Bardzo lubię chodzić rano z Mirką na zachodni koniec wsi i popatrzeć na pałac.
Dzisiaj spotkałam tam moją współwłaścicielkę z jej pieskiem; pomimo, że to tez suczka, czarna i kudłata, Mirka nawet ją lubi, w każdym razie przyglada się z ciekawością, jak Holly biega za piłeczką. Pańcia Holly opowiedziała mi trochę z własnych problemów bogatej dziedziczki, jakie akurat ją dopadają, kończąc zdaniem: a dzieci tylko przychodzą po kawałek ciasta.
Przy czym nie miała na myśli wypieku.
Ale po raz kolejny mi powiedziała, jak bardzo się cieszy, że to akurat ja jestem jej wspólniczką. Cieszy mnie to za każdym razem. W rewanżu odpowiedziałam jej, że jestem naprawdę szczęśliwa w tym moim mieszkanku i uważam to wszystko za pozytywny zbieg przypadków w trudnej dla mnie sytuacji życiowej.
Zaczyna się robić zimno, dzisiaj trawa była miejscami biała, nie szron jeszcze, ale to już chyba niedługo potrwa. Zaczęłam wyjmować moje wełniane chusty, baktusy i inne strzałki.
Ślubny niemąż szuka kontaktu ze mną, dla mnie ten pociąg już dawno odjechał. A ogólnie, sama, mam o wiele ciekawsze życie 😎 a przede wszystkim, żyję.




Miło spotkać znajomą z pieskiem i pogawędzić, tak zerknęłam na blogi to Twój figuruje przy wpisie nr 42 i nie chce się ruszyć, pozdrawiam deszczowo.
OdpowiedzUsuńUla, moze kiedyś ruszy znowu z tym uaktualnianiem.
UsuńSpacery z pieskiem sprzyjają nawiązywaniu kontaktów.
OdpowiedzUsuńNiemąż pewnie dopiero docenia ile stracił...
Ja to w ogóle mam talent do zagadywania mnie przez obcych ludzi, ale to jest akurat dobrze tak.
UsuńNie docenił i teraz pewnie bardzo żałuje.
OdpowiedzUsuńNo cóż, można tylko powtórzyć po Wyspiańskim.
UsuńJesienny spacer, trzeba korzystać póki czas.
OdpowiedzUsuńTak jest. U ciebie wiosna, u mnie jesień się zaczęła, taki dziwnie ciekawy jest ten swiat🌏🌎🌍
Usuń