2.10.26

51/ 26. Na plusie lecę

No jakby nie było, bo taka przeprowadzka i urządzanie nowego mieszkania, dokupowanie tego i owego, bo koniecznego, jednak kosztuje. Aktualnie potrzebuje jeszcze dużego noża, a najlepiej dwa, do chleba i mięsa. Nie potrzebuję strasznie, bo np chleb najchętniej kroję w sklepie, z powodu okruchów, a mięso też nie mam w takich kawałkach, żeby było konieczne jego filetowanie, no ale nóż się przydałby i do innych celów. Rozpatrzę się w Tchibo. 

Potrzeba mi też nieco pościeli i ręczników. Mam moje ulubione, jeszcze z prudnickiego Frotexu, to była jeszcze jakość, ale mają już chyba wkrótce 40 lat, i zaczynają prześwitywać. 

Poza tym, wszystko mam, łącznie z dywanikami, stoliczkiem na balkon, nowy- stary rower, do niego koszyk, we wrześniu wyskoczyło mi leczenie kanałowe zęba i z powodu odpustowej promocji kupiłam sobie nowe okulary. Naprawa aparatu słuchowego, auto przecież też, i na szczęście Nico nie zdarł żywcem ze mnie skóry. Jako ciekawostkę podam, że na jedzenie wydałam we wrześniu 218€, na paliwo 97, żarełko Mirki 17. Tanio mam jeszcze internet, bom nowa klientka, póki co, wołają po 9.95 za miesiąc, ale to się zmieni i będzie dużo więcej. Za prąd płacę aktualnie 63€, zobaczymy, czy to realnie, czy zużywam mniej czy więcej. Póki co, nie mam jeszcze rozliczenia za wodę i wszystkich innych dogodności typu ogrodnik i dozorca,  a także za ogrzewanie. Muszę skontaktować się z firmą zajmującą się tymi rzeczami, żeby wystawili mi póki co, jakiś rachunek zastępczy. I oczywiście od następnego roku dojdzie mi zapłata tzw. domowych pieniędzy, jako inwestycją we własność, w razie remontów. 

Póki co, wszystko opanowane, i mogę spokojnie żyć i nawet używać tego życia. Ok, gwoli ścisłości, wycieczka do Westfalii nie kosztowała mnie nic.

W październiku jestem na geriatrii, czyli akurat znowu zadebiutowałam, było nawet nieźle, 7 pacjentów, ale w tym przypadku na serio starcza, wystarczająco pracy z nimi. 

Mirka skończyła oficjalnie 15 lat, bo jej w paszporcie wklepali taka datę urodzenia, 1 październik 2011. Starsza jest na pewno, ale sprawna i szybka, tylko, że głucha. 

Z ciekawostek towarzyskich; ostatnio ja i Arleta nieco unikaliśmy naszej stosunkowo ulubionej ShareCafe w Zapfendorf, bo nie chciałyśmy, aby nas tam przepytywano, Arletę co do obozu, a mnie co do wyprowadzki. Ale na środę Arleta wymyśliła, że skoro ja mam wolne, to najpierw zjemy u niej pierogi z Biedronki, które akurat przywiozła z szybkiej wyprawy do Polski, a potem pójdziemy na kawę i ciacho do ShareCafe,  przepatrzymy towar second hand, ja pod kątem Fionki, a Arleta uwielbia po prostu grzebanie w towarach, a co do przepytanek, niech się dzieje wola nieba, i ciekawe, która pójdzie na pierwszy ogień. 

No oczywiście ja. Susanne nałożyła nam ciasta ze śliwkami, i od razu uderzyła do mnie w te słowa, że była "na piwnicy*", w Kemmern, a tam mówili, że od A. odeszła żona. 

W KEMMERN, NA PIWNICY 😵

Ja tam w życiu nie byłam, nikogo tam nie znam, a jestem tam tematem rozmów. No cóż, jak mówi Mr. Dombrowski, Bamberg i okolice to jednak wiocha 😋

Arletę przepytano w kierunku obozu, którym kierowała, a który od końca lipca nie istnieje na papierze. Okazało się, że właściciel kontenerów zgłosił plajtę,  czyli nie będzie tych kontenerow likwidował. Gmina nie chce obrażać się kosztami takiej akcji, bo niby dlaczego, na posesji leży góra śmieci i odpadów, i biegają szczury. 

No pięknie ładnie. 

Moja jubilatka tydzień temu jeszcze w hotelu Arcadeon. 

*piwnica czyli tutaj Keller, i mówi się nie w piwnicy, lecz na piwnicy. Miejsce przechowywania piwa, najczęściej świetna miejscówka gdzieś na obrzeżach wsi czy miasta, często pod lasem. W cieniu drzew wiele stołów i ławek, gastronomia prostą ale smaczna, do tego rodzime piwo.