Frankońskie, w Tiefenpölz.
Mam taką osobista tradycję, że noc świętojańską, albo przynajmniej wieczór do zachodu słońca, spędzam w jakimś szczególnym miejscu. Nie musi być ono jakimś non plus ultra, po prostu wycieczka dokądś, co mi zapadnie w pamięci. W zeszłym roku byliśmy nad jeziorem w czeskim Těrlicko, po drodze z Polski.
W tym roku sytuacja nieco inna, ale zakomunikowałam to Tobiemu i spytałam, czy też chce jechać. Odpowiedź oczywiście polityczna, że na pewno ciekawe. Proste tak czy nie wystarczyłoby mi. Zebrał się ze mną i nawet szoferem był. Oczywiście Mirka też na pokładzie, no bo jak bez Rudej? Wieczorem było już tylko 27 stopni z tendencją w dół, więc do wytrzymania nawet w futrze.
Frankońskie Stonehenge odkryłam przypadkiem na zdjęciu w insta pracowej koleżanki, to było pod koniec zimy. Dlatego zapragnęłam tam pojechać i zobaczyć, a żeby było "na pamiątkę", to właśnie w wieczór świętojański.
(ciekawe, gdzie i jak spędzę wieczór/ noc świętojańską 2027? Często stawiam sobie takie różne pytania, jako kamienie milowe)








Pieknie spędzony wieczór, jest pamiątka.Kurde ale hica Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł, w dodatku zrealizowany- tylko przyklasnąć!
OdpowiedzUsuńFantastyczny pomysł. Wracamy do korzeni, do życia w rytmie przyrody.
OdpowiedzUsuńPiękna tradycja...
OdpowiedzUsuńNasza córka co roku organizuje wielkie ognisko na farmie, niestety już od kilku lat to dla nas zbyt duży wysiłek - moje wspomnienie sprzed lat tutaj ==> https://bloginglife2.blogspot.com/2023/06/swietojanskie-wspomnienia.html