27.8.26

36/ 26. Absorbujacy tydzień

Był babski wieczorek, taki, jak się należy. We wtorek po południu zawitała Arleta, na pokładzie miała kurze skrzydełka i sałatkę coleslaw, także maseczki nawilżająco- upiększające i nożyczki do podetnięcia mi nieco włosów. Nie mam tutaj bowiem jeszcze fryzjera, i w odróżnieniu od Dolnej Saksonii nie ma tutaj możliwości spontanicznego ścięcia włosów, trzeba sobie zrobić termin, ten też nie jest szybko, no cóż. W Zapfendorf chodziłam regularnie do salonu Gerdy, i wychodząc, dostawałam następny termin; faktycznie u niej czekało się 2- 3 tygodnie, chyba, że ktoś odpadł i wtedy bardzo spontanicznie dzwoniła. Muszę się rozpatrzeć i popytać, kto, co i za ile strzyżenie. Po covidzie ceny za uslugi fryzjerskie poszybowały w górę, bo wtedy było obowiązkowe mycie włosów. Teraz nie myją jak nie trzeba, ale ceny sie utrzymały. Moje w sumie proste postrzyżyny to wydatek rzędu 50 euro- kiedyś maksymalnie 30-  więc wczoraj baaardzo zaoszczędziłam,  a Arleta to ma opanowane, jak i robienie paznokci i usuwanie brodawek. 

Reszta wieczoru minęła nam na oglądaniu starych filmów. MAGNETOWID jest wspaniały. 

Po północy poszłyśmy spać, ona miała się wyspać, ja z samego rana wskoczyłam w auto I zawiozłam je do warsztatu z powodu jednej małej usterki. Wróciłam piechotą z Mirką, która po drodze wszystko załatwiła, a ja kupiłam bułki, tak więc opulentne śniadanie, kawa, pogaduchy. Potem moje auto było gotowe, więc Arleta podrzuciła mnie do warsztatu, po czym pojechała w kierunku Bamberg. 

Bylam na dluzszym spacerze we wsi, obejrzeć jej drugi, górzysty koniec. Nazywa sie Przy Wysokim Krzyżu. Oto i on. 

Przy niej najdłuższa ulica Ringstrasse, też dosyć wysoko położona, odkryłam piękny plac zabaw i drugiego dentystę, a wracając do domu, ośrodek pielęgnacyjny, przy nim jest też zaopiekowane mieszkanie, taki mały "blok". 

Z samej góry Ringstraße widok na pałac Seehof, wszystkie cztery wieżyczki. 

Ogólnie częściami nobliwa ulica,  jednakże nad niektóra architektura bardzo się zadumałam, co to i po co tak. 

Leśne wyprawy z Mirką. Ta staruszka jest niezmęczalna, pognałam przez las do drugiej wsi, znaczy Drosendorf, i z powrotem, po drodze zajrzałam do szafy z książkami i uzupełniłam nieco mój jesienny bukiet. 

Wczorajszy dyżur nocny trafił mi się na chirurgii, gdzie z powodu malowania geriatrii leżą też pacjenci geriatryczni. Było szałowo, tych moich paru chirurgicznych a reszta geriatrycznych pacjentów chyba w ogóle nie spała tej nocy, dzwonki o wszystko i nic, do tego rozkładanie leków z innej szafki, z innym systemem ich sortowania, kosztowało mnie przy 19 pacjentach bite 2 godziny. Wyszłam z pracy punktualnie, auto miałam przez noc praktycznie przed wejściem, odpalam, jadę powoli z parkingu, a auto coś mi szybciej nie chce jechać, co za czort? Pali się lampka EPC. No nieciekawie. Zgasiłam, odpaliłam jeszcze raz, nic nie zniknęło magicznie, to powolutku sobie jadę i mam nadzieję, że te 8 km dojadę. Pod górkę w Straßgiech na dwójce 😰 i myślę sobie, nie ma sensu jechać do domu, a szczególnie do podziemnego garażu wjeżdżać i stamtąd do warsztatu, bo jak mi się tam podziemnie rozkraczy, to kto mi to auto z tamtej ciasnoty wyciągnie?  Krótko przed 7 rano, warsztat otwiera o ósmej, dojechałam tam, postawiłam auto przed bramą, i lecę na nogach do domu i po Mirkę. Trochę tej trasy jest, bo to inny koniec wioski. 

Majster podjechał i zrobil duże oczy, co znowu z moim autem, wziął pod komputer, okazało się, że jakaś klapka, od przepustnicy ma feler, zamówił nową,  po południu mogłam odebrać auto, nawet mi przez myjnię przepuścił. Kosztowało oczywiście nieco, ja i tak mam wrażenie, że ostatnio robię na auto, Mirkę i urzędy plus podatki. Z mojej pensji idzie w tym miesiącu 1100€ na "socjalne" plus podatek od dochodu. No ale co zrobisz, jak tak jest. Dobrze, że mi auto znowu jeździ, bo już się martwiłam, co będzie w niedzielę, jak ja do pracy dojadę. 

A tu- i to wszystko na temat, bo Arleta taka jest: 

Audi jest jej syna, który akurat kuruje się psychosomatycznie. 

Ale co się strachu najadłam, to moje. I to po dyżurze nocnym. A miało być tak fajnie, do domu, z Mirką pobiegać, potem obie spać, wstać, coś fajnego ugotować, schabowe miałam w planie. Skończyło się na kluseczkach na patelni i rukoli.

 Potrzebuję koniecznie roweru, żeby faktycznie w razie czego do pracy popedałować, ścieżka rowerowa jest, dawna trasa kolejowa wzdłuż drogi. Niestety autobus byłby z przesiadką i w niepasujących do dyżuru porach. 

Ale mimo tego, spokojnie. Nie brakowało mi w tym wszystkim wydziwiajacego Tobiego. On ma taki sprzęt pomiarowy, że wyczyta błąd w aucie, ale na tym się kończy, i bez tego zachodu i prób nie wiadomo czego, pojechałam do tego warsztatu i sprawa załatwiona.

Teraz sobie siedzę, piszę, czytam, będę dziergać, potem pobiegam z Mirką, po południu było faktycznie 32 stopnie. Doszedł mój stół na balkon, świetnie, jak ciotka i kuzynka przyjadą, będą tam wysiadywać i popalać sobie, o ile jeszcze czy znowu palą, bo mają też takie niby zdrowotne abstynencje.  

Tę beczkę dostałam na życzenie od syna i mam w niej żółty worek na plastikowe odpady. On przywiózł te pojemniki jeszcze z Burglengenfeld, niebieska pokrywa na makulaturę, a żółta właśnie na żółty worek, on to ma w spiżarce ustawione, a jako że ja spiżarki nie mam, postawiłam na balkonie, bo w kuchni nie chciałam 😁

No nic, zaczynam miłą część wieczoru po tym dzikim dniu. Arleta ogarnia dzisiaj domowe biuro, jutro urzędy, a w sobotę najprawdopodobniej jedziemy do Buttenheim, do muzeum Levi Straussa, tego od jeansów, bo mają tam do końca września specjalną wystawę. 

A jeszcze we wtorek byłam u optyka i zamówiłam sobie nowe okulary. Z powodu odpustu mają bowiem promocję na szkła. Tak, FrauBe, tutaj odpust to jest co tydzień w kilku miejscowosciach na raz, a co roku wychodzi kalendarz wszystkich tutejszych odpustów, znaczy dookoła Bamberg: 



15 komentarzy:

  1. Aktywna jesteś, wioska jest sliczna a Arleta to super przyjaciółka, balkonik powoli się urządza, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, niesamowite, że tak przypadkiem się spotkałyśmy.

      Usuń
  2. Magnetowid? Omg. Wieki nic na nim nie oglądałam, aż jestem ciekawa czy działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dwa, oba śmigają, niesprzedawalne 😁dzisiaj wieczór z Louis de Funes.

      Usuń
  3. Zagladam, czytam, kibicuje. Tylko tak jak lato mi sie dluzylo, tak teraz na kocowce chce zrobic wszystko naraz :P Porzadki w domu, porzadki w pracy, przygotowac sie na urlop, pozalatwiac mase malych i duzych spraw :P No i calkiem uwolnilam sie od eksa oraz mysle o nim z niechecia, zatem nie bedzie juz zadnych powrotow, przeciagania, szans itd.
    Zauwazam, ze jak juz sie przeprowadzilas, cisnienie opadlo to i komentarzy ciut mniej, ale nadal sa. Zaraz minie mc na swoim :) idealnie zycie sobie ulozylas :) i chyba tak dlugo czekalas na poprawe u T, az mialas go calkiem dosc i zrobilas wszystko zeby ulozyc sobie lepsze zycie, sama.
    Wnusia juz jest spora, choc malutka. Ani sie obejrzysz bedzie chodzic i gadac :)
    Z autem - oby o nie byla to zapowiedz klopotow i koniecznosci wymiany na nowsze. Ale moze mechanik je zaczaruje i spokojnie pojezdzi jeszcze. Po ostatnich wydatkach mysle, ze wymiana auta teraz bylaby moze problematyczna.
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zapanował w moim życiu taki spokój. Żebym jeszcze tylko nie musiała pracować, byłoby idealnie 😃 mo ale trzeba. 6 lat przede mną jeszcze.
      Co do auta, ma zaraz 12 lat, ale Nico, znaczy mechanik powiedział, że jest ono ok, sprawne, nie będzie problemu z przeglądem technicznym i otrzymaniem plakietki, a ta klapa od przepustnicy (Arleta mnie nauczyła tego slowa) to normalną usterka i nie mam się martwić. Tylko zapłacić 😅

      Usuń
  4. Bardzo aktywne dni... i doskonale sobie poradziłaś.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo żem baba, i wiele rzeczy mnie czasami przerasta, daje sobie radę i to mnie cieszy. Nie mysze wszystkiego umieć bądź wiedzieć, to i tak jest niemożliwe, ale wiem, gdzie i jak wołać o pomoc. Ważne, żeby z ludźmi żyć, a reszta sama się ułoży. Pozdrawiam serdecznie na drugi koniec świata 😎

      Usuń
  5. Ale balkonik, zazdroszczę.
    Aż sprawdziłam, co to opulentne, nie znałam słowa:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takich i innych słowach poznaje się, że niby mówię po polsku, ale coś nie tentego do końca pasuje 🙃 moj polski byl dlugo ta mowa z lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych ubieglego wieku, i podlug lektor szkolnych typu Pan Tadeusz. Odkad jest mozliwa komunikacja i ogolnie internet, poprawilam sie, czasami jak nie uważam, wyrwie mi się Libanon czy tabernakel. I byłam dosyć długo przekonana, że tastatura to po polsku przecież jest, a to klawiatura 👍

      Usuń
    2. Tak, balkon mam konkretny, na całej szerokości okna w salonie. Arleta ma ciekawszy, bo z wybrzuszeniem pośrodku, przez to szerszy, można leżak w poprzek ustawić. Z balkonami to tutaj jednak mają. Są też małe w mieszkaniach, ale to raczej rzadkie zjawisko.

      Usuń
  6. Mieszkasz we fajnej okolicy bo oprocz zaplecza handlowego i mieszkalnego masz duzo terenow spacerowych co dla pieska napewno jest atrakcja.
    Twe opisy mowia mi ze jestes w nowe miejsce wkorzeniona na dobre a takze zadowolona co najwazniejsze.
    Na ogol z fryzjerkami czy manikurzystkami trzeba sie umawiac choc nie brak miejsc oznajmiajacych ze biora od reki. Mam stala fryzjerke a potrzebna mi jedynie do strzyzenia co robie co 3 tygodnie, nie zadam zadnych innych zabiegow bo wlosy sama sobie farbuje w domu, podciecie trwa moze 10 minut a kosztuje 50 $ i do tego jescze trzeba dac napiwek.
    Zazdroszcze Ci naprawionego auta - moje nie wymaga reperacji tylko zmiany oleju i innych plynow, takze chce by mi sprawdzono opony czy nie sa wytarte. Mam rowniez wziac Belle do weterynarza na kontrolne badania i choc to nie duza robota to mozolna bo ona gdy widzi torbe to mi sie chowa pod lozko i dlugo mi schodzi zanim ja stamtad wygrzebie a czesto mnie przy tym podrapie do krwi.
    Niby nie pracuje bedac emerytka a niemal codziennie cos do roboty oprocz rutynowych domowych zajec.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, terenów do spacerów z psem czy ścieżek rowerowych jest tu dużo. A ja nie że muszę, ale lubię się ruszać, więc pasuje.
      Zakorzeniam się tutaj, chcę tego. To teraz moje miejsce na ziemi.
      Poprzedni wet jest nieco daleko, bo pod Bad Staffelstein, ale w miasteczku gdzie pracuje, jest też jeden, I nawet dyżuruje, jak wyczytałam w regularnych miejscowych wiadomościach. Jesienią do niego zapukam z Mirką, względem szczepień.
      U mnie czekają okna i szafki kuchenne znaczy góry na wyczyszczenie, ale się nie stresuje, bieżący porządek mam i trzymam, to zresztą teraz żadna sztuka 😎 małe gospodarstwo domowe i nie za dużo rzeczy to jednak ułatwia życie.
      Pozdrawiam serdecznie na inny koniec świata 😎

      Usuń
  7. Matko cudowna, tylu odpustów to ja w życiu nie widziałam! 😅
    Mój "osiołek", jak nazywam samochód, ma 22 lata. Jeździ, przechodzi badania techniczne, ale i tak co chwilę coś wyskakuje. Mój stary, poczciwy osiołek... Nie stać mnie na nowe auto. Serwis mam, na szczęście niedaleko, podobnie pracę - 45 minut piechotką dla zdrowia i urody. Nie mam z tym problemu bo właściwie to lubię chodzić, byle po płaskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakby co, to przecież mam komunikację miejską, wsiadam i jadę 🚌.

      Usuń