Fiona przesypia już po pół nocy, czasami do wczesnego rana. W druga noc o drugiel obudziły nas syreny, wyjeżdżała straż pożarna, prawdopodobnie na autostradę.
Wyhustalulismy i wybawiliśmy się też na kocyku, bo fiona lubi leżeć i żeby nad nią się pochylać. Zdążyłam dokończyć drugi kocyk, taki sam jak ten pierwszy, ale dwa razy większy.
Niestety nie zdążyłam zmierzyć.
A tutaj mały na dużym, dla porównania. Bo to było tak: zobaczyłam tę wełnę w sklepie, duży motek miał starczyć na kocyk, ale jakoś nie uwierzyłam, i wzięłam dwa. Oczywiście wełny starczyło, I został mi się ten drugi motek. Co robić. Teoretycznie mogłam oddać, ale bon mi się zawieruszył, więc pomyślałam o wydzierganiu czegoś z tej naprawdę miłej wełenki. Będąc znowu w sklepie, wzięłam jeszcze jeden motek, bo postanowiłam jednak wydziergać drugi, większy pled. I tak też zrobiłam.
Na zimę do wózka w sam raz, można dokładniej otulić bobasa, bądź złożyć podwójnie.
A teraz porwałam się jak z motyką na słońce i dziergam dla Fiony sweterek- kaftaniki, rozpinany z przodu, i jako raglan od góry. Raz już sprulam rozliczenie, rękawki za waskie mi się wydawaly, a rączyny to ona ma.
Znalazłam chyba warsztat samochodowy mojego zaufania, na drugim końcu wsi, niedaleko pałacu. Zawsze jest mi ważne, aby lekarz i warsztat, także apteka, były osiągalne na piechotę, czyli na miejscu. W połowie wsi jest duży gabinet lekarski, trzech lekarzy, I też tam zapukam. Z mojej lekarki w Zapfendorf byłam bardzo zadowolona, ale to teraz 18 km autostradą, i nie widzi mi się jechać np z przeziębieniem i gorączką.
Dzisiaj popołudniowy dyżur na internie, gdzie znowu wszystkich chyba wypisani, którzy byli w sobotę i niedzielę. Trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, 3 pacjentki, z czego jedna super wszystkovdyskutujaca, ale mam czas. Chyba za niedługo zbiorę się do domu. Pogoda dzisiaj też zadziwiająca, ciepło, raz skończę, za chwilę szaro i ulewa, i tak naokoło. Rano przed dyżurem było nie za ciepło i słonecznie, poszłam z Mirką w kierunku Weichendorf; na łące między drogą krajową a autostradą znowu były dwa bociany.
Długo mnie na znajomych blogach nie było, a tu takie rewolucje! Gratuluję nowej Panienki:) Przypuszczam, że jej przyjście na świat złagodziło inne zmiany. A pamiętam, jak wkładałaś buty na obcasie, a ja zapytałam, czy będzie randka. I nie zaprzeczyłaś. I już po randce ... W końcu żal i rozczarowanie miną i docenisz zalety tej sytuacji. Powodzenia na nowych włościach:)
OdpowiedzUsuńZielonapirania