We wsi stan wyjątkowy, bo odpust, połowa ulic zamknięta, rozkładają kramy, browary i karuzele. Jutro zaczyna się świętowanie.
Na spacerach z Mirką są i takie perełki:
Ogólnie jest fajnie. Serio. Ale wolnego od pracy w sensie urlopu czekam jak kania dżdżu. Dzisiaj byłam w Bamberg, przepisać dowod rejestracyjny. Po drodze wstąpiłam do sklepu budowlanego i dałam sobie przyciąć dwie półki do szafy, bo 4 były jakoś mało, a dużo powietrza między nimi. Kupiłam kwiatka- pieniążka. Dywan dla Fionki tutaj, poza tym konkretne zakupy, byśmy w nadchodzący weekend mieli co jeść i pić. Przyszły firanki- fruwajki, powiesiłam w salonie w oknie, a nad drzwi balkonowe zmodyfikowałam te po poprzedniczce, bo nie lubię pustych karniszy. W sypialni przewieszę na drugi tydzień.
Mirka odkryła kanapy jako całkiem dobre miejsce do drzemki.
Arleta wpadnie chyba jutro po pracy, cieszę się. Już wiem, gdzie dokładnie jest ten hotel, w którym pracuje od poniedziałku, dzisiaj przejeżdżałam tamtędy po drodze do urzędu.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz