Nie mam pojęcia, jak często jest używana, do kliniki w Bamberg jest tylko kilka kilometrów, ale dojazd w sumie głupi, bo trzeba się tłuc miejskimi obwodnicami; Klinikum Bamberg z jakichś powodów nie ma bezpośredniego dojazdu czy wręcz zjazdu z autostrady, ta jest za daleko.
Moje małe centrum handlowe, do którego mam piechotą kilka minut, jeśli idę bez Mirki, okazuje się być w soboty rano punktem, gdzie można spotkać wielu ludzi. Dzisiaj w przeciągu kilku minut natknęłam się na sąsiadkę i dwie koleżanki z pracy. Jedna siedziała z mężem w aucie i oboje wcinali bułki z Leberkäse. Sprzedaje je miejscowy masarz w każdą sobotę rano, i masa ludzi przyjeżdża na zakupy do jego sklepiku i takze po te Leberkäsbrödla. Muszę i ja wypróbować, ale to dopiero za 3 tygodnie, gdyż w Bawarii wakacje dopiero na półmetku, i masarza od poniedziałku ma urlop.
Ogólnie podczas jakichkolwiek ferii zamiera sporo życia publicznego w tym kraju związkowym.
W sobotę doszedł odtwarzacz DVD, podłączyłam, śmiga, więc jakby mi się nudziło, kino jest.
Po podłączeniu sprzętu wybrałam się w kierunku Oberhaid, do Gundi i Ambrosa. Była kawa, ciacho- zabrałam ze sobą drożdżowe że śliwkami, na szybko upieczone w nocy z piątku na sobotę- Gundi serwowała gruszkowe z kremem, pycha, poza tym razem podziergałyśmy, obejrzeliśmy zdjęcia z ostatniego ich pobytu w USA- Gundi i Ambros mają mały domek w Montanie- Ambros umilił nam wieczór grą na fletach, zjedliśmy też razem kolację, i oczywiście był temat mojego odejścia od Tobiego. Gundi stwierdziła, że zna Tobiego na wylot, mieszkał u niej kilka miesięcy podczas studio, jak się poprztykał z rodzicami, i wyrazila zdumienie, że ja tyle dałam rady wytrzymać jego humorów i nie oszalałam z tego wszystkiego. Widocznie byłam mu za silną i samodzielną kobietą, stwierdziła. Na koniec obdarowała mnie wełną mojego wyboru, słoiczkami z cudami na kiju jak na przykład żelem z magnolii, bzu, marmelada, nalewkami i likierami w małych buteleczkach, wszystko własnej roboty. Tak więc będziemy nadal się kolegować, niezależnie od Tobiego, Gundi jest ciekawa mojego mieszkania i wpadnie wkrótce z wizytą. Mieszkamy od siebie mniej więcej kwadrans drogi autostradą.
Niedziela z gatunku leniwych. Zbudziłam się rano krotko po wpół do ósmej, Mirka jeszcze wzdychała w swoim wyrku, to ukradkiem zaczęłam czytać książkę, tak, żeby ona nie zobaczyła. Po pół godzinie stwór się zorientował, ucieszył, zerwał i szczeknął, więc wstawanie, żarełko dla Mirki, zebrałyśmy się na dłuższy spacer do Drosendorf.
W Drosendorf przy przystanku autobusowym odkryłam maciupką szafę na książki,
z której się obsłużyłam. Przy okazji wiem, gdzie zanieść Moje książki, które chce podać dalej. Dzisiaj zwiedzę resztę własnej wsi, jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby nie było tutaj takiej szafy. Thea wynosi swoje przeczytane Reader's Digest do apteki.
Po spacerze moje własne śniadanie, opulentne, nawet z jajkami na miękko, bo ostatnio nabyłam jajowar. Konsumpcja przy dźwiękach fletu Ambrosa, bo CD od niego samego też dostałam 😀
Po śniadaniu czas na lekturę promocji od jutra, właściwie wszystko mam, włącznie z jedzeniem, ale przejrzeć mus.
Dziergam sweterek dla Fiony, od Gundi dostałam przędzę, to wymysli się coś do wózka na zimę.
I książki, książki, książki... będę więcej czytać.
Po południu wyprawa do pałacowego parku. Ode mnie piechotą jest to nieco ponad pół godziny.
W sezonie letnim co godzinę włączają kaskadę. Wodne zabawy pierwszy raz odbyły się w roku 1771, po 180 latach użytkowania i odstawienia na bok wyremontowano je w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, i są one faktycznie magnetem turystycznym. Sam pałac, wybudowany w końcu 18 wieku był biskupi, w swoim czasie letnia rezydencja przed torami miasta, ocieka barokiem, w środku jeszcze nie byłam, bo na tę wyprawę muszę iść beż Mirki. Wnętrze rokokowe, jak i ogrody, ponad 20 hektarów. Dzisiaj w pałacu mieści się zarząd pałaców i zamków w Bawarii.




















Jejku, co za aktywny weekend i bogaty w dobre wydarzenia. Poniekad dzieki spacerow z pieskiem odkrywasz ciekawostki swej nowej okolicy. Ta okolica wydaje mi sie przyjemna i ciekawa wiec w polaczeniu z udanym mieszkaniem zrobilas dobry krok zamieszkujac w tym miejscu.
OdpowiedzUsuńTak, okolica jest wspaniałą i chętnie będę chyba odwiedzana, bo sam Bamberg to już jest coś, jako dziedzictwo UNESCO.
UsuńUrocze są te niemieckie wtrącenia, jakoś u Ciebie nie tylko nie rażą, ale fajnie wyglądają. Marmelade😋
OdpowiedzUsuńMarmOlada chyba się mówiło i pisało, znam to określenie jeszcze z Polski 🙃 przy czym dżem i marmoladą to dwie różne sprawy.
UsuńPiękny weekend, szacun dla Gundi za szczerość, dobra z niej kobieta Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńGundi jest naprawdw szczególną babeczką, lubimy się.
UsuńŚwietnie spędzony czas! Urozmaicenie w w każdym względzie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z Karkonoszy!
Odpozdrawiam serdecznie, w Karkonoszach byliśmy .zeszłego roku latem, piękna okolica i te zamki... wam pięknego urlopu życzę.
UsuńW samych Karkonoszach nie tak wiele, na Dolnym Śląsku za to na pewno!
UsuńTo fakt, ale niedaleko ☺️
UsuńJuż miałam pytać czy do ogrodów pałacowych poszłaś z Mircią, ale widzę że tak. Na pokoje nie wpuszczą, ale ogrody zwiedzić pozwolą. Fajnie:-)
OdpowiedzUsuńNie no, na tyle hektarów do obsoacerowania Mirką musowo. Jak wracałyśmy do domu, chciała jeszcze do wsi Drosendorf, ale jej odmówiłam, bo nie wiem jak ona, ale ja zmęczona byłam 😅
UsuńI coraz bardziej mi się Twoje życie codzienno- niedzielne podoba. I jest ciekawie i towarzysko i oraktyczno- artystycznie 😃 . Buziaki Lucia
OdpowiedzUsuń