Byłam też u Tobiego, po drodze z Lichtenfels, gdzie rano miałam termin u lekarza.
Tak więc, dom pomalowany na żółto, podmurówka jasna, szara, z zielonymi żaluzjami ładnie to wygląda.
Tobi będzie po wszystkim czyścił okna i prał firanki, tak mi oznajmił. No trzeba po takiej akcji, ja go nie za bardzo w tym widzę, ale może niedoceniam. To wysokie na ponad 2 metry i długie na 5 okno i drzwi na taras nie trzeba mu zazdrościć, ostatnio wisiałam na nim w lutym, plus na całej wysokości i szerokości są dwie ogromne firany, które trzeba prasować... a Tobi musi mieć firany, nie ma dyskusji, aby cokolwiek zredukować na mniej, mniejsze czy wcale. Ale roboty z tym już nie docenia.
No trudno, lubi się, jak się ma. Ja jakieś drobinki sobie dla optyki zawieszę, potem, muszę przeprasowac.
Deski do prasowania bardzo mi brakowało, ale już jest.
Dywan nabyłam w wyprzedaży taki na już I śmieszna cena, za to milutki. Póki co, starczy, na spokojnie rozejrze się za czymś konkretnym, wełnianym. Póki co, Mirka i Fiona mogą bezstresowo używać. A i wyciszył nieco pokój.
Wczoraj dosyć późno wpadła znowu Arleta, bardzo cieszę się na takie odwiedziny, nakarmiłam, poleżała, omerdala stopami w miekkim dywanie, pogadałyśmy, coś jej wydrukowałam, i pojechała o północy. Z Tobim nie do pomyślenia.
No ale powracając do Zapfendorf, oddałam Tobiemu klucze i przypomniałam mu, że sąsiadka Hermine ma jeszcze jeden klucz, przez garaż i piwnicę dwoje drzwi. Bo już nie wiedział.
Z rozmowy wywnioskowałam, że żyje w swoim świecie appek na fotowoltaikę, produkcję i zużycie prądu, połączył wszystko jakoś z ogrzewaniem, pompą cieplną na wodę, a cała centrala tego jest w moim starym biurze z dwoma monitorami, poza tym appka jak go nie ma w domu. Bo faktycznie bywał wieczorami gdzieś, z sąsiadem, z malarzem, tak mi opowiedział. Poza tym, sądząc po liczbie nowych kartonów przed drzwiami do piwnicy, nadal zamawia książki, modele, jak ja byłam, akurat listonosz model jakiejś Cessny przyniósł. Będzie wisieć na nitce nad koleją na strychu. Kiedyś.
Zbieractwo więc trwa.
Posiedzieliśmy przy kawie- przywiozłam babkę, posiedzieliśmy przed telewizorem znaczy youtube na temat kopalń/ inne jego hobby, ma nawet nowy, nieużywany mundurek do zjazdu, z pasem, hełmem, lampą, wala się po piwnicy...
Zapytał, czy ostrzyglabym go, to zrobiłam, stwierdzając, że łazienka od tygodnia leży odłogiem no i tak wygląda. A to taka fajna, duża, wygodna, nieco staroświecka łazienka, lubiłam ją, już przez same dwie umywalki.
Było, minęło.
Ale faktycznie życzę mu wszystkiego dobrego, I żeby sobie dobrze radził. Niestety nie docenił jakoś mojej pracy i czasu włożonego także i w ten dom.
Wczoraj odmeldowalam w Zapfendorf podatek od Mirki, dzisiaj zameldowałam ją w Memmelsdorf.
To zdjęcie jest wczorajsze, ma bowiem plakietkę podatkową jeszcze z Zapfendorf.
Teraz lecę na zakupy, bo weekend sie zaczyna, I nie chce dopiero jutro w najwiekszy tłum. Po południu wywiozę jeszcze kartony i styropiany z piwnicy, jako symbol zakończonej przeprowadzki.




Piękne zakończenie przeprowadzki , moj brat też sam, sprząta i gotuje, robi wszystko i piecze też, jedynie okien nie myje, przychodzi pani.A drugi brat został 5.08 wdowcem więc chyba pojadę na pogrzeb do Niemiec, nie jest łatwo.
OdpowiedzUsuń