Mój wczorajszy dyżur Mirka absolwowała chyba z brawurą, przed wyjściem z domu pobiegłam z nią na spacer pod las, prawie godzinę buszowała w krzakach, potem do domu, na wszelki wypadek zamknęłam ją w dużym pokoju, jakby szczekała, ale tego raczej nie robi. Micha wody i parę brykietów do żarcia, ale głodna nie była.
Z mojego powrotu krótko przed 22-gą bardzo się ucieszyła, ale wyglądała na zaspaną. Ona ma 15+ lat, stary, dobry pies, z bardzo sprawną sikawką. Gackowa doradziła położyć matę inkontynencyjną przed drzwi, w razie czego. W każdym razie, psica chyba przedrzemała resztę dnia, na ciemność podłączyłam jej światełko z czujnikiem na poruszenie, bo wiem, że czasami ciemności nie lubi.
Dzisiaj znowu mam na popołudnie do pracy, jutro na noc, czyli cały dzień wolny. Rano pójdę do ratusza, zameldować się, Mirkę muszę psiopodatkowo najpierw odmeldować w Zapfendorf, aby zameldować ją w Memmelsdorf. Wysokość podatku ta sama, rocznie 50€.
Po trzech dniach skontaktowałam się z Tobim, jest zajęty robotami malarskimi, dzisiaj zaczynają fasadę. W czwartek muszę do lekarza w Lichtenfels, to wracając wstąpię do niego, zabiorę zapomniane rzeczy i oddam mu klucze do domu.
I tak to. Wciągam się do życia tutaj. Mirka też. Do obcych piesków nie ma melodii, obejrzy, postawi grzbiet i idziemy dalej. Tylko jednego małego i wyrywnego za płotem obszczekała z wzajemnością. Mirka jest już chyba kompletnie głucha, i czasami jest to bardzo dobre, wiem po sobie 🤪
Jutro Heinrich skręci mi resztę "meblościanki" i przymocuje do ściany. A ja po czwartku ruszam w drogę za dywanem, czemodanen, sakwajażem... no nie tak do końca, ale trzeba mi nieco tekstylii, aby wyciszyć mieszkanie, dywan, maciupkie firanki, chodniczki, konewkę dla moich dwóch kwiatków, i takie tam. Mam też w jednym rogu salonu "dziurę" w sensie wolnego miejsca, które chce zameblowac czymś takim, aby móc tam coś odłożyć, odstawić, czy jak to Arleta w piątek określiła, jakiś taki nieduży "pierdolnik" z życiem. Raczej regal niz stolik, byc moze coś z rogiem do rogu. Dokładnie tak.
Breakfast for one. Nadal cenię sobie bliskość tego małego centrum handlowego, mam do niego niecałe 10 minut piechotą, jak idę sama, i pół godziny, jak idę z Mirką 🙃

Czyżbyś piła ziółka zamiast kawki?
OdpowiedzUsuńKawa z mlekiem. Lubię też zieloną, czarną i miętowa herbatę.
UsuńSądząc po zdjęciu- przytulnie u Ciebie.
OdpowiedzUsuńJeszcze nie, bo brakuje dywanu I innych obrazków, trochę głośno jeszcze z tego powodu w mieszkaniu, ale powoli....
UsuńCoraz piękniej , Mirka się powoli przyzwyczaja , pięknie sobie nakrylas do stołu, pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńUla, bo jestem zdania, że nawet dla siebie samej "opłaca się coś ugotować czy nakryć stół. Jestem sobie tego warta. Odpozdrawiam serdecznie 🙂
UsuńGotuje oczywiście dla siebie ale tak pięknie nie nakrywam, brawo Ty.
UsuńTo ważne, że sobie sama też gotujesz, nie wszyscy tak robią, bo im się nie chce, a to według mnie fatalne podejście do własnego zdrowia i samopoczucia.
UsuńMasz tyle pięknych serwetek własnej roboty, daj na spróbę jedna pod talerz 🙂
Gdy oddasz klucze, to już pełna "wolność", jak Ci z tym?
OdpowiedzUsuńNieźle. Reszta sama się okaże i przyjdzie. Trochę mi dziwnie samej w mieszkaniu, tak jakbym nic do roboty nie miała, ale czytam, dziergam, oglądam telewizję, słucham radia Bamberg, mówię do Mirki bądź telefonuję. I oczywiście z racji Mirki jestem regularnie na dworze, robię małe zakupy, bo uzupełniam małe zapasy.
UsuńFajna pora roku na nowy poczatek:) ladnie nakryty stolik, dalsze plany zakupowe :) jak Ci sie spi w nowym domu? To jednak spora zmiana ze wzgledu na przenosiny do mieszkania po latach domow z ogrodem:) Mira szybko sie przyzwyczai. Mata - podklad z apteki - dla dzieci, do lozka - bedzie idealna na podloge dla niej - zalapie, ze moze tam sie zalatwiac. Sprawnie wszystko Ci poszlo, odwagi i sily na dokonczenie spraw z T. Ci zycze!
OdpowiedzUsuńZuzia
Ufam mirczynej sprawnej sikawce, ale matę mam na wszelki wypadek 😅 Mirką to w ludzkich latach staruszka po 90tce. Ale fizycznie sprawna.
UsuńJa ostatnio niedużo spe, co cieszy pieskę. Staram jej się jak tylko odzie, umilać tę nową sytuację.
Pora roku, no, z 10 stopni mniej też byłoby ok, znowu tutaj fala upałów, nie to co chłodne, północnoniemieckie lata 😅
Dzisiaj kupiłam mała lampkę na stół, lubię nastrojowo.
Ogrodu i całej zeslorocznej w nim pracy póki co mi nie brakuje. Tutaj robi to dozorcą, trawniki co prawda żółte, ale wypielęgnowane, także parę krzewów wokół domu i jakieś kwiatki przed drzwiami też.
Nie powiem, podoba mi się tak.
Dziękuję za życzenia 🙂
Ach, do dzisiaj znam na pamięć! "Дама сдавала в багаж Диван,Чемодан,Саквояж,Картину,Корзину,КартонкуИ маленькую собачонку..."
OdpowiedzUsuńDokładnie, cudowny wierszyk 😁
UsuńFrau Be: wyguglalam (bleee, co za słowo!) wierszyk, przedni!!! 😀😃🙂
OdpowiedzUsuńLucy: sniadanko mniammm, ale ja z malymi zmianami: zamiast kawy herbata z cytryną, zamiast dżemu owoc, zamiast serwetki bardzo kolorowy obrus ( dla dwóch brudasów 😀 ) No I bez awokado, bo nie lubię 😀
Reszta ok 😀😃🙂🙃
Fajnie mieszkasz!
Noo, każdy ma swoje obrusiki i smaki 😁 ale kolorowy też sobie gdzieś jeszcze znajdę, bo lubię kropić kawą. Miałam kiedyś czerwony z wzorkiem, gdzieś mi zaginął przy przedostatniej przeprowadzce, szkoda. Za to znalazłam dzisiaj wreszcie moja legitymację do biblioteki w Zapfendorf 😎
UsuńP. S. Herbatę z cytryną też lubię, a dżem mam jeszcze z mojej aronii w Eschershausen. Jem więc ten dżem nostalgicznie.
I kręci się z uśmiechem. Niech tak kręci się dalej. 🥰 Lucia
OdpowiedzUsuń👍🐕♥️🙋♀️
OdpowiedzUsuń