ale zrozumiał mnie, i wsadzi do rabatki przed wejściem do domu kilka cebulek żonkile, które mu wręczyłam. Wsadziłabym je sama, ale nie mam koniecznych narzędzi, zostawiłam w Zapfendorf, bo tutaj nie potrzebuje. Na cmentarzu, na grobach rodziców też mi niekonieczne, gdyż na cały sezon zamówiłam innego ogrodnika. Tak więc jestem kompletnie pozbawiona sapek, łopatek, grabków i czegokolwiek.
Siedzę, czytam albo słucham audiobooków, I dziergam.
Ciotka i kuzynka przyjechały, było przefajnie, miło i bez spinki. Posiedziałyśmy, pogadałyśmy, strona kulinarna też dopasowała- wczoraj bufet obiadowy u Chińczyka- i Arleta jako gość wczoraj wieczorem. Dostałyśmy obie zaproszenie na rewizytę u nich, no to się kiedyś obie zbierzemy i faktycznie pojedziemy, bo dlaczego nie, skoro obie tak ją polubiły. Abstrahując od faktu, że Arleta to wspaniała babeczka.
Tak więc kontrola rodzinna się odbyła, wiedzą, że nie żyje w jakimś ciemnym lochu, marznę, płaczę i nic nie mam 😉 mieszkanie bardzo im się spodobało, że ładne, wygodne i dla mnie w sam raz. Opowiedziałam im też o moim tutaj codziennym życiu, jak się zorganizowałam z Mirką, jak jest, gdy pracuje, bo wolne dni same widziały. Stareńka Mirka skacze lekko na kanapę i zeskakuje z owej z pełną gracją, też temu się dziwiły, że ma taką formę. Opowiedziałam im o moich tutejszych kontaktach, pracy, koleżankach, Susi obok, klubie głuchych w Bamberg, gdzie co miesiąc goszczę, o tutejszych rozrywkach, I że nie jestem samotna w sensie, że tylko może siedzę w mieszkaniu i pobekuję, nie mam na to czasu. Bliskość sklepów bardzo im się też spodobała, jak i trasy spacerowe z Mirką.
Wieczorami siedziałyśmy oglądając jakiś stary film bądź albumy ze zdjęciami, których mam multum i całej rodziny, ot taka skarbnica u mnie, i nie popuszczam z łap, bo one u mnie najlepiej się zachowają. Opowiedziałam im znalezionym przeze mnie kuzynie w Bielefeld, z którym jestem w kontakcie, i dla którego mam kolejne zadanie bojowe, dowiedzieć się czegoś więcej o siostrze naszych dziadków, bo znam jedynie jej imię i nazwisko, poza tym nic, oprócz nazwiska po mężu- Gross, Martha Gross.
Zrobiłam kuzynce radochę i zawiozłam ją do Bad Staffelstein, do sklepu z wełną, bo Irena też dzierga, ma w międzyczasie 6 wnuczków, najstarszy ma 19 lat, a najmłodsza urodziła się 2 tygodnie po mojej Fionce.
Teraz ogarnęłam nieco te moje hektary, zmywarka już opróżniona, łóżko gościnne ma świeżą pościel, prać będę może potem albo jutro, bo zaraz spodziewam się gościa na kawę.
Nico za drobną sumę porobił mi przy błotniku i żeby nie trzeszczało przy otwieraniu drzwi pasażera, życzy mi znalezienia sprawcy, bo mówi, z tego można zrobic szkodę na 3 ½ € tysiąca, włącznie z rzeczoznawcą, i takiemu dziadowi trzeba by było w takim przypadku dokładnie pokazać, jak to działa i trzepnąć porzadnie po kieszeni, bo na takie stłuczki ma się przecież ubezpieczenie.

Ale miłe odwiedziny i zaproszenie, wybierzcie się koniecznie!
OdpowiedzUsuńSuper babki , pozdrawiam:-)
Wybierzemy się na pewno, bo zaproszenie szczególnie w kierunku Arlety szczere. Niestety Arleta dzisiaj ruszyła z kopyta do Polski, mama jej zachorowala.
UsuńOjoj, przykre bardzo!
UsuńMama po prostu się zestarzała, I Arleta próbuje ja przekonać do wyjazdy do Niemiec. Nie byłaby to pierwsza przesiedlona mama, jest o trochę załatwień, ale w sumie nie ma problemu, najważniejsze ubezpieczenie zdrowotne, a to też by miała jako obywatel unijny.
UsuńSuper odwiedziny, ciotka podobna trochę do Ciebie , szkoda że nie ma kamery na parkingu, pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńJest siostra mojego taty, jedna krew. Kuzynka bardziej w kierunku jej ojca poszła. Faktem jest, że jestem dosyć podobną do mojej zmarłej ciotki Dorki, siostry cioci i taty. Mam wszystkie rysy tej rodziny.
UsuńNiestety kamera przy bramie garażu jest atrapą 🤷🏻♀️
Ula jak ci tam jest, masz ciężki czas za sobą.
Ciekawe życie masz teraz, takie jakie chcesz.
OdpowiedzUsuńTak jest i to jest bardzo dobrze. Reszta sama się ułoży. Najważniejsze, że mam koło mnie ludzi, którym nie jestem obojętna.
UsuńNa dobre jestes zadomowiona w nowym miejscu, codziennosc ulozona, kazde nowe doswiadczenie udowadnia ze wybralas wygodne mieszkanie i okolice.
OdpowiedzUsuńU mnie po przeprowadzce ktora jest czesciowa bo meble syna jeszcze nie dojechaly wiec mieszka u corki, mamy troche luznych dni co o tyle dobrze ze da glownie corce czas na zlapanie oddechu po ogromnej robocie jaka zrobila w Bostonie. Syn wyzbyl sie kilku starych mebli, mozna powiedziec ze prawie calego salonu, wiec w ktorys dzien, moze w niedziele, pojedziemy wybrac nowe + dywany. Czeka nas wiec wykonczenie urzadzenia go ale to bedzie latwiejsza czesc calosci.
Angazuje go w pomoc dla mnie jako ze we wtorek daje samochod do naprawy wiec on bedzie mi sluzyl jako szofer przez dwa dni. Pomalu u mnie/u nas tez sie zakonczy i wpadnie w codzienny rytm zyciowy.
Zycze Ci wielu milych popoludni z kolezankami i pieskiem.
To jest przedsięwzięcie, które macie, ale finał coraz bliżej. Potem już rmtylko żyć i cieszyć się tym, co się ka.
UsuńMoja reparatura stłuczki nie była zbyt kosztowna, oczywiście coś tam widać, ale nie miałam ochoty inwestować w te szkodę tysięcy €. Nowa to ta moja skoda już nie będzie.
Reszta się układa, a ja zaczynam lubieć siedzieć sama wieczorami na kanapie. Kilka tygodni temu było to dla mnie trochę straszne. Poza tym, wychodzę i zapraszam do siebie.
Jest dobrze, ciekawie i nietuzinkowo.
A Mirką wciągnęła się do mieszkania "w bloku", bo wie, że może mi ufać, wychodne są zapewnione.
Starzeje się godnie i przy pełnej k9ndycji fizycznej, co mnie bardzo cieszy.
Ale podobne jestescie! Nie ludzaco ale np oczy, wyraz twarzy. Fajna taka wizyta i kobiece grono. Podroze tez. Tylko zawsze z niechecia czytam o T. :( Udanego weekendu :)
OdpowiedzUsuńZuzia
Jedna krew, coś obie z mojego dziadka a jej ojca mamy. Wizyta i otoczka była prześwietna.
UsuńTobi no cóż, jeszcze jakiś czas będzie częścią mojego życia, chociaż nie bierze w nim takiego udziału jak kiedyś, bo i ja go w moje życie nie muszę tak wpuszczać, jak on by może chciał, lecz tylko tak, jak mi pasuje, przy czym nie jestem mściwa. Kiedyś będzie historia, ten mój aktualnie ślubny niemąż. Ot taki status.
Joj, jaka Ty pracowita jesteś, a ja kompletnie na nic nie mam czasu, jestem cholernie zmęczona i prokrastynuję do bólu
OdpowiedzUsuń[Kicia wdepnęła mi w klawiaturę i wysłała komentarz przed jego dokończeniem.]
Usuń...prokrastynuję do bólu i porastam śmietnikiem. W kuchni jak na wysypisku - nie ma ani centymetra wolnego blatu 🤣. La dolce vita! 😂
Rozczuliły mnie te żonkile — kilka cebulek wsadzonych przez niemieckojęzycznego pomocnika, który jednak doskonale zrozumiał, o co chodzi. Wiosną będzie można na nie spojrzeć i pomyśleć: „No proszę, jednak się udało”. 🌱💛
OdpowiedzUsuń"Ślubny niemąż" - świetne określenie 👍Dziewczyny z rodziny wyglądają na bardzo sympatyczne, fajnie, że Cię odwiedziły. Ja mam już tylko jedną ciocię... Za to teściowa przeżyła już wszystkich normalnych ludzi 🙈
OdpowiedzUsuń