązuje się do ludzi, miejsc, przeżyłam w poprzednim miejscu prawie 38 lat, z czego pracowałam 33 lata w tym samym szpitalu... że w tym wieku najpierw się tak daleko przeprowadzę, I nowa praca, a teraz wyprowadzę- jakbyś mi to prepowiedzoala kilka lat temu, wysmialabym cie, bo to taki nie mój styl...
      Życie weryfikuje wiele, a odwaga do przygód niweluje wszelką nudę w życiu. Trochę mi za dużo tych nowości, I mam nadzieję, że po sfinalizowaniu znajdę swoje miejsce na ziemi i spokój.
      Odważna jestem, bo mam za sobą ludzi, którzy nie klepią dziobami, tylko na serio pomagają. Sama.. no nie wiem.
      Faktycznie między Zapfendorf a Memmelsdorf jest jakieś 15 km, atrakcyjna jest sama wieś, bo za rogiem Bamberg. Droga do pracy skróci mi się o prawie 2 km, a poprzez płaskość nawet rowerek nie wykluczony. Znaczy czasami. Po pod tym kątem też szukałam, żeby nie pogorszyć, daleko do pracy to miałam 33 lata, I starczy.
      Szkoda mi opuszczać Zapfendorf, bo przez te 2 lata wzylam się w tutejsza społeczność, lubię ludzi, a oni mnie. Niestety we wsi nie było nic dla mnie odpowiedniego, w sumie to nawet lepiej. Mam pracowe kontakty, a że praca blisko, pogłębienie owych na pewno będzie. Poza tym uważałam się zawsze za introwertyczne, jako jeszcze nastolatka byłam nieśmiała, ale jakoś z wiekiem mi przechodzi i nie martwię się samotnością, bo wiem, że samotna nie będę. Tym niestety będzie Tobi, ale cóż, każdy kowalem swojego losu.
      Ja moja kuźnie oświetlam też światełkiem Fiony.
      Dlatego ten blog.
      Pozdrawiam cię serdecznie Zuziu!

      Usuń
    2. Czyli jednak sa tez ciagle dobre strony tego przewrotu sprzed paru lat... a ze jestes kobieta czynu, niezalezna zawodowo i finansowo - to spadniesz na 4 lapy, jak to sie mowi. Z tego co pisalas to G Frankonia jest regionem tradycyjnym i moze to powoduje, ze relacje miedzy ludzmi sa lepsze, szczegolnie wsrod tambylcow. Ogolnie w Europie wszedzie sie teraz sytuacja pogarsza, ale milo mieszkac w miejscu gdzie jest nieco lepiej. No i do pracy blizej, duzo nowych, fajnych ludzi. Ze starymi tez masz kontakt. Czytam Cie od lat, ze wzgledu na robotki, ale Twoje zycie w Niemczech tez jest ciekawe. Zamazpojscie mnie bardzo zaskoczylo, bo ja piszesz widzialam Cie jako osobe swietnie radzaca sobie solo i juz po pewnych przejsciach, czyli niechetna duzym zmianom tego typu. Wazne, ze sprobowalas, ze zachowalas zdrowy rozsadek i niezaleznosc co teraz umozliwia Ci kolejna dobra zmiane. Nie jestem i nie bede babcia, ale mysle ze swiadomosc, ze ktos malutki po nas zostanie moze motywowac do takich duzych zmian, mimo pewnych obaw. Czapka z glowy, bo wiekszosc kobiet juz po 40tce boi sie jak ognia rozstan, nowych miejsc i takich przewrotow. A ja uwazam, ze jak jest zle trzeba wyprobowac wszelkie opcje, zeby rozwiazac sytuacje pozytywnie. Dla siebie, przede wszystkim. W tym wieku myslimy juz mocno o sobie, nareszcie!
      Zuzia

      Usuń
    3. Dokładnie. Znaczy blogowo znasz mnie już trochę czasu, więc wiesz mniej wiecejj, jak ja działam. Czasami przewidywalnie nieprzewidywalnie. Oczywiście małżeństwo nie było dla mnie z konieczności, bo nie byłam jakąś cipcią, która szukała patrona i żywiciela, po prostu wyszlam/ wyszliśmy z założenia, że czemu nie, szalone lata za nami, I za starzy jesteśmy na dochodzenie się o pierdoły. No cóż, wyskoczyło coś innego, notoryczne niezadowolenie, wywodzące się z nudy- nie u mnie.
      Jest w Niemczech takie przysłowie, lepiej straszny koniec, niż strach bez końca. Mam nadzieję, że spadnę na cztery łapy, w końcu całe życie pracuje nad moja niezależnością, przede wszystkim finansową. Ta zmiana kosztuje mnie ćwierć miliona, i oczywiście jest w tym też spadek po moich rodzicach.
      Moje 70 hektarów, bo tak żartobliwie nazywam moje wkrótce mieszkanko, ma bowiem 70², plus spory balkon, na serio mi wystarczy. Obok mam las, pola, wodę i pałacyk biskupi z przepięknym parkiem, Seehof.
      Myślę o sobie, nie jestem samolubna, ale w tym wieku nie mam aż tyle już czasu, żeby tracić go bezmyślnie na związek, który mnie, że tak to delikatnie określę, nie satysfakcjonuje już, a nie widać lepiej.

      Usuń

      Usuń
    4. Oczywiscie mialam nadzieje, ze wszystko jest bdb i ze bedziecie juz razem. Ale jesli sie nie da z przyjemnoscia przezyc tych lat razem - trzeba probowac osobno. Mnie sie zdaje, ze ogolnie rozkwitlas zyciowo i towarzysko, wiec zmiany u Ciebie sa na plus. A kto wie, moze po rozejsciu jakis mily czlowiek jeszcze sie trafi. Nie trzeba wcale myslec, ze to koniec relacji damsko-meskich. Moje obserwacje pokazuja, ze panowie 50+ to juz bardzo rzadko sie do czegos nadaja. Mam na mysli tych z odzysku, bo kawalerowie to juz nie rokuja calkiem. Kobiety dlugo pozostaja czynne zawodowo, maja hobby, kolezanki, wyjazdy... a faceci do/po 60 kapcanieja :( Znam pojedynczych panow atrakcyjnych po 60/70 i pojedyncze panie ktore skapcanialy :P jest proporcja odwrotna.
      Zuzia

      Usuń
    5. Też mam podobne obserwacje. Do tego zaczynają dziecinnieć. Która kobieta woli być matka, niż partnerka swojego mężczyzny?
      Fakt, towarzysko się rozwinęłam, co też jest krzywo widziane, bo ja mam tyle znajomych i nawet przyjaciółkę tutaj, plus blogowo Gackowa odgrywa ogromną rolę w moim życiu, a Tobi stwierdził, że... wcale nie ma przyjaciół, tak mu poodchodzili. Nie rozumiem. Jest znowu w swoim gnieździe, tutaj się wychował, chodził do szkoły, zna wszystkich, wszyscy go znają. No ale już tak jest, że nikt ci nie przyjdzie do domu i powie: hej, chcesz być moim przyjacielem, chcemy coś razem robić?
      Ja nie znałam tu nikogo, I poszłam między ludzi. Sama na babski karnawał. Stamtąd pokierowano mnie na babski sport. Przedtem zwiedziłam wiejska bibliotekę, gdzie nie tylko się czyta, ale i czasami dzierga. I poszło jak po maśle. Ale pamiętam jeszcze, jak przed tym pierwszym karnawałem miałam pelne majty i myślałam, , coś ty babo wymyśliła, ty nikogo tam nie znasz, to takie grupki, być może zamknięte towarzystwo... trafiłam do stołu, gdzie znałam i poznały mnie z biblioteki dwie babki. Wieczór był przefajny!

      Usuń

      Usuń
    6. To co kulturalnie i bez zlosci piszesz o T wyglada mi na jakis kryzys wieku sredniego :( starosc po prostu :( no co zrobic? Meczyc sie z takim delikwentem-malkontentem z ktorym w sumie nie znacie sie cale zycie, czy jednak zawalczyc o swoj komfort i spokoj? Nie widze w zdrowym mysleniu o sobie nic zlego. Cale zycie kobiety uczy sie odmawiac sobie, dzielic z innymi, opiekowac, sluzyc i byc na zawolanie. Naprawde w pewnym wieku mozna ta niechwalebna role sobie odpuscic. Czas uczyc tego chlopakow. Od nich wymagac. Moze wtedy znajdzie sie jakis balans? Albo wyginiemy jako ludzkosc, bo juz teraz malo dzieci sie rodzi... kobiety przestaly chciec byc utyrane domowo-dzieciowo. Niektore robia sobie dziecko z probowki albo z instruktorem narciarskim i same wychowuja. Jesli mialyby tyrac za kilka osob w domu, wola wychowac dziecko same. Finansowo i zawodowo dajemy rade. Jesli faceci sie nie zmienia - beda po prostu cale zycie sami. Nie sa nam juz potrzebni, ci felerni, niechetni, meczacy, niedojrzali, niepartnerscy itd.
      Zuzia

      Usuń
    7. Amen 😇 a tak na serio, jak ktoś wszystko wie lepiej, to dyskusja nie ma sensu. Trochę to teraz u mnie trwało rok- bo ja ten babski syndrom też mam- ale w pewnym momencie ulało mi się, jak zobaczyłam, jaką ja mam rolę w tym związku, nie partnerstwie. Wczoraj zawiadomił mnie, że najprawdopodobniej wiele jego problemów i humorów ma związek z za niskim poziomem witaminy B 12- neurolog pobrał krew i info telefonicznie- ale ja od początku tylko mu na nerwy wchodziłam, i naokoło bym go tylko do lekarzy wysyłała. W końcu poszedł sam...

      Usuń
    8. Coz, nie jest malym chlopcem a Ty jego matka. Mialam paru facetow szukajacych matki-opiekunki... to rola b niewdzieczna, niekonczaca sie a na sam koniec zostajesz wypalona i z jego pretensjami. To, ze dajemy sobie dobrze rade w zyciu, wiele umiemy, czasem bywa przeklenstwem jak sie napatoczy pasozyt :( Pamietam jak juz kiedys pisalas ze zawiozlas go do szpitala z za wysokim cisnieniem. Bylam pelna podziwu, ze na samym prawie poczatku znajomosci az tak sie angazujesz (robilam latami to samo). Jemu sie to spodobalo ale nie planowal widac odwzajemniac. U mnie niestety ten sam scenariusz. Ostatniego absztyfikanta wykopalam sila do psychiatry, bo chorowal latami na depresje. Czy myslisz, ze cos mi z tego przyszlo dobrego? Boze bron! Wzmocnily go leki antydep, zaczal sie lepiej czuc i jeszcze bardziej wyklocac o wszystko. Odpuscil sobie mnie, bo przeciez juz mnie ma. No i bardzo sie przejechal bo go w koncu zostawilam. Niestety i moja cierpliwosc, zyczliwosc, pomocowosc ma swoje granice. Nie oczekiwalam zwrotu 50/50 ale choc lepszej relacji, milego czasu razem, pomocy w domu np itd. Myslisz, ze cokolwiek z tego dostalam? Bzik i guzik, samotne swieta, jego arcypilne rodzinne spotkania (beze mnie), jego wyjazd z kumplem i rodzina kumpla na zagraniczne wczasy itd. Po tych wczasach dalam sobie spokoj. Bo to chamstwo zwykle bylo - brac moja pomoc, a nic kompletnie z siebie nie dawac. Zle mi ze soba, ze tak sie zapedzilam (znow!).
      Zuzia

      Usuń
    9. Niech pomoze Ci w przeprowadzce, leczy sie i obskakuje teraz Ciebie. Mozecie sobie mieszkac na odleglosc. Moze tak bedzie lepiej niz kiedy mial zbyt dobrze i wygodnie. Faceci nie potrafia doceniac poswiecenia ani dobroci, natychmiast wykorzystuja. Nameczy sie sam, to dopiero Cie doceni. Ja sobie obiecuje zadnych wiecej problematycznych panow. I zadnych wiecznych kawalerow. Obym pamietala.
      Zuzia

      Usuń
    10. Zuziu, stacjonarne pobyty wypadają z mojego planu życiowego do końca życia. Pozatym, widzę, że mamy coś podobnie doświadczenia, pomijając osobne wyjazdy, te ja teraz zapoczątkowałam, bo do mojej wnuczki jadę jako babcia, a że on nie dziadek, to nie musi. Notabene ostro mu to przekazałam, żeby nie myślał, że będzie tak, że ja co ileś tygodni będę jeździć do Moosburg, wnuczke i jej świtę odwiedzać, I na tym koniec. Ja chce, żeby i wnuczka że swoją świta do mnie przyjeżdżała, a jako, że on z nimi nie rozmawia od 2 lat, to nie będzie tak, że oni podjada z dzieckiem na parking przed basenem na przykład, ja tam polecę z prezentami, wycałuję wnuczke, przewiniemy ją w bagażniku, I oni pojadą dalej, opcjonalnie pójdziemy jeszcze gdzieś coś zjeść, ale 3 wioski dalej, żeby plotek nie było czy cuś. Na to on, że nie, oczywiście nie, trzeba by było o tym porozmawiać, jakby oni "przeprosili"... obędzie się bez, w końcu nie jego rodzina. Wiem, wredna jestem.

      Usuń
    11. Zobaczymy, jak się będę przeprowadzać, syn Arlety już przebiera nogami na wizje transportera na dwa dni, I oczywiście ma w zanadrzu jako pomagierów Alibabę i z 2, 3 rozbójników z ośrodka dla uchodźców, od Arlety, która oni szanują i poważają jak matkę. Będzie ok.

      Usuń
    12. U mnie bylo na odwrot. Cala jego giga rodzina, ktorej nie lubi ale gdzie dzielnie ma szychty. Moim kosztem. Ja nie mialam nic przeciwko jego rodzinie. Ale przeciwko temu, ze stawial ich ponade mna. Tak nie powinno byc. No wiec sie wszystko pieknie rozlecialo. Pan kawaler, ktory nigdy zadnego porzadnego zwiazku nie zbudowal, a za moment 50tka.Nie wroze mu zwiazku ani wlasnej rodziny ale to juz nie moj biznes. Staralam sie. Bylam dlugo przy nim i dbalam o niego. Niestety nie dostalam tego samego.

      Super, ze masz pomagierow z osrodka. Nie wiem o co poszlo miedzy T a Synem/Synowa ale... starszy od nich jest i chyba powinien byc madrzejszy? a nie uparty i zacietrzewiony? On nigdy zadnych bledow nie popelnial, byl swiety cale zycie? Syn wazniejszy w tej sytuacji niz facet, a wnusia to juz napewno. Bo to Twoja krew. Facet to jednak zawsze obcy element :P

      Duzo sily Ci zycze psychicznej by sprawy doprowadzic do konca, przezyc, otrzepac sie i zyc tak jak Ci sie tylko podoba :) :**
      Zuzia

      Usuń
    13. O tym kiedyś wspomnę, dlaczego doszło do eklatu, 2 lata temu. Niestety- znowu mój punkt widzenia, bo obserwuje- Tobi dziecinnieje, zachowuje się czasami jak trzyletni chłopczyk.

      Usuń
  5. Zaskoczyłaś mnie. Ale masz rację - besser ein Ende mit Schrecken... Życzę wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre życzenia. Jeszcze wielu się zaskoczy. A ja nie mam czasu czekać na rzeczy, które być może kiedyś... Ja żyje tutaj i teraz, a oczy mam z przodu głowy i patrze przed siebie, nie za siebie.

      Usuń
    2. Tak, tym bardziej ze prace masz meczaca i bardzo szlachetna, rodzicami latami sie opiekowalas ofiarnie, syna odchowalas chyba glownie solo. Ilez mozna? Do konca zycia tak ciezko tyrac i brac sobie kolejny pardon, bagaz na plecy na dziesiatki byc moze lat? Masz dobre zycie i spory kawalek czasu przed soba zeby jeszcze z niego korzystac.
      Zuzia

      Usuń
    3. Dokładnie Zuziu. Mam moją niezawodną Mirkę/ też magnes kontaktowy/ mam pracę, która lubię, nawet jak nie zawsze jest łatwo, ale w ostatni nocny dyżur też przyjemne zaskoczenie- dodali nam trzecia koleżankę, a ja znowu z pełnymi majtami na dyżur 😅 i na darmo się obawiałam. Mam ludzi koło siebie, mam masę książę i koszyki wełny. i mam znowu rodzinę 💞

      Usuń
    4. Osiędbanie (Selbstfürsorge), bo inaczej człowiek się zajedzie. ❤️❤️❤️❤️❤️

      Usuń
  6. Czytam pani blog już od dość dawna.Kibicowałam pani bardzo.I przykro mi że nie wyszło.Życzę wszystkiego najlepszego.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, nie chciałam, aby tak tosieskonczylo, to miało być do końca życia....

      Usuń
  7. Też mnie to zaskoczyło, wyglądalo, ze to udany związek. Powodzenia na nowej drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był dobry związek, trochę tradycyjny, ci dla mnie było kompletnie w porządku, ale potem zaczęło się dziwnie dziać, za dużo egoizmu.

      Usuń
  8. Lucy, az mi lzy w oczach stanely , bo nie tak mialo byc. Po smierci Taty, bylas sama z Mirka i tak sie cieszylam ze znalazlas bliska osobe, a tymczasem...., chociaz, przeczuwalam ze cos moze byc nie tak, bo malo pisalas o T ostatnio. Oczywiscie, zycze obojgu (kazdemu z osobna) wszystkiego najlepszego w nowym zyciu. Aga T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, szczęścia nie można sobie wyliczyć, ale czasami nieco zaplanować, co aktualnie robię. Dziękuję za dobre słowo 😘

      Usuń
  9. Nic nie jest dane raz na zawsze, a ludzie przy bliższym poznaniu albo zyskują, albo tracą. Poza tym wszyscy się zmieniamy, a niektorzy zwyczajnie tetryczeją. Bardzo dobrze robisz, rezygnując z życia z kimś, kto nie jest dla Ciebie wsparciem, nie cieszy się Twoim szczęściem. Jesteś samodzielna, masz swoje zainteresowania i życiowe cele, więc będzie Ci sie dobrze żyło samej. No i będziesz miała blisko do Bambergu.😉Z całego serca życzę Ci wszystkiego najlepszego w nowym życiu.😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nad związkiem pracuje się we dwoje. Trochę dziwne będzie mi znowu singlowanie, ale będę miała tyle do roboty, plus miłe roboty, do tego nie będę samotna, że tylko trochę soe tego obawiam.

      Usuń
    2. Masz oczywiście rację. O relację muszą dbać obie strony. Uwierzysz, że do tego wniosku doszłam po około 25 latach małżeństwa? Może dlatego tak długo to trwało, bo myślałam samodzielni.😂 No i musiałam pokonać sposób myślenia kilku pokoleń kobiet w rodzinie, że to kobieta musi dbać o rodzinne szczęście, przymykać oko na różne sprawki i koniecznie w tym celu musi być "mądra". Mnie tej "mądrości" w końcu zabrakło. Na szczęście!
      Dziś jestem 14 lat po ślubie z fajnym facetem, ktory żyje według zasady, że nic tak nie podtrzymuje wielkich przyjaźni jak drobne prezenty. A prezentem może być dosłownie wszystko. I cieszy się, że moje wnuki mówią do niego "dziadek", ma z nimi fajny kontakt, na który naprawdę pracuje. Oboje się staramy, żeby ta nasza wspólna starość (dobiegamy powoli do 70) była po prostu miła. Jeśli facet nie jest w tej materii partnerem, to nie warto tracić na niego czasu.
      Ściskam Cię serdecznie!❤️🍀

      Usuń
    3. To jest też moje zdanie, zresztą niemieckie przysłowie, które znasz, kleine Geschenkr erhalten die Freundschaft- małe prezenty podtrzymują przyjaźń. A prezentem może być wszystko, także czas dla drugiego. Podanie kawy. Wyniesienie śmieci. Pomijając kwiatek.
      Pięknie i mile się urządziliście, cieszy mnie, że macie takie świetne relacje rodzinne- nie trzeba pokrewieństwa do tego, w dzisiejszych czasach to jest tak częste, że już normalne.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    4. Te rzeczy, które wymieniłaś są najcenniejszymi prezentami. Właśnie o nie chodzi w życiu.
      Jak tam Fionka?❤️

      Usuń
    5. Fionka bardzo xwy 6- tygodniowym bobasek, śmieje się, oczami prowadzi, zasypia naqq rękach, łapie okiem, czy babcia trzyma, i dalej śpi.

      Usuń
  10. Same niespodzianki nam serwujesz.Tez jestem zaskoczona ,ale chyba coś wczesniej było jakby w tle,w sposobie pisania,bez wspominania o T.Jeste dzielna,wspaniała kobitka,samodzielna,niezależna,odważna,pracująca,ogarniającą wszystko jak pisała też Zuzia co wiedzą czytające i wspierające Cię kobiety.Zrobilas dobrze,czas najwyższy zadbać o siebie a nie ciągle matkować I być wykorzystywana.On chyba poczuł się za pewnie bo to jego dom i chce być panem bez dyskusji ,obsługiwanym .Skoro się martwi że teraz będzie bez Takich usług brudno.Jak mieszkal u Ciebie to też podskakiwal,czy siedział i czekał na wszystko byś robiła bo to twoje nie jego.
    Trochę się zdziwiłam że kupujesz mieszkanie ale pomysł dobry na lokatę ,a teraz masz gdzie mieszkać.i nie musisz być zależna od jego humorów.Mysle że coś złego robi się z panami po 50 w na emeryturze lub rencie szczegółnie.Leniwce,dziadzieja,dziecinnieja ,chcą rządzić po swojemu i uparci,głupi nie dogadasz się bo nie.Nam w listopadzie minie 50 lat razem i coraz gorzej się dogadać.Czesto mam serdecznie dosyć bo też zdrowie nie to i chciałoby się mieć pomoc i podporę po tylu latach poświęcenia.Trzymam kciuki za Ciebie .Nowy blog,nowy dom i nowe dobre i spokojne życie przed Tobą.Dziekuje ze podzieliłas się z nami swoją prywatnością,co nie jest łatwe.A panu T zaśpiewaj -o mnie się nie martw ja sobie radę dam jak w znanej piosence.Trzymaj się XXX Marta uk


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, spory staż macie, Marto. I też sporo rozczarowania, że jakoś nie tak ma być. No cóż. Ja sobie radę dam, bo ja z tego rodzaju ludzi, co po prostu rozglądają się w nowej sytuacji, I reagują, co teraz jako pierwsze, drugie, trzecie. Jakby nie było, jestem na tym świecie ponad 50 lat, i wiele już widziałam, przeżyłam, czasami się potknęłam, ale wstałam i poszłam dalej, siniaki po drodze się zagoiły, że tak to określę. Tobi u mnie zachowywał się inaczej, miał też mniej miejsca na zbieranie i hobby. Był też więcej między ludźmi. Tutaj poświęcił się więcej swojemu hobby i ma więcej miejsca na magazynowanie, zakupy, przekładanie, szukanie. Rozpoczęło się to z jego początkiem renty, że on teraz nic nie musi już przecież. Ogród leży odłogiem, wiele prać w i koło domu zaczętych, dzisiaj za ciepło, przedtem była zima, a dzisiaj źle się czuję. Ja ograniczyłam moja aktywność do prowadzenia gospodarstwa domowego że wszystkim, co to oznacza, do tego praca, hobby, wychodne, Mirka.
      W ten weekend miał pojechać z dawnym kumplem na targi firmy Pico, kumpel postanowil wziąć ze sobą córkę, I Tobi się odwołał, nie pojechał z nim. Ja w międzyczasie zorganizowałam kolonie dla Mirki u Arlety, tak więc siedzi ten weekend sam, no cóż. A tyle się w okolicy dzieje. Ja w Moosburg Fionke lulam i dobrze mi.
      Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się.

      Usuń
  11. Lu, trzymam palce. Poradzisz sobie świetnie i nie będziesz samotna, to pewne. Nie ma sensu wlec relacji, gdzie jest się wykorzystywanym i ignorowanym. Życie jest na to za krótkie. Gackowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze wszystkie babki, ktore Cie znaja i czytaja kibicuja Twoim zmianom. I chyba wszystkie rozumiemy, ze w dojrzalym wieku szybciej konczymy zle relacje, niefajne tematy zyciowe, szybciej dokonujemy potrzebnych zmian. Czas tak szybko ucieka, ze nie ma na co czekac. Z T wyszedl tradycjonalista i chyba on ma zyciowy kryzys. Tyle, ze ew kryzysy pokonuje sie razem. Rozmawia, idzie do specjalisty itd. U mnie tez tego razem zabraklo. Wiem, ze zle sie czul, ze ma rozne problemy zdrowotne, ze sie starzeje itd. Do tego ma ciezka robote (sluzby). Gdyby ze mna rozmawial, byl partnerem, sluchal co mowie, ze ma isc dalej na terapie i sobie pomoc - nie odeszlabym. Czekalabym, wspierala i byla, mimo ze prawie nic z tej relacji nie mialam (mieszkal w innym miescie, spotykalismy sie sporadycznie - gwozdz do trumny relacji). Ale w sytuacji kiedy on jest namadrzejszy, uwaza mnie za wroga, umawia sie z kazdym i rezerwuje czas, byle nie ze mna - niestety nie zmarnuje juz ani chwili na niego. Zal mi. Straconego czasu, energii i nadziei. Zal mi zludzen jakie mialam :(

      U Ciebie na szczescie widze plusy i zyski po tej relacji - nie bedzie zle, bedzie inaczej, ale to nie bedzie wcale zle ani samotne zycie. Gdybys czekala dluzej z decyzja moze jemu pogorszy sie zdrowie, moze Tobie. Wtedy ciezko bardzo jest cokolwiek zmieniac. Czy on by sie Toba zaopiekowal? Ty pewnie bys sie poczuwala do opieki nad nim... No i extra bonus to powrot normalnych relacji z Synem i Synowa. To wazne jest. Najpredzej oni Ci pomoga, jesli bys cos potrzebowala. To dobry kierunek.
      Zuzia

      Usuń
    2. Koncentruję się na plusach i zyskach, które definitywnie są, nie tracąc z oczu jednak pewnych nowych czy niedogodnych sprawach z tym związanych. Ale znając mnie, myślę, że biedy sobie nie napytam, bo ja nie lubię sobie specjalnie komplikować życia i relacji międzyludzkich.

      A syn, synowa, wnuczką, to jest taki bonus, że hej! Chociaż mała potrafi drzeć się jak duża 😂

      Usuń