(Gackowa pewnie odkryje na fotce coś jeszcze innego 😉)
Jestem czasami bardzo zmęczona. Dzisiaj jedenasty dzień przewożenia klamotów. Nigdy nie jadę na pusto, dzisiaj przewiozłam między innymi i zdeponowalam najpierw na strychu chusty, szale, czapki, torby i torebki, jedno mirkowe łóżko, mój koszyk z przyborami do szycia.
Pracuję co drugi dzień. W poniedziałek byłam na geriatrii, sama z Nadine, jako, że niby mało pacjentów to odciągnęli nam pomocników, a dama od serwisu zachorowala; koniec końców na chirurgicznym odcinku Nadine miała jeszcze świeżo zoperowanych do przywiezienia na oddział, do tego miałyśmy 5 nowych przyjęć, i rozdaliśmy kolację, oczywiście organizując tę także dla nowych pacjentów. Plus oczywiście normalny, geriatryczny tryb. Byłam nieco zjechana i nie dałam rady wyjść wcześniej, jak zaplanowałam, bo auto oczywiście miałam pełne na po dyżurze do Memmelsdorf.
Wczoraj trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno interna, odcinek prywatno- izolacyjny, bo same pojedyncze pokoje. I było fajnie. Zaczęłam z 6 pacjentami, z czego przed kolacją jeszcze dwóch zostało wypisanych, za to o 19.30 doszła pacjentka z maksymalnym stopniem pielęgnacyjnym tutaj, czyli 5, z influencą A, ale tylko przyjęłam ją, przedtem urządzając izolatkę, rozmowa z obecną przy niej córka, Rozpiska na wszystko, rozłożenie leków na 2 dni, rozpisałam w kompie plan pielęgnacyjny, a było tego po kokardkę. O 21.15 przeciągnęłam moją kartę przy wyjściu na parking, szybko do Memmelsdorf, miałam lekkie rzeczy, a krótko po 22 byłam już w Zapfendorf, gdzie Tobi faktycznie czekał z ciepłą kolacją i białym winem. O kurka wodna, zjadłam, wypiłam, popatrzyłam z kanapy w telewizor i poszłam pod prysznic i spać. Mirka też już była polatana, tak więc.
A w Memmelsdorf z balkonu tak:


Twoje zmeczenie zrozumiale - praca zawodowa, osobiste potrzeby i przeprowadzka. Niemniej idziesz do przodu, nowe mieszkanie wciaz sie dopelnia i urzadza.
OdpowiedzUsuńW USA jest troche inaczej z obejmowaniem mieszkania bo wczesniejsi wlasciciele zostawiaja w nim wszystko co jest umocowane, podlaczone czyli wyposazenie kuchni, wyposazenie pralni, karnisze, sufitowe oswietlenie i wiatraki, szafki garazowe. Jesli nowemu lokatorowi cos nie pasuje to pozniej sam sobie wymienia.
Zycze by dalej szlo dobrze :)
Dziękuję ślicznie. przy pralce trzeba uszczelnić aquastop, przy wypływie, to ponic szybka robota.
UsuńTutaj jest tak, że jak wynajmujesxmieszkanie z meblami, najczęściej jest to kuchnia, to właściciel jest odpowiedzialny za usterki. Dlatego najchętniej wynajmują puste. Ja te kuchnię odkupiłam, jak i lampy, I szafki w łazience, bez gwarancji, jak widziane tak wzięte.
Chyba mylisz wynajem z kupnem, Serpentyno
UsuńWidok z okna bardziej miejski niż wiejski, ale na pewno miły dla oka. I ta bliskość Bambergu!
OdpowiedzUsuńAle tak naprawdę na co innego zwracam uwagę, czytając Twoje ostatnie wpisy. Na to ciche i spokojne rozstanie, na nieunikanie się w tej trudnej sytuacji. To naprawdę rzadkość.
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, Lucy.❤️
Bardzo mi o to też chodzi, żeby nie było cyrku. Sąsiedzi chyba nawet jeszcze się nie dopatrzyli. Tobi oczywiście ma nadal swoje dziwactwa i uparty, ALE. Na drugi tydzień między dwoma dyżurami mam przegląd techniczny auta, zmianę oleju itp., spytałam się, czy by po mnie przyjechał po odstawieniu auta, a wczesnym popołudniem mnie zawiózł po odbiór, I oczywiście, nie ma tematu, zjemy rano śniadanie i tak robimy. Za to jestem mu wdzięczna.
UsuńTak, Bamberg za rogiem.
No jak tu nie być zmęczoną, ale już bliżej niż dalej. Przyciągasz ludzi do siebie, często trafia się dobra dusza co pomoże a Tobi zaskoczył, z drugiej strony niech to będzie dobre, koleżeńskie rozstanie niż mielibyście koty drzeć, siły.
OdpowiedzUsuńTak, zmęczona jestem, ale wiem czym, i czego dokonuje, z pomocą, ale reszta to moja działka. Kotów nie będziemy drzeć, dzisiaj wieczorem na lodach byliśmy.
UsuńGackowa poznaje! Miło te skorupki wyglądają. Chińczycy już jakąś swoją miejscowość na Bolesławiec przechrzcili, będą produkować swoje wersje. Te to oryginały.
OdpowiedzUsuńA widzisz i a kuku, ładnie je te Bolesławce prezentują 🙂
UsuńJuż jest na Ali pełno podróbek
UsuńTe odbyły Gackowej nie są z Ali 👍
UsuńWszystko bardzo ladnie idzie naprzod:D pralka fajna, a zadyszka... no chyba juz jestes na kocowce tego meblowania? W nast tygodniu nocowanie? Odpoczywaj Lucy, wysypiaj sie, zwalniaj tempo zeby zdrowie nie wysiadlo, juz teraz. Umiejetnosc dobrego rozstania to duza madrosc zyciowa. Nie kazdemu dana. I nie mam watpliwosci, ze z Twojej strony to idzie. Podziwiam Twoja odpornosc, sprawczosc, zdrowy rozsadek. Masz wiele cennych cech.
OdpowiedzUsuńZuzia
Widoki z okien masz bardzo fajne - duzo przestrzeni i zielen, a nawet zachody slonca :) ciekawe jak Mirka zniesie pierwsze dni i noce w nowym miejscu.. T. na koniec chyba chce zalagodzic sytacje, moze liczyc na Ciebie kiedys... szkoda ze wczesniej byl taki jaki byl. Smutno mi zawsze ze ludzie robia sobie/komus niefajne rzeczy i tyle dobrych chwill potrafia zaprzepascic. Czy kiedys zwiazki tez konczyly sie po paru latach? Bo dzis to raczej norma. Rozpadaja sie po roku-dwoch-szesciu-dziesieciu. Co to jest...taki krotki czas (my zyjemy coraz dluzej). Kiedys ludzie nie bardzo mogli sie rozwodzic bo mozliwosci ekonomiczne byly inne, ale i ostracyzm spoleczny, szczegolnie dla kobiet. Ale moze tez szybko sie wypalaly, konczyly tylko formalnie nie?
UsuńZuzia
Odpoczywam i zwalniam nieco, faktycznie mam masę rzeczy już w mieszkaniu. Brakuje mi jeszcze szafy i witryn/ sideboard w pokoju. Muszą te meble poczekać, jak i jakąś garderoba- buty mam na strychu w kartonie.
UsuńTaki dziwny jest ten świat. Teraz kobiety faktycznie mezniejsze i nie na wszystko sobie pozwalają. Nie przypuszczałam, że dołączę do tego grona, inaczej miało być, jest mi smutno z tego powodu, ale co zrobię, jak już nic nie wymyślę.
UsuńZuzia, odpowiedziałaś sobie w dwóch ostatnich zdaniach. Kobiety były totalnie zależne ekonomiczne, nie dałyby rady same sie utrzymać. Dzieci zostałyby przy ojcu. Taka to tajemnicą tych trwałych związków prababć. Myślę że i dziś byłoby dużo więcej rozstań gdyby nie dorastania materialne. I lęk przed damirnoscia. Ile jest procent szczęśliwych zwiazkow po latach? 3%?
UsuńLęk przed SAMOTNOŚCIĄ
UsuńHtak, lek przed samotnością też dochodził. Wiele kobiet nie rozróżniało też między być samym, a być samotnym. W związku można być też bardzo samotnym. Ja byłam całą prawie zimę samotna. Teraz będę sama, ale raczej nie samotna.
UsuńJa zawsze szukam jakiegos wiekszego sensu w tym co sie dzieje. I porownuje do starych czasow. Moja rodzina ani moje zwiazki nie sa jakos reprezentatywne bo malzenstwa Babc i Dziadkow uwazam za nieudane, choc byli ze soba dlugo, po 40 lat, do smierci Dziadkow (oni pierwsi odchodzili). Moi rodzice ponad 20 lat mordowali sie ze soba, zeby wreszcie z ulga rozwiesc. Pradziadkowie - 4 pary rozstaly sie przedwczesnie bo meczyzni szybko odeszli z tego swiata - choroby i wojna. Nie wiem czy byli udanymi malzonkami. Ja probowalam stworzyc zarowno dobry zwiazek jak i rodzine i niestety mimo prob nic z tego nie wyszlo. Wydawalo mi sie dotad, ze to moze pech a moze feler, w mojej akurat rodzinie. Ale inne malzenstwa i rodziny wcale nie sa inne. Znam szczesliwe pary, z duzym stazem. Jest ich niewiele. Czasem to sa drugie, trzecie i kolejne malzenstwa tych ludzi. Znam wiele par ktore sa nieszczesliwe ze soba bardzo, ale trwaja i sie nie rozstana/rozwioda. Nawet moja dawna przyjaciolka - odeszla i rozwiodla sie z przemocowym mezem, byli bezdzietni. Po czym po 10 latach.... wrocila do niego uznajac samotne zycie (i na obczyznie, bo do tego wyemigrowala) za ciezsze i mniej znosne niz to, ktore miala z nim. Dla mnie to koszmar i zaprzepaszczenie tych lat wolnosci ktora z takim trudem zdobywala, przestalam sie nawet z nia przyjaznic bo nie moglam zniesc mysli o tym co sobie znow robi, ani sluchac znow jej dramatycznych zwierzen :( Nie mam wiec zadnej recepty na udane zycie w parze, a cale zycie solo dla wiekszosci ludzi tez nie jest wymarzone. Mamy duzo wiecej mozliwosci, ale wychodzi na to ze poza lepszym bytem, samodzielnoscia ekonomiczna kobiet - nieduzo to zmienilo w samych relacjach zwiazkowych :( ciezko kogos odpowiedniego spotkac, zbudowac dobra relacje i wytrwac w niej do konca. Nie chcemy sie juz meczyc :( To zarowno plus jak minus. Wartosciowe relacje maja duzy sens. Ale te niszczace demoluja tak bardzo, ze uwazam, iz powinno sie z nich uciekac. Lut szczescia decyduje o naszym losie? Tylko to?
UsuńZuzia
Zuzia
Zuziu, z ciekawością przeczytałam i przyklasnęłam. Tak już dziwnie jest z tymi związkami. Bycie ze sobą dziesiątki lat nie oznacza, że jest to dobry związek. Można się tylko przyjrzeć, często po fakcie, związkom naszych przodków, I wysunąć własne wnioski. Być może czegoś się nauczyć, przynajmniej zwracania uwagi na pewne rzeczy, dzisiaj nazywanymi red flagg. Być może to łut szczęścia decyduje o nas? W każdym razie, zdolności do kompromisów, także ograniczenie własnego egoizmu, z pewnością decydują o dobrym związku.
UsuńJuz po napisaniu o Babciach i Dziadkach pomyslalam, ze mimo iz uwazam ich malzenstwa za nieszczesliwe to oni moze byli innego zdania? Nie oceniali swojego malzenstwa jako porazki, kleski zyciowej lub zlego wyboru. To byly inne czasy i co innego sie liczylo, np to ze wszyscy przezyli wojne i byli zdrowi, sprawni, ze mogli zalozyc rodzine, mieli dzieci, mieli prace itd. Nie zdradzali sie, nie bylo przemocy ani jakis skandali.
UsuńCo do egoizmu - wydaje mi sie, ze kobiety sa zawsze zbyt malo egoistyczne. Ze mamy sklonnosc do ustepstw, swoim kosztem. Uwazamy to za szlachetne i sluszne. A faceci raczej z niczego nie rezygnuja, ale oczekuja naszych rezygnacji. I mam jeszcze obserwacje, ze musza sie dobrac 2 osoby, ktore nawet moga miec trudne charaktery dla calego swiata, ale sobie odpowiadac, do siebie pasowac i miec mocna wiez, podziw, fascynacje, tolerancje czy milosci - wtedy to jest to! I facet powinien kochac mocniej! Jesli mocniej kocha kobieta, to predzej czy pozniej facet odejdzie lub bedzie ja wykorzystywal. A jesli to mezczyzna jest bardziej zaangazowany i kochajacy - wytrwa przy kobiecie, nawet kiedy sa zawirowania, trudne chwile. Taki drobiazdzek zaobserwowalam.
Zuzia
Lucy chyba i tak dlugo wytrwalas i bardzo sie staralas, patrzac na te jego zachowania, dziwactwa, problemy a Twoje oczekiwania i potrzeby. Nie jestes typem osoby, ktora szybko i bezmyslnie sie angazuje lub odchodzi. Nie mam watpliwosci, ze Wasza relacja sie skonczyla i gdybys na sile zostala - to ze swoja duza szkoda. Dobrze, ze masz mozliwosc zamieszkac sama. Niejedna kobieta nie mialaby. Na dodatek solidnie i porzadnie sprawy z nim zalatwiasz, nie unoszac sie emocjami, duma czy ambicja. To jedyny sluszny wybor, choc trudny i nie wymarzony. Zyczylabym Ci z serca jeszcze 1 spelnionej szansy. Zyczliwego, madrego, kochajacego czlowieka, ktory bedzie z Toba do konca. Kto wie co jeszcze przed Toba?
OdpowiedzUsuńZuzia
Zuziu, nie chcę się sama uwielbiać i śpiewać pieśni na temat mojej wspaniałości, ale jak piszesz. Niestety. Taki koniec relacji nie był w moich planach życiowych, jest to dla.mnie osobistą porażką, I jest mi niezmiernie smutno z tego powodu. Co będzie, to soe okaże. Będę koncentrować się na relacjach rodzinnych, tutaj też miałam uczucie bycia izolowaną. Kuzynka będzie miała 60 lat, z pewnością mnie zaprosi pod Frankfurt, do tego chce bliżej poznać rodzinę ze strony mojego taty z Bielefeld, pisałam niedawno na poprzednim blogu o moim kuzynie drugiego stopnia, który nazywa się Björn- Siegfried ucieszyłoby mnie spotkanie jego, już go kusze Bambergiem. I oczywiście własne dzieciali , a szczególnie ta młoda i już tlusciutka mała siuśmajtka, mam nadzieję na zobaczenie ich trojga już wkrótce na własnych śmieciach.
UsuńPoza tym, mam pracę, tam kilka dobrych i serdecznych kontaktów z potencjałem, mam sąsiadów i Mirkę też. Nie będę samotna.
Na internie jest taka koleżanka, trochę młodsza ode mnie, chodzimy razem na sport w szpitalu. W środę podeszła na oddział, wzięłam ją na bok i porozmawiałyśmy, bo właściwie dzień wcześniej miałyśmy się spotkać u innej byłej i akurat rencistki, koleżanki. Opowiedziałam jej w skrócie, co u mnie, rozstanie, przeprowadzka. Liane tylko patrzyła na mnie i powiedziała, to dluzsza i niełatwa decyzja dla ciebie? Jak się wogole czujesz? I nie było to takie o sobie grzecznościowe pytanie. Czuję się na ten moment bardzo zmęczona, a reszta, wielki smutek, żałoba, na to będzie czas później.
UsuńWiesz, dobrze ze powoli o tym mowisz. Wydaje mi sie, ze we wsi T powiedz znajomym i sasiadom po wyprowadzce, zeby uniknac wspolczujacych spojrzen, pytan, plotek poki tam jeszcze codzien jestes. Potem nawet jak czasem zajrzysz, to nie bedzie takie meczace. Zajmij sie swoim zmeczeniem, zeby Ci zdrowie nie zaszwankowalo, bo potrzebujesz sil do ucieszenia sie tez troszke nowym miejscem, wnusia, latem, jesienia w nowym zyciu. Moze przyjdzie spokoj, zrozumienie, ulga i wolnosc, a zaloby i smutku bedzie mniej? Pozwol sobie na calosc, ale a noz jednak tych ciezarow wiekszosc przerzucilas tej zimy, zastanawiajac sie co poczac?
UsuńZuzia
Ogromnie ważne, że jesteś wśród życzliwych ludzi.
OdpowiedzUsuńTak, to jest mi ważne. Nie oczekuję jakichś pocieszan, ot po prostu jakieś ucho do mówienia mu, i pomoc fizyczną czasami, z jakimiś kablami, szlauchami i co tam jeszcze borować trzeba. Na szczęście są tacy ludzie. A przede wszystkim też Arleta. Dzisiaj trzymam jej wszystkie kciuki, bo szuka nowej pracy, obóz uchodźców kończy bowiem swoją działalność. Arleta miała rozmowę do pracy w hotelu.
UsuńTakie okazje, to dar od losu, niechaj nadal Ci sprzyja!
OdpowiedzUsuńMoha nadzieja, że los będzie mi łaskawy...
UsuńMatko, ile ja mam zaległości!!! 😮😱
OdpowiedzUsuńAno masz. Leć od początku 😎
UsuńWidok z okna mi się podoba 👍
OdpowiedzUsuń