10/ 26. Podczas upału nudy nie ma

Właściwie plan był taki, że aktualnie mając urlop, miałam sie przeprowadzać, ale w oddziale ksiąg wieczystych coś tam jeszcze gdzieś tam, maklerka wychodzi z założenia, że w przyszłym tygodniu powinno się dopiąć, no to czekam na wezwanie do zapłaty i klucze. 

W sumie i lepiej,  że nie w te upały. Wczoraj było u nas 39 stopni na termometrze, dzisiaj też. Jednakże zrobiłam sobie wczoraj aktywniejszy dzień, bo rano na zakupy- z całą wsią, przyjemny chłodek w Lidl... tankowanie auta po zeszłotygodniowej podróży; u nas magicznym czasem jest przed 12 w południe, bo o tej godzinie ceny paliwa raz na dzień idą w górę, a taniej może być niezależnie od pory dnia czy nocy, tyle, że rzadko to się zdarza. Od 1 lipca kończy się rabat na paliwo, był przez 2 miesiące i nie będzie przedłużony.  Dlatego też tak szybko jeszcze zebrałam się do Fiony, jakby nie było, to jest tam i z powrotem prawie 500 kilometrów. 

Wczoraj tankowałam benzynę E5 po 1,85,9 ct, dziesiątka była o 4 ct taniej, diesel jest od jakiegoś czasu tańszy niż benzyna. 

Śniadanie, i już Mirka marudzi, że trzeba lecieć... jak ona to wytrzymuje w tym futrze, w wieku lat 15 +, jest dla mnie zagadką,  I hamuje ją nieco, więc cień, trawa, biorę jej wodę na spacer, bo rzeczki i strumyki w Zapfendorf wyschły, jedynie Main płynie dobie jak zwykle w kierunku Frankfurtu. 

Wczoraj po południu wybrałam się do biblioteki, przyniosłam sobie 4 książki, jedna o dzierganiu dla maluchów, dwie o turystyce w Górnej Frankonii, i co jest ciekawego do zobaczenia, a czwarta to kolejna autorki Ingrid Noll, którą uwielbiam. 

Przy okazji pogadałam z koleżanką pracową z działy serwisu na internie, bo ona też mol książkowy, uwielbia powieści historyczne i najchętniej bardzo grube książki. 

Zdecydowałam się póki co, przedłużyć abonament w bibliotece, co kilka tygodni odwiedzać nie będzie problemu, do tego jest tu przecież też Arleta. No i cieszę się już na listopadowe dzierganie wśród książek. 

Kulinarnie nie szaleje, gotuje pod wieczór, lekkie potrawy. Dzisiaj będzie zupa grochowo- fasolowa z własnych owych warzyw z ogródka. Groch wysechł w tym upale, namoczyłam i można używać. Fasolka szparagowa też dojrzewa, ogórki kwitną. Dzisiaj wieczorem ma być burzą, z pewnością po niej powietrze będzie jak w pralni. 

W piątek zrobiłam bowiem ten błąd, że za bardzo się oszczędzałam, poczynając od piwnego wstania, potem Siedzenie, czytanie, oglądanie. Siadło mi nieco krążenie, nogi spuchły, lekkie zawrotu głowy. Pomimo, że w piątek było z 3 stopnie mniej, tak więc, z rozumem, ale trzeba organizm wystawiać na działanie elementów atmosferycznych. 

Dziergam kolejny kocyk dla Fiony, ale to warte osobnego wpisu. Oglądam sobie przy tym na YouTube filmy. Dzisiaj nostalgicznie Konopielkę, a wczoraj Kronikę Wypadków Miłosnych, bo faktycznie znałam ten film jedynie ze słyszenia. Problem był taki, że nie ma go całego po polsku, tylko wycinki, a cały jest z rosyjskim lektorem. No to wzięłam to tak na klatę 😎 A przedwczoraj leciała Niemoralna Propozycja, ten film z 1993 roku, który jakoś nigdy do tej pory nie obejrzalam do końca, ale w końcu przedwczoraj. 

Bardzo wysokie temperatury skłoniły mnie do rezygnacji z udziału w ognisku świętojańskim w piątek we wsi, balangi nad jeziorem wieś dalej, i grilla w obozie uciekinierów; to był taki w sumie pożegnalny grill, bo z końcem lipca obóz będzie zamknięty, a kontenery odtransportowane. W planach było też muzeum Levi Straussa w Buttenheim, bo doszła nowa wystawa, ale jest ona do końca września, a tłuc się po autostradzie przy tych temperaturach, wolałam nie. Także chyba z tego powodu jest sporo wypadków, także rozkraczajace się na drodze pojazdy, normalka. 

Tak więc idę czytać w zacienionym salonie, po zachodzie słońca pójdę z Mirką na spacer.

Co poza tym? 

Myślę o tym wszystkim, o naszym rozstaniu, łatwe to dla mnie nie jest, bo ja nie jestem taka fiu będzie, i odmieniło mi się,  dla mnie była to poważna decyzja na całe życie, ale cóż, jak się nie dało. Nasze stosunki są poprawne, więcej respektu niż przed tą decyzją, normalnie obok siebie żyjemy, spędzamy dni, rozmawiamy. Do Tobiego dochodzi zasięg i znaczenie naszego wkrótce osobnego życia, i wczoraj nawet napomknął, że przecież nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Ja w żadnym przypadku nie tak, jak było od ponad roku, a rozmowa na temat nie była możliwa. W sumie zdziwiłam się wczoraj, że takie go jakby sentymenty dopadły, bo o uczuciach to nie jego temat od dłuższego czasu. No cóż, stało się, i się nie odstanie. 




2 komentarze:

  1. Cóż, ciezki temat Lucy, upały dają popalić, wczoraj byłam o 20 tej podlać kwiaty u siostry i połlitra malin zerwałam a spociłam się jakbym tonę węgla zwaliła.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Lucy, Lubię czytać Twoje posty!
    U nas dziś + 42 apogeum upału, jutro może będzie ciut lżej, ale tylko ciut. Burze w naszym rejonie będą nie wcześniej, jak we wtorek, środę. Do tego czasu jakoś trzeba wytrzymać.
    Staram się często wstawać, gdy coś robię na siedząco( bo też mam problemy takie jak Ty) pochodzić trochę. Wczoraj na spacer wyszłam po 23, ale ani gram wiatru. Po południu w mieszkaniu największy piekarnik. Wczoraj przeczytałam jedną krótką książkę , znalazłam niedokończony haft i się za niego wzięłam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń