Wczoraj urządziłam sobie gospodarcze przedpołudnie, wyczyściłam okna w sypialni, biurze, łazience i kuchni. Łącznie z czyszczeniem za siatkami na owady. Moja poprzedniczka założyła różne siatki w różny sposób na te okna, a raczej za nie. Z bungalow byłam przyzwyczajona do siatek na ramie, wyciągało się te ramę, odkurzał, czy myło w wannie. Tutaj są przyklejone, albo na rzepy, albo na metalowe guziczki, które są przyklejone do ramy. Rozgryzłam system, nic nie rujnując, bo pierwszej młodości te siatki nie są, ale są, i niech póki co, sobie będą.
Do umycia mam jeszcze duże okno i drzwi balkonowe w salonie, to zrobię któregoś ranka, bo jest to od zachodniej strony.
W kuchni przy okazji umyłam górne szafki, bo były obligatoryjnie zakurzone plus tłuszcz na nich się zbierający, a nie lubię tego bardzo. Tę robotę funduję sobie zwykle dwa razy w roku, gotuję prawie codziennie, lecz nie długo i skomplikowanie, piekę rzadko, ale jednak się na tych szafkach zbiera.
Ogólnie te moje 70 hektarów, jak je nazywam, mam dobrze pod kontrolą, i to nie przemęczając się. Świetne uczucie. Wychodzę z domu i wiem, że zastanę go po powrocie tak samo, jak go pozostawiłam, dojdzie jedynie trochę psich kłaczków na podłodze.
Wczoraj dałam namówić się na wieczorne wyjście do włoskiej restauracji w Bamberg, w centrum miasta, po kolacji jeszcze lody przy moście łańcuchowym. Znajomy chciał spotkać znajomych, małżeństwo z Burgerbrach, i nie chciał iść sam.
I co wam powiem, Bamberg wieczorową porą i oświetlony jest też piękny. Sama nie odważyłabym się z oczywistych powodów, wędrować po starówce i bulwarach, poczynając od garażu podziemnego, ale w towarzystwie dwóch postawnych, atletycznych mężczyzn, po prostu napawałam się byciem tam i niczego się nie obawiając, przy takich bodyguardach. Jakby co do czego, z moim miernym wzrostem zmieściłabym się Karstenowi pod pachę, a on chodzi regularnie na siłownię, tak więc. Postaram się namówić go na wyprawę do kina na Luitpoldstrasse, jest to jedna z głównych ulic miasta i niestety zwana Małym Aleppo. Nie jest tam zbyt bezpiecznie, chadzałam tam do tej pory tylko z samego rana, Barbershop przy Barbershop, przetykane kebabami, Western Union i arabskimi supermarketami, ponuro patrzący brodaci mężczyźni i zachustowane po kostki kobiety, nierzadko w nikabach, każda z wianuszkiem dzieci. I tam właśnie jest Odeon, i tam lecą najnowsze filmy...
Dzisiaj przed południem wybrałam się z Mirką piechotą do kolejnej wsi, Weichendorf. Zdążyłyśmy przed mżawką, a po drodze posluchalismy nieco niedzielnego jazzu na starym dworcu. A oto kaplica w Weichendorf.









Hektary 😆
OdpowiedzUsuńAno 😃 znasz przecież też, Liebe vergeht, Hektar besteht 😉
Usuń😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂
UsuńJa umyłam niedawno, ale ciągle pada i znów brudne.
OdpowiedzUsuńDefibrylatory są u nas przy każdej szkole, przedszkolu , przy urzędach, przychodniach.
Z ciekawosci zapytam, kto opiekuje sie tymi defibrylatorami?
UsuńMoje salonowo- balkonowe okno zostawiam sobie na wolniejszy czas, już sam parapet zwolnić, odkurzyć, znowu na nim wszystko ustawić, to taka mała robota.
Ale cieszę się z wyszorowania kuchennych szafek.
Pozwolisz, że odpowiem jak u nas. U mnie na naszej małej wiosce defibrylator jest koło straży pożarnej, ochotniczej zresztą i jest wyznaczony strażak, żeby sprawdzał co kilka dni, czy urządzenie jest aktywne. W mojej pracy zajmował się tym inspektor BHP z firmy. Chyba jest tak, że pilnuje ten, czyj jest obiekt.
UsuńTo byłoby idealnym rozwiązaniem, przy czym sprzęt należy regularnie sprawdzać, a tego strażak czy dyrektor raczej nie zrobi. Bo przynajmniej w Niemczech jest ten lekki problem, entuzjastycznie się instaluje i nie myślę dalej.
UsuńNie wiem kto u nas się opiekuje...
UsuńLubię takie surowe kaplice/ kościoły. Czuje się w nich rodzaj pokory, prawdziwego a nie pompowanego uduchowienia.
OdpowiedzUsuńNie oznacza to, że nie podobają mi się piękne i bogate zdobienia innych kościołów, ale tam oszołamia bogactwo i przepych. To bardziej sakralne muzea niż domy modlitwy.
U nas prawie czy właściwie muzeum jest bazylika 14 Świętych koło Bad Staffelstein. Ocierający złotem barok.
UsuńMnie też się podoba biel ścian i drewno, bez przepychu i złoconego szaleństwa. które zresztą kłóci się z tym, co założyciel chrześcijaństwa głosił. On nie mówił, że "złoty a skromny"...
OdpowiedzUsuńNarobiłaś się, ale za to jakie zadowolenie jest po takiej robocie. Najchętniej po takiej akcji nic bym nie robiła i nie ruszała, żeby jak najdłużej tak zostało 😀
Balkonowe okno umyłam a resztę nie bo leję akurat na tą stronę, piekny kościółek, takie maleństwa mają swój urok Towarzysko też leci więc jest ok.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa jutro raczej nie umyje, bo po 11.30 jadę do dentysty, a z samego rana to i tylko 5 stopni bywa.
UsuńKościółek faktycznie minimalistyczny, musiał podczas wojny ucierpieć.
A to i nie za bardzo się ruszam, Anko, ot tyle co z Mirką, bo ona za pańci okna i inne roboty nic nie może przecież, a polatać lubi 😄
OdpowiedzUsuńZłoty a skromny, tak, wiem, do tego jeszcze auto od bezdomnego 😉
We wsi jest kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, kiedyś wnętrze obfite, plus te "złote lalki" na murze, jak nazywa je Arleta. Robi to wszystko wrażenie.
Rzeczywiście hektary jak dla mnie. Bo ja mam 52 M2 na nas dwie.
OdpowiedzUsuńAle dajemy radę. ❤️
Widzę, że życie masz już oklepane i tak trzymaj. Buziaki Lucia
Pewnie, ze dacie obie radę Faktycznie, kazda ma swoj teren. mieszkam trochę jakby luksusowo 😉 używam głównie 2 pokoi, do trzeciego zachodzę po lektury.
UsuńStaram się zagospodarowac przestrzeń przytulnie, ale nie przebodźcować. Zresztą niewiele dobytku zostało z mojej chatki w Dolnej Saksonii, ale syn stwierdził, że jest jeszcze sporo, I go to cieszy.
Najważniejsze, że dobrze się tu czuję, w mieszkaniu jak i we wsi.
Życie powoli oklepane, towarzysko się dzieje i dobrze tak.
Pozdrawiam spod nieumytego okna balkonowego 😘