🙃
Dla Jotki: w bloku obok mieszkania są wyposażone także w małe balkoniki, tzw. żygacze 😅 te są od północy, a duże balkony od południa. Myślę, że te małe są przy sypialni. Ale tylko na trzecim i czwartym piętrze.
Dzisiejszy dzień pogodowo miał do zaoferowania ulewę, burzę i słońce.
Na wieczornym spacerze nieco nas pokropiło, ale zdążyłyśmy z Mirką do domu.
Dzisiaj kupiłam za śmieszne 5€ to drewniane krzesło, z pomysłem wstawienia go do biura, aby przy komputerze było oprócz mojego biurowego drugie, a w razie noclegu gość miał je do dyspozycji. Przy większej ilości gości mogę je dostawić do wtedy wydłużonego stołu. W piwnicy mam jeszcze dwa składane krzesła, tak więc, większej balangi się nie boję.
Po wczorajszym nieco szalonym dniu dzisiejszy rozpoczęłam pod znakiem wyspania się do wpół do dziesiątej, bylam też spontanicznie w Hallstadt w ERTL- shopping center, gdzie kupiłam tylko kilka drobiazgów w zamykającym się sklepie DEPOT, a konkretnie trzy wieszane doniczki na balkon- w jednej umieściłam już bazylię, ponadto świeczki, światełka, talerz na pizze, bo takiego akurat mi brakowało. Rozejrzałam się w sklepie zabawkowym, ale nic ciekawego dla takiego maluszka jak Fiona nie było, zaszłam do księgarni, gdzie stwierdziłam, że są nowe i ozdobne wydania starych książek, czy to Mann, czy Wielki Gatsby. Książek ci u mnie pod dostatkiem, więc wyszłam z niczym 😉
Kotlety z wczoraj usmażyłam dzisiaj, do tego samorobne frytki z frajera, niebo w gębie.
Notabene tylek mi schudł, po tym, jak jesienią zeszłego roku zgrubł. Musiałam w pracy przestawić się ze spodni numer 2 na 3, bo w 2 przestałam się mieścić. Tak więc nosiłam tę trójkę z honorem ale i pewnym niezadowoleniem, jasne... od czasu przeprowadzki spodnie numer 3 zaczęły być coraz luźniejsze, prawie za duże. W poniedziałek zaryzykowałam frustrację, ale tej nie było. Bezproblemowo weszłam w dwójkę. Co prawda, nie leżą tak luźno jak 2 lata temu, gdy zaczęłam tam pracować, ale do tego jeszcze dojdziemy, na spokojnie i bez spinki.





Ja balkonu nie mam, więc byłabym zadowolona z takiego małego balkonu.
OdpowiedzUsuńJednakże jest on bardzo maleńki.
UsuńMój balkon niewiele większy...
OdpowiedzUsuńJa to chyba nie wejdę w nic po powrocie , bo w hotelu karmią tak, że strach wejść na wagę.
To dobry urlop Jotko 😉 wybiegasz przecież w Karkonoszach.
UsuńJa też mam balkon w wersji mniej niż średnia, ale nie wyobrażam sobie jego braku. Ja też walczę z tymi moimi 3 plus. 😃 Waga wędruje raz tak, a raz inaczej. Mało ruchu, a na więcej nie mam sił. I tak to się kręci. 😘 Lucia
OdpowiedzUsuńZa to bardzo zielony Luciu. Ja dzisiaj do bazylii nabyłam jeszcze dwa kwiatki, I mogę powiedzieć, że zaczyna mi się dziać.
UsuńFaktycznie mieszkanie na piętrze bez żadnego balkonu jest jednak nieco smutne. Zawsze to jakieś małe wyjście i oddech.
W pierwszym mieszkaniu mialam drzwi balkonowe tylko z płotkiem balkonowym, teraz po ocieplaniu budynku o 20 cm się zmniejszył na każdej ścianie i barierkę też przesunęli, dobry i taki, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMiałam dodać że jestem na innym mieszkaniu.
UsuńHm, to w sumie tylko takie przewietrzenie podłogi było. Nieźle jak jest w sypialni np, ale gdy jest jakiś balkon. Ja mój lubię. Na przodzie będzie część rekreacyjna, z tyłu suszenie prania 💪
UsuńBrzmi jak bardzo przyjemny kontrast do wczorajszego szaleństwa: najpierw porządne wyspanie się, potem spontaniczny wypad do Hallstadt, trochę zakupów, trochę oglądania i powrót bez poczucia, że trzeba było koniecznie coś kupić. A jednak DEPOT dostarczył — trzy wiszące doniczki na balkon brzmią jak bardzo udany łup, zwłaszcza że jedna już dostała bazylie. 🌿
OdpowiedzUsuńI podoba mi się ten zestaw drobiazgów: świeczki, światełka, talerz do pizzy. Niby nic wielkiego, a właśnie takie rzeczy sprawiają, że mieszkanie coraz bardziej staje się Twoje. A z księgarnią bardzo rozsądnie — można podziwiać piękne nowe wydania Manna czy Wielkiego Gatsby'ego, ale jeśli książek „ci u dostatkiem”, to wyjście z niczym jest wręcz oznaką charakteru. 😉
Kotlety z wczoraj + domowe frytki z frytkownicy brzmią natomiast jak absolutnie słuszny sposób na zagospodarowanie dnia. „Niebo w gębie” przyjmuję bez dyskusji.
A historia ze spodniami jest chyba najbardziej satysfakcjonującym fragmentem. 😄 Zwłaszcza dlatego, że nie opisujesz tego jako jakiejś wielkiej akcji „odchudzanie”, tylko zauważasz po prostu efekt tego, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące. Jesienią 3, bo 2 przestała być osiągalna; teraz 2 wchodzi bezproblemowo. I jeszcze ważniejsze: podchodzisz do tego spokojnie — bez spinki, bez oczekiwania, że od razu muszą leżeć dokładnie tak jak dwa lata temu.
To zresztą bardzo zdrowe podejście: zauważyć zmianę, ucieszyć się nią, ale nie robić z niej projektu do wykonania. Dwójka już jest. Jak kiedyś zacznie leżeć luźniej — świetnie. Jak nie — też przecież nic się nie dzieje.
I chyba jest w tym wszystkim jeszcze jedna fajna rzecz: po przeprowadzce zmieniło się sporo, a organizm najwyraźniej też po swojemu znalazł nowy punkt równowagi. Ty natomiast możesz sobie spokojnie siedzieć z poczuciem: o, proszę. Jednak się zmieściłam. 😏
Tak jest. Powracam do równowagi, do mojej wlasciwej wersji.
UsuńEuropejska numeracja brzmi lepiej. Ja skoczyłam z nr 8 na 12 same te liczby to szok, nie mówiąc o wadze.
OdpowiedzUsuńTo tylko w szpitalach tak jest z tą numeracją. Normalnie od 34/36 czyli XS do XXXL, damskie rozmiary idą do 60.
Usuń