28.6.26

10/ 26. Podczas upału nudy nie ma

Właściwie plan był taki, że aktualnie mając urlop, miałam sie przeprowadzać, ale w oddziale ksiąg wieczystych coś tam jeszcze gdzieś tam, maklerka wychodzi z założenia, że w przyszłym tygodniu powinno się dopiąć, no to czekam na wezwanie do zapłaty i klucze. 

W sumie i lepiej,  że nie w te upały. Wczoraj było u nas 39 stopni na termometrze, dzisiaj też. Jednakże zrobiłam sobie wczoraj aktywniejszy dzień, bo rano na zakupy- z całą wsią, przyjemny chłodek w Lidl... tankowanie auta po zeszłotygodniowej podróży; u nas magicznym czasem jest przed 12 w południe, bo o tej godzinie ceny paliwa raz na dzień idą w górę, a taniej może być niezależnie od pory dnia czy nocy, tyle, że rzadko to się zdarza. Od 1 lipca kończy się rabat na paliwo, był przez 2 miesiące i nie będzie przedłużony.  Dlatego też tak szybko jeszcze zebrałam się do Fiony, jakby nie było, to jest tam i z powrotem prawie 500 kilometrów. 

Wczoraj tankowałam benzynę E5 po 1,85,9 ct, dziesiątka była o 4 ct taniej, diesel jest od jakiegoś czasu tańszy niż benzyna. 

Śniadanie, i już Mirka marudzi, że trzeba lecieć... jak ona to wytrzymuje w tym futrze, w wieku lat 15 +, jest dla mnie zagadką,  I hamuje ją nieco, więc cień, trawa, biorę jej wodę na spacer, bo rzeczki i strumyki w Zapfendorf wyschły, jedynie Main płynie dobie jak zwykle w kierunku Frankfurtu. 

Wczoraj po południu wybrałam się do biblioteki, przyniosłam sobie 4 książki, jedna o dzierganiu dla maluchów, dwie o turystyce w Górnej Frankonii, i co jest ciekawego do zobaczenia, a czwarta to kolejna autorki Ingrid Noll, którą uwielbiam. 

Przy okazji pogadałam z koleżanką pracową z działy serwisu na internie, bo ona też mol książkowy, uwielbia powieści historyczne i najchętniej bardzo grube książki. 

Zdecydowałam się póki co, przedłużyć abonament w bibliotece, co kilka tygodni odwiedzać nie będzie problemu, do tego jest tu przecież też Arleta. No i cieszę się już na listopadowe dzierganie wśród książek. 

Kulinarnie nie szaleje, gotuje pod wieczór, lekkie potrawy. Dzisiaj będzie zupa grochowo- fasolowa z własnych owych warzyw z ogródka. Groch wysechł w tym upale, namoczyłam i można używać. Fasolka szparagowa też dojrzewa, ogórki kwitną. Dzisiaj wieczorem ma być burzą, z pewnością po niej powietrze będzie jak w pralni. 

W piątek zrobiłam bowiem ten błąd, że za bardzo się oszczędzałam, poczynając od piwnego wstania, potem Siedzenie, czytanie, oglądanie. Siadło mi nieco krążenie, nogi spuchły, lekkie zawrotu głowy. Pomimo, że w piątek było z 3 stopnie mniej, tak więc, z rozumem, ale trzeba organizm wystawiać na działanie elementów atmosferycznych. 

Dziergam kolejny kocyk dla Fiony, ale to warte osobnego wpisu. Oglądam sobie przy tym na YouTube filmy. Dzisiaj nostalgicznie Konopielkę, a wczoraj Kronikę Wypadków Miłosnych, bo faktycznie znałam ten film jedynie ze słyszenia. Problem był taki, że nie ma go całego po polsku, tylko wycinki, a cały jest z rosyjskim lektorem. No to wzięłam to tak na klatę 😎 A przedwczoraj leciała Niemoralna Propozycja, ten film z 1993 roku, który jakoś nigdy do tej pory nie obejrzalam do końca, ale w końcu przedwczoraj. 

Bardzo wysokie temperatury skłoniły mnie do rezygnacji z udziału w ognisku świętojańskim w piątek we wsi, balangi nad jeziorem wieś dalej, i grilla w obozie uciekinierów; to był taki w sumie pożegnalny grill, bo z końcem lipca obóz będzie zamknięty, a kontenery odtransportowane. W planach było też muzeum Levi Straussa w Buttenheim, bo doszła nowa wystawa, ale jest ona do końca września, a tłuc się po autostradzie przy tych temperaturach, wolałam nie. Także chyba z tego powodu jest sporo wypadków, także rozkraczajace się na drodze pojazdy, normalka. 

Tak więc idę czytać w zacienionym salonie, po zachodzie słońca pójdę z Mirką na spacer.

Co poza tym? 

Myślę o tym wszystkim, o naszym rozstaniu, łatwe to dla mnie nie jest, bo ja nie jestem taka fiu będzie, i odmieniło mi się,  dla mnie była to poważna decyzja na całe życie, ale cóż, jak się nie dało. Nasze stosunki są poprawne, więcej respektu niż przed tą decyzją, normalnie obok siebie żyjemy, spędzamy dni, rozmawiamy. Do Tobiego dochodzi zasięg i znaczenie naszego wkrótce osobnego życia, i wczoraj nawet napomknął, że przecież nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Ja w żadnym przypadku nie tak, jak było od ponad roku, a rozmowa na temat nie była możliwa. W sumie zdziwiłam się wczoraj, że takie go jakby sentymenty dopadły, bo o uczuciach to nie jego temat od dłuższego czasu. No cóż, stało się, i się nie odstanie. 




26 komentarzy:

  1. Cóż, ciezki temat Lucy, upały dają popalić, wczoraj byłam o 20 tej podlać kwiaty u siostry i połlitra malin zerwałam a spociłam się jakbym tonę węgla zwaliła.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niełatwy temat. Ja pojmuję wszystkie punkty, pozytywne jak i negatywne, ale to jest sytuacja, której muszę postawić czoła. Póki co, żyje nieco w zawieszeniu.
      Aktualnie u nas 37 stopni, a Ruda nóżkami przebiera, szalona 🐕

      Usuń
  2. Witaj Lucy, Lubię czytać Twoje posty!
    U nas dziś + 42 apogeum upału, jutro może będzie ciut lżej, ale tylko ciut. Burze w naszym rejonie będą nie wcześniej, jak we wtorek, środę. Do tego czasu jakoś trzeba wytrzymać.
    Staram się często wstawać, gdy coś robię na siedząco( bo też mam problemy takie jak Ty) pochodzić trochę. Wczoraj na spacer wyszłam po 23, ale ani gram wiatru. Po południu w mieszkaniu największy piekarnik. Wczoraj przeczytałam jedną krótką książkę , znalazłam niedokończony haft i się za niego wzięłam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 42, katastrofa moralną, tak to nazywam 😰 a gdzie mieszkasz, jaki rejon?
      Po zupie, notabene wyśmienitej, odpoczynek, czytanie, potem zwiekszona aktywność fizyczna w sensie psiowego dreptania, i będę dalej kocyk dziergać.
      Książki są niezawodnymi towarzyszami wielu dni.
      Pokażesz haft na blogu?

      Usuń
    2. Witaj Lucy, mieszkam 40 kilometrów od Łodzi, na północ, czyli w Centrum, ale to nie Mazowsze, a województwo łódzkie, historyczna kraina zwana Ziemią Łęczycką.
      Robisz kocyk, bo masz motywację.
      Ja zaczęłam niedawno robić" kwadraty babuni", ale odłożyłam, bo nie wiem czy kolory mi pasują. Czasem tak właśnie mam, że muszę coś odłożyć na potem i zabrać się do tego znowu za jakiś czas.
      O, książki, ja bardzo lubię, choć ostatnio miała mały przestój z czytaniem. Wyzbyłam się poczucia winy kiedy nie czytam. Po prostu, jak się więcej dzieje w realu, to i mniej czytam.
      Haft pokażę, jak skończę, a kiedy to będzie - trudno powiedzieć.
      Pozdrawiam Cię serdecznie. Pogłaszcz Mirkę ode mnie, a Fionę ucałuj!
      Dobrego tygodnia.

      Usuń
    3. Acha, dzięki, to już wiem mniej więcej, gdzie żyjesz 🙂
      ja z szydelkiem mam nieco pod górkę, niby umiem szydelkowac, ale bardzo opornie mi to idzie. Do kocyka mam motywację, że hej 😄 poza tym widzę, jak poprzedni jest naokoło w użytku i w praniu.
      Kwadraty babuni, kupiłam sobie taki zestaw z wytłumaczeniem, może w zimie zgłębię temat. Ostatnio zaczęłam kocyk z 10 oczek, na drutach, wedle youtube, zrobiłam początek, znaczy pierwsze 4 zakręty, popatrzyłam i sprułam. Wełna za cienka mi była, I bardzo mozolna praca przez to.
      Pozdrawiam serdecznie na północ od Łodzi 😊

      Usuń
    4. Skoro poprzedni kocyk jest w ciągłym użyciu, to znaczy, że jest dobry, ulubiony, a o to chodzi.
      Tak, czasami coś nam nie pasuje- a to wzór, a to wełna i trzeba pruć.
      Taki nasz los rękodzielniczek.
      O 2 w nocy u nas padało i w dzień trochę temperatura spadła. Ale potem znowu zrobiła się " parówka" Teraz będzie deszcz wieczorem i podobno gwałtowniejszy. Zobaczymy. To wszystko od Was do nas idzie. Hi, hi, hi.
      Pozdrawiam Lucy, serdecznie.

      Usuń
    5. U nas dzisiaj w nocy, nad ranem, była burzą, wszystkie okoliczne straże pożarne wyjechały, bo i piwnice pelne wody, I drzewa poprzewracało. U nas nieco mokro przed wyjściem z piwnicy, ale to inny temat.
      Prucie i dzierganie od nowa nie przeszkadza mi zbytnio, ot tak jest i już, zanim człek się uprze i dalej w czymś nietakim brnie, i potem tego z tego powodu nie lubi, to lepiej spruć i robić tak, żeby było do noszenia, ja czasami I raglan przy pachach już vedac, prałam i zaczynałam od nowa.
      Tak, ten malutki kocyk jest cały czas w użytku, moja synowa od początku lubi moje udziergi. Dlatego teraz ten większy, a poza tym, muszę sie ich spytać, jak ona i syn skarpetkowo stoją, bo ponad dwa lata nie mieliśmy kontaktu, I nie dziergałam w tym kierunku 😉

      Usuń
  3. Uwielbiam Der Hahn ist tot Ingrid Noll😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten był świetny, ja lubię szczególnie Die Apothekerin, ale w sumie wszystkie superanckie. Autorka ma szczególną fantazję.

      Usuń
  4. Dla wnuka tez zrobiłam kocyk, długo z niego korzystał , czasami latem synowa jeszcze go nakrywa w upały.
    Dziwnie tak zaczynać samej po tylu wspólnych latach, ale jak to mówią- rób to, co daje Ci spokój!
    U mnie na termometrze zaokiennym 52 stopnie, w mieszkaniu 30!
    Termometr od północy, ale teraz trochę na niego świeci zachodzące słońce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucieszyłam się tydzień temu widząc, jak ten pierwszy kocyk ode mnie jest w użytku, w poniedziałek pracy i dalej używany. Ale moja synowa już zawsze chętnie dostawała moje udziergi, czy to były skarpety, czy szale, ponczo. Ona z kolei ma talent do szycia, teraz tylko przeszywa i naprawia, jak widziałam, ale i bluzeczki sobie umiała wyczarować. Jak przyjadą tutaj, zaproponuje jej wyprawę do sklepu z wieeeeloma materiałami, niedaleko tutaj w Baunach.
      Reszta no cóż, aż tak długo że sobą nie byliśmy, ale... wciągnęłam się do takiego życia w dwójkę, a perspektywa starzenia się razem, bo co dwoje, to nie samotnie, była dla mnie prawidłowa. Do tego to wszystko właśnie tutaj, w tym domu. No cóż, wyszło inaczej.

      Usuń
    2. Jak synowa szyję, a mieszkają w Bawarii, to nie odbędzie się bez Dirndl - Mondbresal / Renate Schuster (reklama?) ma wykroje, i wytłumaczenie (dosłownie krok po kroku) jest dobre, nawet ja opanowałam

      Usuń
    3. Szycie zostawiam sobie na czas emerytalny, to już tylko 5½ roku 😃 póki co, szyję jako naprawa, coś skrócić, przeszyć, firanki i takie coś. W nowym mieszkaniu potrzebuje konkretny stół/ biurko, znaczy powierzchniowo. Synowa ma tę samą maszyne do szycia, znaczy ja moja kupiłam 6 lat temu wedle jej rady. Ostatnio tam u niej będąc, zobaczyłam, że ma też taką drugą malaoverlook.

      Usuń
  5. U mnie w piątek, godz. 18:15 - 41° było, okno od północy. Co do sentymentów T - moja mama powiedziałaby, że ma spóźniony zapłon 🤷🏼‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja mama to jeszcze pikuś, w porównaniu z Arletą, która na temat wchodząc, zaczęła sobie pod nosem coś tam z Wesela Wyspiańskiego recytować... 😉 zgadniesz, co?
      U nas powoli spada do 35, zaraz Rude na smycz czy pod pachę, odkąd schudła poniżej 10 kg, łatwiej 😎

      Usuń
    2. Nie zgadnę, za ciepło 🥵🥵🥵

      Usuń
    3. Miałeś chamie zloty róg...

      Usuń
    4. 🤦🏼‍♀️ faktycznie

      Usuń
    5. No cóż. Z miernym zainteresowaniem rejestruję powolna i jednak dosyć gwałtowna realizację faktu mojej decyzji, i jakie skutki uboczne będzie ona miała dla niego. Nie Schadenfreude, bo nie jestem czlowiekiem msciwym, atylko bardzo smutnym czasami, ale z tym złotym rogiem, to coś w tym jest.

      Usuń
  6. Podziwiam, bo mnie od tego upału nic się nie chce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten problem miałam w piątek i faktycznie padłam na nos. Trochę ruchu i zajęcia nawet w takie upalne dni pomaga i hartuje. Nie szaleje, bo nie dam rady. Lekkie gotowanie, coś tam odkurzyć, pościerać, dzięki niebiosom są pralki i maszyny do mycia garów, bez nich faktycznie byłaby klapa 😅 pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  7. Trzymam palce cały czas. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Odżyjesz w tym nowym mieszkaniu. Gackowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet mi się nie chce już coś robić. Wystarczająco się nad problemem napracowalam, ale właśnie sama. Aktualnie czekam na gong i klucz. Reszta

      Usuń
  8. Melduję, że dalej czytam. Dziękuję za taką możliwość.

    OdpowiedzUsuń